Jako w niebie

Izabela Degórska


WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
© pod opieką  ADiT
wystawienie sztuki wymaga uzyskania licencji
agencja@adit.art.pl


Dostęp do bezpłatnego eksploatowania tekstu został wycofany.



OSOBY:

VITAS
DOŁĘGA
 ANIOŁ PIERWSZY / STARA ANIELICA
ANIOŁ DRUGI
SOLISTA
BORYGA / STARA ANIELICA
RADNY BARANEK / ANIOŁ Z PERGAMINEM
SEKRETARKA / ANIELICA

NIEBO

Scena 1.

APARTAMENT ARCHANIOŁA.
U góry widnieje napis: ORA ET LABORA. Słychać anielską muzykę. Chór składający się z dwóch aniołów i solisty śpiewa w natchnieniu. 

CHÓR ANIELSKI
Nieomylna władza
W niebie sobie chadza
Ma głowę w obłokach
Aureoli blask
I tutaj na górze
Śpiewa tak jak w chórze
Jednym głosem o zaszczyty tak:
A! Aa-aa! La! La-la!

SOLISTA
Daj Boże wszechmocny
Daj władzę na wieki
Daj Boże, daj proszę,
Daj, daj, daj.

Spod sterty piór wygrzebuje się archanioł VITAS. Jest DRUGIej świeżości. Spogląda wokół błędnym wzrokiem, stawia     na biurku butelkę z winem.

SOLISTA
Archaniele! Archaniele!

CHÓR ANIELSKI
Takiś cudny, takiś mądry!

SOLISTA
Archaniele! Archaniele!

CHÓR ANIELSKI
My tak wdzięczni

Że wciąż nami rządzisz.

SOLISTA            
I to wcale nieprawda,
że dobierasz się nam do piór
I to wcale nieprawda,
że fałszuje twój chór
I to wcale nieprawda,
że nie chcemy służyć na dole
I to wcale nieprawda,
że ciebie…

CHÓR ANIELSKI
Psssyt!

SOLISTA           

Archaniele! Archaniele!

CHÓR ANIELSKI
Takiś cudny, takiś mądry!
Archaniele! Archaniele!
My tak wdzięczni
Że wciąż nami rządzisz

Chór znika w cieniu. VITAS wali się po gębie, po chwili spogląda przytomniej.

VITAS  
Uua! Ale się działo. O Jezu, moja głowa. Moja błogosławiona głowa. O, a tu, oj, oj, ale mnie rwie. A to co?

Wyciąga spod siedzenia stanik, gumową kaczkę, rakietę tenisową i rzuca nimi za siebie. Na koniec wyciąga spod pleców urwane skrzydło.

VITAS
O Boże, a to czyje? Znowu będą ode mnie oczekiwać cudów. „Archaniele, archaniele, skrzydełko mi się urwało!” Tfu! (wyrzuca skrzydło, przeciąga się) No, obudziłem się. (pauza) No!! OBUDZIŁEM SIĘ!

Wbiegają pośpiesznie anioły z chóru. Oczyszczają VITASa z piór, poprawiają mu aureolę, czeszą skrzydła, spryskują wonnościami, wreszcie wnoszą go na fotel-tron, który stoi na podwyższeniu. Zastygają w poddańczej pozie.

VITAS beka, odwraca butelkę do góry dnem. Z rozpaczą stwierdza, że jest pusta. Rzuca ją w kąt i głośno jęczy.

VITAS
Ooo-jeeej!
Je-jej! Wody! (Anioł Drugi przynosi karafkę) Nie, mleka! (Anioł Pierwszy przynosi szklankę) Albo nie. Klina! Tak. Dajcie mi klina. Oooj, ale cierpię. Po prostu męki.

ANIOŁ DRUGI
Jakaż to musi być radość dla archanioła!

VITAS
Co?

ANIOŁ DRUGI
(niosąc pełną butelkę) Pewnie jaśnie oświecony archanioł VITAS czuje się przez to bliżej Zbawiciela? Czyż nie?

VITAS
Oj, Drugi, nie podoba mi się twój sarkazm. Przecież widzisz, że nikogo tu nie ma.

ANIOŁ DRUGI
Ojciec niebieski wszystko słyszy. Lepiej dbać o to, co trafić może do jego uszu.

ANIOŁ PIERWSZY
Amen.

ANIOŁ DRUGI
Zaśpiewajmy pieśń poranną.

VITAS
Chyba cię pogięło, Drugi. Łeb mi pęka, a ty chcesz znowu wyć? Spójrz na Solistę. Stoi sobie w kącie i niepotrzebnie gęby nie otwiera, a ty… Przykład byś wziął.

ANIOŁ DRUGI
Nigdy nie wiadomo, co tam sobie taki Solista w cieniu szepce.

SOLISTA
Modlę się. Za archanioła VITASa.

VITAS
O, widzisz? Od rana w pracy. A ty się obijasz. A właśnie, praca, praca. Wszystko gra?

ANIOŁ  PIERWSZY
Wielebny archaniele… Jest drobny problem.

ANIOŁ  DRUGI
Właściwie problemik, o po stokroć błogosławiony.

ANIOŁ  PIERWSZY
Et, nic istotnego…

VITAS
Jak nic istotnego, to czego zawracacie mi aureolę?

ANIOŁ  PIERWSZY
Cóż… To dzisiaj. A archanioł jakby…

ANIOŁ  DRUGI
Nieświeży…

ANIOŁ  PIERWSZY
Odrobinkę, oczywiście.

VITAS

A! To!
No tak. Hm. Dzisiaj powiadacie.

ANIOŁ  DRUGI
Właśnie.

VITAS
Dzisiaj…

VITAS przeciera oczy, zerka w lusterko, chucha sobie na rękę. Bezskutecznie próbuje się wyprostować fizycznie i moralnie. Krzywi się, kręci głową. Cóż, rzeczywiście wygląda nietęgo.

VITAS
Dajcie mi tego, no, jak mu tam, Dołęgę.

ANIOŁ DRUGI
Dołęgę? Ale…

VITAS
Żadnych „ale”!

ANIOŁ DRUGI
Kiedy on u nas właściwie od niedawna… Może lepiej ja?

VITAS
Ta twoja gorliwość, Drugi! A ja nie lubię, jak byle anioł za bardzo mi się kręci pod nogami. Zwłaszcza, kiedy jest raz u mnie, raz u innego archanioła. Tu się czegoś dowie, tam czegoś innego… Tak… A potem na moich skrzydłach jeszcze nade mnie wyleci. Nie. Dawać Dołęgę.

ANIOŁ DRUGI
Skoro archanioł sobie życzy…

VITAS
Życzy.

Anioł Drugi wybiera numer telefonem komórkowym. Po chwili z góry zlatuje anioł Dołęga, z wyglądu straszna łachudra i gamoń. Dostojności temu pojawieniu dodaje pieśń chóru.

CHÓR ANIELSKI
Nieomylna władza
W niebie sobie chadza
Ma głowę w obłokach
Aureoli blask

I tutaj na górze
Śpiewa tak jak w chórze
Jednym głosem o zaszczyty tak:
A! Aa-aa! La! La-la!

SOLISTA
Daj Boże wszechmocny
Daj władzę na wieki
Daj Boże, daj proszę
Daj, daj, daj.

VITAS przegania chór. Chór schodzi ze sceny. Dołęga rozkłada ręce w pobożnym geście.

DOŁĘGA
Niech będzie pochwalony…

VITAS
…na wieki, wieków…

DOŁĘGA
Amen.

VITAS
No, Dołęga, mam dla was robotę. Nie ukrywam, wymaga odpowiednich kwalifikacji – wiecie, rozumiecie – anielska cierpliwość w bezczynnym siedzeniu i tak dalej. W trakcie tej misji, tajnej! podkreślam, powinniście niezmiennie okazywać gotowość do współpracy – i nic więcej!

DOŁĘGA
Nic więcej.

VITAS
Amen. Jak pewnie wiecie nasze niebo walczy teraz z szatanem o niewinne duszyczki wspólnie z niebem ewangelików…

DOŁĘGA
Nie może być!

VITAS
Ot, ciemna masa, wiadomości nie oglądacie? Od eteru was odcięło?

DOŁĘGA
Ale jak to tak, z niebem ewangelików?

VITAS
I wszelkim innym czortem, to jest chciałem powiedzieć z innymi niebami, którym patronuje nasz ojciec niebieski.

DOŁĘGA
Na wieki, wieków, amen!

VITAS
Zatem weźmiecie moją kartę niebieską i wybierzecie się w moim imieniu na archanielskie zgromadzenie.

DOŁĘGA
Ja, prosty anioł? O dzięki ci, archaniele, za to niebiańskie wyróżnienie!

VITAS
Tylko strzeżcie jej jak oka w głowie!

DOŁĘGA
Tak mi dopomóż…

VITAS
No. Siądziecie zatem tam na moim miejscu, tylko cicho, żadnego wyciągania łapska w górę, żadnych dyskusji, nic!

DOŁĘGA
Nic.

VITAS
No. Musicie wiedzieć, Dołęga, że dzisiaj my, najważniejsze archanioły w niebie, będziemy deliberować nad bardzo ważną rzeczą. No a wy, na moim miejscu…

DOŁĘGA
Będę siedzieć cicho, żadnego wyciągania łapska w górę, żadnych dyskusji, nic!

VITAS
Bardzo dobrze. No, Dołęga, jeszcze jakieś pięćset lat i może wyjdziecie na…, no mniejsza z tym. Zatem kiedy Ojciec Niebieski spyta: „Archanioły, dać li, prostym aniołom z nieba katolików dostęp do win mszalnych, bez niebiańskiej daniny?”, naciśniecie przycisk z napisem „nie” przy moim tronie. Potem rozejrzycie się i jeśli akurat nie będzie archanioła Borygi, naciśniecie też „nie” przy jego siedzeniu. Jasne?

DOŁĘGA
Ale jak to tak? I dlaczego „nie”?

VITAS
To wyższa racja stanu, nie na rozum prostego anioła.

DOŁĘGA
Ojcze w niebiesiech, nie na rozum!

VITAS
To jak, wiecie co robić?

DOŁĘGA
Co do joty.

VITAS
No to lećcie. A na zachętę…

Wyciąga kluczyki i nimi dzwoni.

DOŁĘGA

Czy ja aby dobrze słyszę? Aż mnie dreszczyk taki miły po piórach przeszedł.

VITAS
O tak, instynkt was nie zawodzi. To od zakrystii w Watykanie. Po udanej misji na niezłe winko możecie liczyć.

DOŁĘGA
Nie?! Naprawdę? Och! Och!

Dołęga przypada VITASowi do nóg. VITAS rzuca mu kluczyki. Dołęga aportuje.

DOŁĘGA
O Panienko Przenajświętsza co za radość mnie rozpiera!

VITAS
Nie kryję, że wybrałem was ze względu na wasze poczciwe oblicze, nie skalane nawet śladem inteligencji. No, lećcie już. No!

DOŁĘGA
Bogu niech będą dzięki!

VITAS
Tak, tak. To jest – na wieki, wieków… Eee, i tak dalej.

Dołęga odlatuje, a VITAS pada na posłanie z piór i momentalnie zasypia. Głośno chrapie. W tle anielska muzyka.
Wyciemnienie.

Scena 2.

APARTAMENT ARCHANIOŁA.
VITAS leży z okładem na głowie. Przerzuca pilotem kanały. W głębi sceny, skąpane w niebieskim świetle, pojawiają się tańczące anielice - stare i brzydkie. Nad ich głowami unoszą się kółka obciągnięte czymś włochatym.

VITAS
To mają być anielice? To? Nic dziwnego, że byle wywłoka z Dołu niewinne duszyczki kusi. No i co one mają nad głowami?

SOLISTA
A, to tak z przyzwyczajenia na aureole naciągają.

VITAS
Ale co? Co, na litość boską?

SOLISTA
Berety.

VITAS
I ja za to abonament płacę? No sam popatrz. Te ich zapadnięte policzki i głodne oczy… Brrr!

SOLISTA
Są głodne miłości bożej.

VITAS
Raczej wejściówki do nieba.

SOLISTA
Niezbadane są wyroki Pana. Jak by nie było te skromne duszyczki żywcem tu do nas idą. Całymi stadami.

VITAS
I to mnie niepokoi. Czy tak powinno wyglądać nasze niebo? Jak dla mnie to trochę ryzykowne. A jak nas kiedyś tymi beretami zaduszą?

SOLISTA
Ależ archaniele, to nasze najlepsze niebieskie zastępy.

VITAS cmoka niezadowolony, przerzuca kolejny kanał. Pojawia się anioł z długim pergaminem w dłoni.

ANIOŁ Z PERGAMINEM
I jako rzecze Pan… (VITAS „popycha” go pilotem, kiedy to robi anioł bełkoce) By-ry-baaa-go-teee… Módlmy się! Aa-te-raaa-wyy-gaaa Błogosławiony… Kaa-bee-dooo… Amen!

VITAS przerzuca kolejny kanał i anioł z pergaminem znika.

VITAS
(pstryk)
Eee, żadnej rozrywki, nic.

SOLISTA
Golf jest. Na pięćsetnym. Święty Piotr bardzo go ceni.

VITAS
Golf. A kto to ogląda?

SOLISTA
Święty Piotr.

VITAS
I?

SOLISTA
Czasem Najświętsza Panienka. Szaty jej się podobają.

VITAS
Właśnie. (pstryk) O, czekaj, tu coś jest.

Słychać kuszącą muzykę. Pojawia się ponętna anielica z białym pudełkiem w dłoni. Wiatr podwiewa jej szatę jak Merlin Monroe.

VITAS
Normalnie… jaaa, ale, a-le! Iii, ale jej pióra podwiało. No, no, ale piórkowana! Niezła, cała niezła. Widzisz, nasze też potrafią.

SOLISTA
To reklama. Wybielacza do piór.

VITAS
Oj, Solista, ty to potrafisz każdą przyjemność zepsuć. (wyłącza odbiornik, anielica znika) Lepiej byś zaśpiewał, albo co. Sam widzisz, że w eterze nie ma nic ciekawego.

Solista wyjmuje z kieszeni nuty. Rozgrzewa głos.

SOLISTA
Mi, mi, mi! La, la, la! Do-mi-sol-do! Do-sol-mi-do! Do-do! Si-la-sol-fa…

VITAS
Pieśń pochwalną! Albo chociaż psalm.

Solista odchrząkuje i śpiewa.

SOLISTA           
Archaniele urodziwy!
Archaniele promienisty!
Tak raduje nas twe lico,
Jesteś taki zaje…

Wpada Anioł Drugi. Woła.

ANIOŁ DRUGI
Archaniele! Archaniele!

SOLISTA
No ja w takich warunkach nie będę pracował.

Solista składa nuty i obrażony cofa się w cień.

VITAS
I czego się drzesz? Przecież wiesz, Drugi, że obowiązuje nas karta solistów.

ANIOŁ DRUGI
Ale Dołęga!

VITAS
Co Dołęga?

ANIOŁ DRUGI
Wrócił.

VITAS
Jak to wrócił? Już? Odwołali zgromadzenie?

ANIOŁ DRUGI
Ależ skąd! Nie wpuścili go. Kartę niebieską zgubił.

VITAS
Zgu… Zgubił? Zgubił?! I jeszcze ci o tym powiedział?! O tajnej akcji?! Dawaj go, dawaj. A potem mocno mnie trzymaj, bo ciężko zgrzeszę!

ANIOŁ DRUGI
Z rozkoszą.

Anioły wloką Dołęgę. Błyska. VITAS rzuca w kąt okład. Jest wściekły.

VITAS
Dołęga! Tylko jedna rzecz - gdzie jest moja karta!!!!?

Dołęga przerażony wybałusza oczy.

VITAS
Mów!!!

DOŁĘGA
Aaa… Eee… Ot, pewna zbłąkana ludzka duszyczka modły właśnie słała… Jak się nie pochylić nad potrzebującym? To się pochyliłem. No i… Tak mi się… wysunęła. Trochę. I spadła.

VITAS
Na ziemię? Moja cudowna, archanielska karta wala się gdzieś NA ZIEMI??!!

DOŁĘGA
Kiedy się zorientowałem… to… to… No i wróciłem.

VITAS
Nie. Nie! Skończyła się moja anielska cierpliwość.

DOŁĘGA
A… archanielska?

Ściemnia się. Wali piorun.

VITAS
Słyszysz te grzmoty? To niebiosa się rozstępują!

DOŁĘGA
Czy to warto aż niebiosa rozwierać? Przecież ze mnie tylko prosty anioł. Polecę sobie na najdalszą chmurkę…

VITAS  
Dołęga! Ty nie jesteś już żaden anioł. Ty wiesz co ty jesteś? Ty jesteś Nie-Dołęga! Już! Odznaka! (anioł zdejmuje aureolę) I kluczyki! (Dołęga wyciąga z oporem kluczyki) Nie będzie rozbijania się po Watykanie za głównym ołtarzem. Z mszalnym winem koniec!

DOŁĘGA            
(chlipie) Nie, tylko nie wino!

VITAS  
Koniec. Ko-niec. (wyrywa mu kluczyki) No i oczywiście skrzydła.

DOŁĘGA            
(cofa się) Skrzy…

VITAS  
Skrzy! Skrzydła!

DOŁĘGA            
Ale… To co mi zostanie?

VITAS  
Miłość do ludzi. Zawsze tak ich broniłeś. A mówiłem. Ostrzegałem. No i przegiąłeś. Teraz będziesz blisko nich. Bardzo blisko.

DOŁĘGA
Ale… Taki straszny wyrok? Byłem pełen dobrych chęci! Gotowy do współpracy! Szczerze oddany!

VITAS
No, wypad. Na ziemię! Wio! (posyła go kopem w tyłek)

Dołęga wylatuje ze sceny na widownię i cicho siada w drugIm rzędzie.

VITAS ciężko dyszy. Anioły biją brawo i podlatują w górę uradowane. Solista klaszcze z obowiązku.

CHÓR ANIELSKI
Alleluja! Alleluja! Allee-luu-jaa!

VITAS  
No! Będzie mi takie głupoty wciskał. Mnie! Archaniołowi! (spostrzega anioła na widowni) A ty gdzie? Między maluczkich? I dobrze. Bo tutaj to miejsca dla ciebie nie ma. Tfu!

VITAS siada okrakiem na krześle we władczej pozie.

VITAS 
Góra. Niebo. Władza. Lubię to, kuria, ale ja to lubię. Najważniejszy! Najmądrzejszy! Najwspanialszy! Naj. Naj. Naj-naj. I nikt mi nie podskoczy. I zawsze mam rację. To jest najlepsze: ta gwarancja nieomylności. Bo jak się jest TU, to się nie popełnia błędów. Wyroki są niepodważalne. Cudownie przenikliwe, bosko sprawiedliwe. I nikt mnie z nich nie rozlicza.

ANIOŁY
Jako w niebie, tak i na ziemi.

VITAS
Nie powiem, czasem mam reklamacje. Ale cóż…, strategia jest banalnie prosta. Jeśli Szef milczy, to ignoruję. Te modlitwy, złorzeczenia, to tylko taki szum. Nic. No, ale kiedy Szef… No to gorzej.

ANIOŁ DRUGI
Módlmy się!

VITAS
Ale nie żeby zaraz jakieś nerwy. Nie. Mały telefonik tu, małe opierdolonko tam. I zawsze się jakiś durny anioł znajdzie, który nadstawi swoją błogosławioną dupę. A jeśli chodzi o wykop to naprawdę DRUGIego takiego jak ja… (skromnie się uśmiecha)

VITAS wraca na leżankę. Dłubie w nosie, grzebie w uchu, wyłamuje palce i robi co rusz różne inne irytujące rzeczy. Słychać muzykę i chór anielski.

CHÓR ANIELSKI
Nieomylna władza
W niebie sobie chadza
Ma głowę w obłokach
Aureoli blask
Taka absolutna
Taka niezachwiana
Jak monolit poprzez wieki trwa.

SOLISTA                           
I to wcale nieprawda,
że aniołom brakuje
I to wcale nieprawda,
że tutaj się szczuje
I to wcale nieprawda,
że sympatyzujesz
I to wcale nieprawda,
że koopertujesz.

CHÓR ANIELSKI             
Archaniele! Archaniele!

Głośno dzwoni telefon. Chór przerywa pieśń. VITAS wzdryga się, a po chwili odbiera. Słysząc głos w słuchawce wstaje, zmienia się na twarzy.

VITAS  
O. Przewietrzyć? Ale u nas takie świeże… Jak? Dołęga? Archanioł Dołęga? Rozumiem.

Odkłada słuchawkę i sięga po różaniec.

Z widowni na scenę wchodzi władczym krokiem Dołęga. Idzie dostojnie w takt ponurej muzyki.

VITAS pada na kolana i opuszcza głowę. Zerka, co robi Dołęga. Ten siada za biurkiem i wyciąga spod skrzydła niebieską teczkę. Wolno ją otwiera.

VITAS
Czy… Czy…

DOŁĘGA
O, tak. To wasza niebieska teczka.

VITAS
O, kuria! Na mnie też mają.

DOŁĘGA
I co, kolego, weryfikacja wypadła nieszczególnie. Co my tu mamy… Taak. O? Hm. Cóż, materiał dowodowy obszerny. Taak. Zgrzeszyliście. Ta wasza działalność wywrotowa w zgromadzeniu archanielskim! Nie mówię nawet o dzisiejszym dniu…

VITAS
Tak, nie mówmy.

DOŁĘGA
Bo to był wasz, tak mówiąc z ziemska…

DOŁĘGA
Z ziemska…?

VITAS
Z ziemska, żebyście się przyzwyczaili…
To był wasz ostatni gwóźdź do trumny.

VITAS
Ojcze w niebiesiech, zmiłuj się nade mną. Najświętsza Panienko, miej mnie w opiece…

DOŁĘGA
Oj, módlcie się, módlcie. Tylko to wam zostało. Nie ukrywam - takie chamstwo to ostatnio w XVIII wieku widziałem. I to dużo niżej. Dużo.

Dołęga zamyka teczkę z trzaskiem. VITAS wzdraga się i przerażony wybałusza oczy. Dołęga podchodzi do niego i odbiera mu kolejno aureolę, skrzydła i kluczyki.

Anioły stłoczone w kątku zawodzą. VITAS chlipie.

VITAS 
Ale kolega sam przyzna, takie doskonałe przygotowanie, perfekcyjna prowokacja, nawet święty by się nie połapał…

DOŁĘGA            
Zasiedzieliście się aniele. No, co się tak patrzycie? Po takiej wpadce, to już z was żaden archanioł. Właściwie to i anioł żaden.

VITAS  
Ale jakże to tak? To co ja jestem?

DOŁĘGA            
Według instrukcji, pod-anioł.

VITAS  
Pod-anioł? Jakiej kategorii?

DOŁĘGA            
Trzeciej.

VITAS upuszcza różaniec.

VITAS  
O Jezusie przenajświętszy, trzeciej? Ale moje kwalifikacje, referencje…

Dołęga gestem nakazuje milczenie.           

VITAS  
Ale…

DOŁĘGA           
No, pora nadstawić.

VITAS  
Ja? Ale jak to tak? Ja, taki niezastąpiony?

DOŁĘGA            
Oj Vitas, Vitas. Tak Bogiem a prawdą, to tu, na górze nie ma niezastąpionych. No! (VITAS ugina drżące kolana i nadstawia) O, tak.

Anioł Pierwszy zasłania sobie oczy, Anioł Drugi zasłania sobie uszy, Solista otwiera usta. Dołęga daje potężnego kopa Vitasowi.

SOLISTA
(cicho)
Yes!

Solista przybiera świętoszkowatą minę, udaje, że się modli.

DOŁĘGA           
O-o-o, jak leci! Taak. No cóż, dobry jestem. Taki oślizgły. Usłużny. Te opuszczone ramionka, psie oczy, ściszony głos. Kiedy jestem w formie, to niemal merdam ogonem. Niziutko, niezbyt aktywnie. I, hm, kto by pomyślał, ja - archaniołem. Nawet VITAS się nie połapał. Cóż, każdy się z czasem nastawia, że go nie ruszą. O Boże! Wszyscy na górze popełniają te same błędy.

Pstryka na anioły. Anioły niosą Dołęgę na tron i kłaniają mu się nisko.

ZIEMIA

Scena 3.
RATUSZ, BUIRO RADNEGO BARANKA.
Radny Baranek wiesza baner z sentencją. Przygląda się słowom z namaszczeniem i uznaniem. Czyta.

RADNY BARANEK
„Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego” - jako rzecze car Rosji Piotr I w zarządzeniu z dnia 9. grudnia 1708 roku. No, no! Trzysta lat będzie i ciągle takie aktualne!

Wbiega SEKRETARKA.

SEKRETARKA
Panie wiceprzewodniczący!

RADNY BARANEK
Przecież tyle razy tłumaczyłem: mówi się „panie przewodniczący”!

SEKRETARKA
Tak, tak.

RADNY BARANEK
I coś pani taka hałaśliwa. Oczy rozbiegane. No a postawa względem przełożonego… dramat, po prostu dramat. Ciągle czegoś pani ode mnie chce! A powinno być na odwrót. Zdecydowanie na odwrót.

SEKRETARKA
Ale…

RADNY BARANEK
Później. Później. Zajęty jestem.

Sekretarka skulona cicho wysuwa się z gabinetu.

Radny Baranek rozpiera się za biurkiem i czyta gazetę. Co pewien czas zerka z satysfakcją na baner.

Z góry nadlatuje VITAS w skromnej szacie, zaopatrzony w zastępczą aureolę i marne skrzydła. Jest dla ludzi niewidzialny. Ląduje niewprawnie na tandetnych skrzydłach.

VITAS
Co za badziewie mi dali. Ledwie to-to lata. I jak mam z czymś takim pracować?

GŁOS BORYGI
No, no. Kto by pomyślał. Jaki ten wszechświat mały.

VITAS
Bo… ryga? Archanioł Boryga?

Z cienia wychodzi Boryga w stroju diabła. Na jego widok VITAS w pierwszym odruchu okazuje radość, ale mina mu rzednie w pół słowa.

VITAS
Morduch… na… A niech mnie najwyższy oświeci! A więc to tak?! Tyle lat ręka w rękę! I co? Te wszystkie wieki w niebiańskim parlamencie przesiedziałem z Agentem z Dołu? Nic dziwnego, że mnie infiltrowali!

BORYGA
A widziałeś nasze zdjęcia z wakacji nad Rodos? Jutro na rozkładówce „Głosu Pana” będą.

VITAS
A żeby ci to nasze mszalne wino, cośmy je beczkami pili, w gardle stanęło!

BORYGA
Iii, jakby było czym się zachwycać. Ale było, minęło. Proponuję rozejm.

VITAS
Chyba ci siarka mózg do reszty wypaliła. Rozejm? Ja - z diabelskim pomiotem?

BORYGA
Wspomnij naszą przyjaźń wiekuistą.

VITAS
Gdzie nie spojrzę, podstępne, dwulicowe gęby. Uh, trzymajcie mnie!

BORYGA
Vitas, pomyśl. Skoro jestem tutaj, to – niestety – zostałem zdekonspirowany. Skończyły się dobre czasy, zamieszała chochla historii i razem tu wylądowaliśmy. No, sam spójrz na tego tumana. Teraz na jednym wózku jedziemy.

Ciężko wzdychają.

VITAS
Co prawda, to prawda. Tylko pamiętaj, rozejm, nie - pokój! A zwłaszcza – współpraca.

BORYGA
Dobra, dobra. Jak by nie było, stoimy po dwóch stronach barykady.

Milcząc taksują radnego Baranka. Baranek drapie się po kroczu. Siorbie herbatę.

VITAS
Co o nim wiesz?

BORYGA
O radnym Baranku? A ty?

Chowają za siebie notatki.

VITAS
A może umówimy się: pół doby ja, pół doby ty?

BORYGA
Kontynuuj.

VITAS
Proponuję, że ja, jako postać dobra, jasna, zajmę się tym pożal się Boże osobnikiem za dnia. A ty, jako istota zła, która lubi kryć się w cieniu – szeptać mu będziesz w ucho te swoje zberezieństwa nocą, kiedy śpi.

BORYGA
No daruj sobie. Widzę, że się nie dogadamy.

VITAS
Dobra, sam tego chciałeś!

Przyjmują bojową postawę. Zakasują rękawy. VITAS nagle stroszy pióra i odzywa się słodkim głosem, który jednocześnie brzmi zza sceny.

VITAS
„Baranku! Wybrańco boży! Otwórz swe serce, wpuść mnie do siebie!”

Radny Baranek baranieje. Dłubie w uchu.

VITAS
„Tak, dobrze słyszysz. To ja, twój anioł stróż!”

Radny Baranek nachyla się do interkomu.

RADNY BARANEK
Pani Kasiu, mówiła coś pani?

SEKRETARKA
(zza sceny)
Nie, panie wiceprzewodniczący.

RADNY BARANEK
Przewodniczący! Mówi się przewodniczący!

SEKRETARKA
(zza sceny) Panie przewodniczący. Nie, nic nie mówiłam, ale…

Radny Baranek wyłącza intercom.

RADNY BARANEK
To ta presja władzy. Ciągły wysiłek umysłowy…

Boryga odzywa się głosem, który jednocześnie brzmi zza sceny. Mówi jakby kontynuował myśli Baranka.

BORYGA
„…stałe ukrywanie prawdziwych pragnień. (kusicielsko) Uwolnij swoje pragnienia!”

Radny Baranek rozgląda się.

RADNY BARANEK
Jestem w ukrytej kamerze?

Z głupim uśmieszkiem szuka kamery.

VITAS
„Spotkało cię coś wyjątkowego. Twój osobisty anioł stróż mówi do ciebie.”

BORYGA
„Masz jakieś pragnienie?”

RADNY BARANEK
Pragnienie. Pić. Pić! Jaki jestem przemęczony!

Radny sięga po kieliszek i butelkę.

VITAS
„Otwórz swe serce, wpuść mnie do siebie! Kochaj innych.”

Radnemu drżą ręce. Rozlewa nalewany alkohol.

BORYGA
„Niech cię kochają inni, jesteś wybrany!”

VITAS
„Jesteś wybrańcą bożym!”

Radny wypija alkohol jednym haustem.

BORYGA
„Właśnie. Niech cię kochają, niech cię wielbią, niech ci służą!”

RADNY BARANEK
Właściwie, czemu nie?

VITAS
„Bądź w służbie bożej! Bądź w służbie społecznej! Służ słabym, służ chorym, służ biednym…”

BORYGA
„Służba!”

RADNY BARANEK
Służba!

Sekretarka staje w drzwiach.

SEKRETARKA
Pan czegoś chciał?

VITAS
„Nie ociągaj się. Czytaj dokumenty, broń bezbronnych… Twój jeden podpis może uczynić tyle dobrego!”

RADNY BARANEK
Jakieś dokumenty dla mnie są?

SEKRETARKA
Och, panie przewodniczący! Tak, to bardzo pilne! Rada od trzech tygodni czeka na pana decyzję! No a dzieci…

BORYGA
„Odpady, śmieci, wyrzutki! Porobili ich tyle i kto ma ich teraz karmić?”

RADNY BARANEK
I kto ma ich teraz karmić?

SEKRETARKA
No właśnie o tym mówię. To o te dofinansowanie obiadów chodzi.

VITAS
„Twa dobroć jak balsam w tyle serc się wleje.”

Radny Baranek pochyla się nad dokumentami. Waha się.

VITAS
„No, podpisuj, morduchno moja!”

Boryga rzuca urok na długopis. Długopis nie pisze.

BORYGA
„Co nagle, to po diable!”

Radny Baranek odkłada dokument.

RADNY BARANEK
Co nagle, to po diable. Muszę zobaczyć jeszcze bilans, jak stoimy z funduszami. Coś mieliśmy ważnego w planach…

BORYGA
Ha!

VITAS nie przyjmuje porażki. Próbuje najpierw powalić Borygę swą siłą niebieską, niestety bezskutecznie. Wali więc go po łbie aureolą. Szarpią się. Boryga chichoce. Prowadzą wymianę zdań w sposób niesłyszalny dla radnego Baranka.

BORYGA
I co, zapomniało się już, czego to anioły w terenie używają. Tak, tak. Nie ma tu luksusów!

VITAS
A gów… nie to mnie obchodzi. I tak przerobię tego bezbożnika! Jeszcze spłynie na niego objawienie!

W czasie, kiedy „siły wyższe” się szarpią, Sekretarka próbuje interweniować.

SEKRETARKA
Ale przecież już pan oglądał. O, tu jest komplet, cała dokumentacja. A tu mój długopis.

Baranek macha zniecierpliwiony ręką i podpisuje. Sekretarka zadowolona wychodzi z papierami.

Boryga i VITAS zamierają.

BORYGA
Widziałeś, VITAS? Widziałeś? Jemu to równo wisi!

VITAS
No.

Radny Baranek zerka na zegarek. Zakłada płaszcz i wychodzi.

BORYGA
Ale obiecujący chłopina. Ten brzuch. Konsekwencja chorągiewki. A chociażby ta jego czerwona gęba.

VITAS
Coś z nią nie tak?

BORYGA
Od razu widać, że wdrapał się już na stołek. Jak on pasuje do plakatów wyborczych!

VITAS
Tak. Ciekawa, ludzka przypadłość: zawsze im ta ich podłość na gęby wylezie. Oczka się takie małe robią, uśmiech taki wredny dostają, widać jak gardzą motłochem.

BORYGA
Urocze stygmaty władzy. Szczęście, że nas to nie spotyka.

VITAS
Ba! Siedzę w niebie już całą wieczność i ciągle taki piękny jestem. Po prostu anielsko cudny. A co swoje nagrzeszyłem…, wybacz, Panie!, to nagrzeszyłem.

BORYGA
Taki casus Doriana Greya.

VITAS
No! Tylko bez takich porównań. Aniołem jestem. Istotą wyższą.

BORYGA
Raczej pod-aniołem. Trzeciej kategorii. Kto wie, jak to wpływa na powierzchowność.

VITAS podlatuje przerażony do lustra.

VITAS
Nie, wszystko w porządku.

Boryga rechoce zadowolony. VITAS jest urażony.

BORYGA
Pycha? Egoizm? Próżność? Na tym możesz wiele u nas zbudować. A może opcję, VITAS, zmienisz?

VITAS
Ja – w piekle? Nawet Baranek jest lepszy. A kupa roboty z nim będzie. Kupa.

Boryga siada na fotelu radnego Baranka, przegląda dokumenty.

BORYGA
Rozumiem twój niepokój. Szanse na sukces niebieski – marne.

VITAS
Trudne przypadki zawsze mnie mobilizują.

BORYGA
A – beznadziejne?

VITAS wkłada nos w notatki, wściekle drga mu szczęka.

VITAS
Ja tu widzę wielkie możliwości.

BORYGA
Taak? U Baranka?

VITAS
Te twoje prymitywne sztuczki. Naprawdę liczysz, że zwątpię? Siły niebieskie docierają do każdego ratusza.

BORYGA
Prawda? Docierają, starają się. I co? Jak po kaczce.

VITAS zatrzaskuje notatki.

VITAS
Przyznam, choć niechętnie, że to trudna strefa działań. Ale i tak jesteśmy górą.

BORYGA
Marzyciel. (wyciąga zza pazuchy wykres) No, patrz, przypatrz się dobrze. Ten niebieski słupeczek, rzec by można, pieniek, jest wasz. A ta potężna, czerwona kolumna – nasza. Tak, VITAS, to diabelskie podwórko. Statystyki nie kłamią.

VITAS
Piekielna manipulacja.

BORYGA
Równie dobrze może tu ciebie nie być.

VITAS
To idealna sprawa dla mnie. Kto jak kto, ale ja o władzy wiem wszystko.

BORYGA
W anielskim wymiarze, z pewnością. Ale ludzkim? (kręci głową)
Po pierwsze - mózg. Sam kolega wie, jak władza rzuca się na ten organ. A ludzki mózg wrażliwy, niestabilny, podatny. I prymitywny. Ot, jedno maźnięcie pędzla Stwórcy więcej na małpim. A po drugie – skala istnienia.

VITAS
Rzeczywiście, ziemska władza jest nieuchronnie doczesna.

BORYGA
Właśnie, Vitas. Ludzie umierają. Co do jednego. I wcale nie wiedzą, co będzie potem. Żyją tu i teraz, a łakomi są, oj, łakomi.

VITAS
Pozostaje kwestia wiary.

Zamierają zamyśleni. VITAS spogląda w górę, Boryga – w dół.


Scena 4.
RATUSZ, BIURO RADNEGO.
Baranek wiesza obraz święty przedstawiający postać emanującą pięcioma promieniami. Mruczy do siebie.

RADNY BARANEK
Niech spłynie na was łaska z obrazu o pięciu promieniach, który wydaje zapachy i uzdrawia ludzi!

W drzwiach staje Sekretarka z notatnikiem i telefonem komórkowym w ręku.

SEKRETARKA
(do telefonu)
O, dziś to chociaż garnitur założył. Podobno szyje sobie specjalną szatę.

Baranek na jej widok mówi w natchnieniu. Po wygłoszeniu kwestii każdorazowo zastyga ze wzrokiem utkwionym w górze.

RADNY BARANEK
Miłosierdziem Bożym Pozdrawiam Was. Zbliża się koniec świata, ale nie lękajcie się!

SEKRETARKA
(do telefonu) Słyszy pan? (po chwili) Co powiedzieć? Aha. (do radnego) Pan Przewodniczący mówi, że kontrola NIK to jeszcze nie koniec świata. (słucha przez chwilę głosu w słuchawce) I w razie czego, o wszystkim decydował pan. To znaczy… Eee… To taka niewinna dygresja.

RADNY BARANEK
Na znak moich widzeń ujawniam co się stanie!

SEKRETARKA
(do telefonu) Słyszy pan? Słyszy? Znowu zaczyna!

Wysuwa w stronę Baranka telefon.

RADNY BARANEK
Po końcu świata nie będzie małych, ciasnych sklepików. Dlaczego? Bo to pomysł diabelski!
Po końcu świata nie będzie perfum. Dlaczego? Bo to pomysł diabelski!
Po końcu świata nie będzie sejmu i senatu. Dlaczego? Bo to pomysł diabelski! 
Po końcu świata ludziom będą odrastały ucięte kończyny i chore narządy. Modlitwy przed obrazem o pięciu promieniach to sprawią.
Takie miałem widzenia i polecenia od mojego Anioła Stróża. Dziękuję bardzo.

Pada wyczerpany, pije wodę ze szklanki. Toczy nieobecnym wzrokiem, kiwa głową, coś szepce jakby z kimś rozmawiał.

SEKRETARKA
(do telefonu)
No, padł. Odwodnił się. Co robimy? Zwołał na jutro konferencję prasową na ratuszu. I wydał pierwsze oświadczenie.

Radny Baranek zrywa się.

RADNY BARANEK
Ja jestem, który jestem. Jestem cukrem tej ziemi, a kto pójdzie za mną, tego uczynię największym rybakiem dusz ludzkich. Tego odmłodzę i nie będzie brakowało mu pieniędzy.
Najpierw otworzy mi się trzecie oko, a po przemienieniu pańskim, nikt mnie nie pozna z wyglądu. Będę miał śniadą cerę, gęste włosy, wyrosną mi białe, proste zęby. Będę nieśmiertelny!

Radny Baranek pada na fotel. Tym razem zapada w drzemkę.

SEKRETARKA
(do telefonu) Teraz będzie trochę spokoju. To jak z tą konferencją na ratuszu? (notuje) „Przewodniczący Rady Miasta nie wyraża zgody.” Przyczyna? „Nic wspólnego z pracą radnego.” Tak, notuję.

Radny Baranek wymachuje rękoma przez sen i coś mruczy.

SEKRETARKA
(do telefonu) Co jeszcze? Lewica domaga się jego odwołania. Tak, wiem, tylko dzięki Barankowi macie przewagę w radzie. A jak kongres na Jamajce? Tak, nie moja sprawa.

Sekretarka rozłącza się. Przykrywa Baranka kocykiem i cicho wychodzi.

Z cienia wyłaniają się VITAS i Boryga. Z czupryn aż im się kurzy.

VITAS
Wiesz jak to się nazywa? Pyrrusowe zwycięstwo! Przegrałem bitwę, ale nie wojnę!!!

BORYGA
Oj, jak się boję! Z ręki mi je!

VITAS
Z ręki? Jeszcze ci ją pożre do łokcia! Dobro górą!

BORYGA
Te swoje hasła na mecz piłkarski zachowaj!

VITAS
Bóg wszystkich kocha! Kiboli też!

BORYGA
To czemu ich u nas takie zatrzęsienie?!

Zbliżają się do siebie niebezpiecznie. Już-już mają się na siebie rzucić, kiedy pojawia się wraz z trąbami i światłem anielskim archanioł Dołęga.

Boryga czmycha, VITAS zaś pada na kolana.

VITAS
O Jezusie przenajsłodszy, jakaż mnie radość spotkała! Sam archanioł w me skromne progi!

DOŁĘGA
Darujcie sobie, Vitas. Przeniesienie macie.

VITAS
A Baranek? Czyżby me modły i starania Najwyższy raczył docenić?

DOŁĘGA
Docenić? Wolne żarty! Zrobiliście temu biedakowi łajno z mózgu. Damy tu przeszkolony personel.

VITAS
Niewątpliwie na efekt przyjdzie jeszcze popracować. No ale te moje wyposażenie… pożal się Boże! Jak tu szatana wypędzać? Jak sprawić, by podszepty dobra głośniejsze były od wrzasków sługi Ciemności?! Nawet sprzętu zakłócającego nie dostałem!

DOŁĘGA
Dosyć. Gdyby Najświętsza Panienka nie lubiła oglądać tych waszych zmagań, to pewnie na Dole byście wylądowali.

VITAS
Najświętsza Panienka? Jakich zmagań?

DOŁĘGA
Cóż, mamy stąd ciągłe transmisje. Wy i ten agent Boryga robicie za gwiazdy w Baranek-show. Przyznaję to niechętnie, ale i tak byście się dowiedzieli.

VITAS
Baranek-show?
Naprawdę? A jak oglądalność?

DOŁĘGA
Szef uznał, że za duża. Podebraliście widownię nawet Moherowym Beretom. Złożyli skargę w Radzie Eteru.

VITAS
No, no!

DOŁĘGA
Rada uznała, że demoralizujecie niewinne aniołki. No, zbierajcie się.

VITAS, wciąż zaskoczony, wyciąga z szafy zapasową aureolę i składane skrzydła.

VITAS
Ja - gwiazdą. Tak, taką popularność dają oprócz władzy tylko masmedia.

Anioły odlatują. Niepewnie z cienia wychyla się Boryga. Rozgląda się. Zadowolony staje nad śpiącym Barankiem.

BORYGA
Mój ci on, mój ci. Nie do Boga on należy, jeno do mnie. Ja, przewodnik radnych! Doradca polityków! Brat decydentów! (ryczy) Aaa! Co za power! Moc piekieł jest ze mną!

Ściemnia się. Z kąta sceny bucha kłąb dymu. Wynurza się głowa Anioła Drugiego (bez aureoli).

DRUGI
Grzeszycie pychą, bracie. To u sługi piekieł chwalebne.

BORYGA
Co? Gdzie? (rozgląda się przerażony, wreszcie dostrzega Drugiego) A, to wy, kolego. Co was sprowadza w ten ziemski pył?

Drugi, jak widać nie-anioł, niepewnie zerka na boki, wystawia urządzenie przypominające pilota i skanuje nim przestrzeń. Słychać charakterystyczne : BIP! BIP! BIP!

BORYGA
Czysto, możecie wyłazić.

DRUGI
Ostrożności nigdy dość. Sami wiecie.

Drugi wyłazi z ukrycia. Z torby wystają mu aureola i skrzydła.

BORYGA
Co, ciągle pod przykrywką?

DRUGI
Ale wciąż w kontakcie z Najniższym, to jest z Szefem, to jest z naszym prawdziwym szefem.

BORYGA
No, no, kolega potrafi się wszędzie obrócić! Taka giętkość polityczna, to prawdziwy skarb!

DRUGI
Doceniam waszą uniżoną padalskość. Niestety między Niebem a Piekłem tylko tutaj, w szarej strefie, możemy czuć się naprawdę dobrze. Wielbić gorąco przeciwne strony i obie krowy doić.

BORYGA
Amen. Do kroćset, ależ mi to przyzwyczajenie ze służby na Górze zostało!

DRUGI
Rozumiem. Syndrom agenta. Sam to mam.

BORYGA
A co tam w najciemniejszych kręgach piekielnych?

DRUGI
W związku z pracą rzadko bywam. Pierze siarką przechodzi, a to grozi dekonspiracją. E-maila dostałam. W waszej sprawie.

BORYGA
Niezła robótka, co?

Z czułością gładzi po twarzy radnego Baranka.

DRUGI
Swoje tu zrobiliście. Teraz pora iść wyżej.

BORYGA
A Baranek?

DRUGI
To teraz trup polityczny. Nic nim nie zdziałamy na Ziemi. A tylu jeszcze czeka na nasze wskazówki…

BORYGA
Podszepty…

DRUGI
Pokusy… No. Tyko pracujcie bardziej oględnie. Przecież to (cmoka nad Barankiem), to kompletna kompromitacja. Na co nam takie coś? Może w średniowieczu, w brygadzie inkwizycyjnej, ale dziś, w decyzyjnych kręgach?

BORYGA
Ale okoliczności…

DRUGI
Wiem, wiem. Nie krytykuję, tylko przekazuję zalecenia. Więcej finezji, zwłaszcza tam, gdzie teraz pójdziecie.

BORYGA
A… jak wysoko?

DRUGI
Mmm…! Wiejska!

BORYGA
Ja, taki zasłużony, mam robić w takim tłoku? Przecież tam pełno naszych!

DRUGI
To polecenie. Jeśli chcecie dyskutować, to z szefem.

BORYGA
No nie, gdzieżbym śmiał.

Drugi znika. Boryga krzyżuje niezadowolony ręce. Zerka na Baranka, potem na miejsce, gdzie przed chwilą stał Drugi.

BORYGA
Gdzieżbym śmiał!

NIEBO

Scena 5.

ZAPYZIAŁY KANTOREK.
VITAS, zdegustowany wyposażeniem, zagląda w kąty, ustawia sprzęty. Kiedy przesuwa z wysiłkiem biurko, wbiega truchtem Pierwszy; ciągnie za sobą długi płat papieru. Na widok Vitasa zamiera, kłania się odruchowo uniżenie. Zastyga w pół ruchu i prostuje się w geście pełnym godności.

ANIOŁ PIERWSZY
Niech będzie pochwalony…

VITAS
Na wieki… Ooo, Pierwszy.

ANIOŁ PIERWSZY
Też jestem zaskoczony. Myślałem, że ar… anioł na ziemi… się resocjalizuje. Sam widziałem na trzecim kanale.

VITAS
Przeniesienie. Zawsze to wyżej. Może skromnie tu jeszcze, ale stanowisko samodzielne. Biuro Promocji i Reklamy Niebiańskiej.

ANIOŁ PIERWSZY
Raczej biurko.

VITAS zamiata.

VITAS
Pióra! Pióra! Wszędzie pióra! Kiedyś jakoś samo to znikało.

ANIOŁ PIERWSZY
Ciężka praca szeregowych aniołów. Z góry jej nie widać. Łatwo uznać, że to kwestia cudu.

VITAS macha wściekle miotłą. Wreszcie wybucha.

VITAS
No i co? Napatrzyłeś się, Pierwszy?

ANIOŁ PIERWSZY
Bym zapomniał, zamówienie mam.

VITAS jest poruszony.

VITAS
Moje pierwsze zamówienie. A od kogo?

ANIOŁ PIERWSZY
Od samego archanioła.

VITAS
Archanioła.

Składają dłonie w pobożnym geście.

VITAS
Dzięki ci Boże. Jeszcze mnie pamiętają.

ANIOŁ PIERWSZY
O, tak. Archanioł Dołęga nieraz cię wspominał.

VITAS, zirytowany, wycofuje się z pobożnego gestu, Pierwszy  trwa tak  dalej.

VITAS
No, dawaj.

Pierwszy kładzie zwój papieru na blacie.

ANIOŁ PIERWSZY
Skromny banerek do wnętrza, ku pokrzepieniu ducha. Jakaś łacińska sentencja, ponoć bardzo na czasie.

VITAS
Kolor?

ANIOŁ PIERWSZY
Oczywiście niebieski. A to treść (wyjmuje notatkę z szat): „Corruptio optimi pessima”.

VITAS
Pokaż. Cor… opti… sima.
Korupcjo, korupcjo… Kuria, wieki całe po łacinie nie gadałem. Kto to zrozumie? Po polsku napisać, albo po angielsku. A choćby i po chińsku.

ANIOŁ PIERWSZY
Ja też - tak szczerze mówiąc – martwego języka nie uważam. Ale zawsze można sprawdzić, rozszyfrować. (wyciąga słownik) Cor… cor… jest! Może nie dosłownie, ale kontekst uchwycony…

VITAS
No, czytaj Pierwszy.

ANIOŁ PIERWSZY
„Gdy najlepsze się psuje, wtedy jest najgorzej.”

VITAS
Tak, to tylko Dołęga mógł mi przysłać. Jest jak zgaga – ledwo zapomnisz, to się odbije i zapiecze. I gdzie on to chce wieszać?

ANIOŁ PIERWSZY
Nie wiem, nie wiem. Solista po odbiór przyjdzie, będzie wiedział.

VITAS
Solista. A ja tyle pieśni pochwalnej nie słyszałem. Tyle czasu.

ANIOŁ PIERWSZY
Jakby to było co cudownego.

VITAS
Jak mnie to motywowało. (wzdycha) I co? Na co mi przyszło? Zapyziały kantorek! Nawet okna, nic! O kablówce nawet nie wspomnę. (popada w czarną rozpacz) O Boże, Boże, czemu mnie opuściłeś?

ANIOŁ PIERWSZY
Wiesz, Vitas, to raczej…

VITAS
I to ma być Niebo? To?! U durnego Baranka na ziemi jest lepiej! To po to walczyłem ze sługą ciemności?

ANIOŁ PIERWSZY
Radziłbym uważać. Jak mawia Drugi (przechodzi na pobożny ton) „Ojciec niebieski wszystko słyszy. Lepiej dbać o to, co trafić może do jego uszu.”

VITAS
Jak mnie ta wieczność przygniata! Dusi! Tłamsi! Jakby pióra do gardła wpadły i…

VITAS wali głową w biurko. Lecą pióra, spada aureola.

ANIOŁ PIERWSZY
Oj, oj, uwaga na aureolę.

VITAS
A jaka to aureola? Do dupy. Głupie kółko. Nawet na ringo się nie nadaje.

Rzuca aureolą, ta sama wraca zza kulis. Pierwszy ją łapie i mocuje zbolałemu Vitasowi.

ANIOŁ PIERWSZY
No, no, już dobrze. Dobry aniołek, kochany.

VITAS
Co za męka niebieska!

ANIOŁ PIERWSZY
W takich przypadkach radziłbym wspomaganie. Ot, coś na poprawę nastroju.

VITAS
A ty myślisz, Pierwszy, że czemu ja tak sprzątałem? Ale nic, żadnej buteleczki, nawet tyciuchnej. Nawet za boazerią. (chlipie) Pustynia. Słyszysz? Pustynia, a nie Niebo.

ANIOŁ PIERWSZY
(ścisza głos) To może psika?

VITAS najwyraźniej nie rozumie.

VITAS
Jakiego znowu psika?

ANIOŁ PIERWSZY
Po starej znajomości. Serce mi pęka, jak widzę twój upadek.

Pierwszy ukradkiem zostawia mały pojemniczek (jak dezodorantu). VITAS ukradkiem czyta napis na pojemniczku.

VITAS
Anielski pył. Poczciwy z  ciebie anioł, Pierwszy.

ANIOŁ PIERWSZY
Zostawiam na spróbowanie. Jakby co – zapewniam stałe dostawy. Tanio i dyskretnie.

Pierwszy cichcem odlatuje.

VITAS spryskuje się obficie.

VITAS
Anielski pył w aerozolu. Coś takiego. A ja tyle się naszukałem, skąd ta dziura ozonowa.

Ogarnia go błogość i cudowna gra świateł. Grzmi niebiańska muzyka.

Pada na kolana.

VITAS
Boże, Jezu, Matko Przenajświętsza.

Z góry zlatuje Anielica z ogromną butelką wina w dłoniach i śpiewem na ustach.

ANIELICA
Archaniele, archaniele
Takiś cudny, takiś mądry!
Archaniele! Archaniele!
My tak wdzięczni
Że wciąż nami rządzisz.

VITAS śmieje się głupkowato.

VITAS
Nareszcie w domu.

Wyciemnienie.

Scena 6.

ZAPYZIAŁY KANTOREK.
Ciemność.

GŁOS SOLISTY
Vitas. Do kurii nędzy, VITAS!

Rozjaśnienie.

VITAS leży na biurku owinięty papierem na baner. Szarpie go za ramię Solista.

VITAS
O, Solista. Rybeczka moja. Słowiczek.

SOLISTA
Aleś się tym gównem spryskał. Nie ruszaj się zbytnio. Jak ci się z szat osypie, znowu zamieć na ziemi będzie.

VITAS
Przyszedłeś mi pośpiewać?

SOLISTA
Śpiewam tylko archaniołom. Właśnie. Gdzie baner dla archanioła Dołęgi?

Otumaniony VITAS wolno wstaje.

VITAS
Baner, baner. Jaki baner?
(odwija z siebie kawałek papieru) O, jest kawałek.

Podaje Soliście skrawek. Ten z wściekłością rzuca go na podłogę.

SOLISTA
Cierpliwie znosiłem twoje chamstwo, kiedy byłeś archaniołem. Ale teraz nie muszę.
(do siebie) Jakie to oczyszczające.

VITAS
Moje chamstwo?

SOLISTA
I arogancję.

VITAS
Ale… morduchna? To ty mnie – nie kochasz?

SOLISTA
Bym zapomniał: niekompetencję i bezdenną głupotę. A teraz baner, szybko. Ponoć cuda to twoja specjalność.

VITAS trzeźwieje. Cedzi urażony.

VITAS
Dziś proponuję tylko anielską cierpliwość.

SOLISTA
No tak, nawet kilku literek nie umiesz nabazgrać na czas.

VITAS
Do wyższych celów Pan mnie stworzył.

SOLISTA
Jakoś nie zauważyłem. Jak dla mnie – to bez celu. Taka rozgrzewka przed powszechną kreacją. Tylko odpady nie wyrzucone.

VITAS
Nie pojmuję, Solista, za co ty mnie tak nienawidzisz? Tak ci w moim niebie było dobrze. Kartę solistów przestrzegałem, ceniłem talent.

SOLISTA
Jakby ci to powiedzieć, żebyś rozumem objął? Służenie głupszym mnie brzydzi. A robiłem to całą wieczność – u ciebie.

VITAS
Ja, wybraniec Boga – głupszy. A ty, zapewne – mądrość uskrzydlona? Zdradź mi zatem, czemu to jeszcze archaniołem nie jesteś?

SOLISTA
Pracuję nad tym, pracuję.

VITAS
I co? Dupa!

SOLISTA
Ty, VITAS, lepiej swojej dupy pilnuj, bo nie raz kopa dostaniesz. Bóg da, to ode mnie.

VITAS
To taki z ciebie anioł? Poczekaj, wrócę jeszcze na stare śmieci i ten twój sztywny kark pochylę pokorą.

SOLISTA
Przynajmniej mam kręgosłup. Twój, od leżenia w puchu, zanikł!

Stroszą skrzydła. Z Vitasa sypie się biały proszek. Słychać odgłos zamieci. Wichura otwiera drzwi, przez które zagląda Drugi.

ANIOŁ DRUGI
Stuk-puk. Można?

Anioły opuszczają skrzydła.

VITAS
Zero prywatności. No, czego Drugi? To już nikt teraz wokół Dołęgi nie lata?

Drugi znacząco spogląda na Solistę.

SOLISTA
Tak, tak, na mnie pora. Żegnam ozięble. Służba.

Solista wychodzi. Drugi wsuwa się.

ANIOŁ DRUGI
Tak się cieszę, co za spotkanie!

VITAS
Tylko nie mów, że nie wiedziałeś.

ANIOŁ DRUGI
Ależ oczywiście, że wiedziałem. Przywitać w Niebie przyleciałem. Pogawędzić.

VITAS
Nie jestem w nastroju.

ANIOŁ DRUGI
No tak. Kiedy się spada z wysokiego stołka, to musi boleć.

VITAS
Jak miło, że mi o tym mówisz.

ANIOŁ DRUGI
Co za strata. Te twoje kwalifikacje, kontakty. Byłeś niezastąpiony.

VITAS
Byłem. I będę.

ANIOŁ DRUGI
Właśnie. Tylko to… hm… może potrwać. Wieki.

VITAS
Drugi, denerwujesz mnie. Chcesz czegoś, czy tylko przestrzeń niebieską zajmujesz?

ANIOŁ DRUGI
(cicho) Ja z propozycją. Od ewangelików. Czeka cię tam kariera, błyskawiczna kariera.

VITAS
O.

ANIOŁ DRUGI
Czy to ważne, w którym Niebie służysz Panu?

VITAS
Kariera. U ewangelików. No, Drugi, zaskakujesz mnie.

ANIOŁ DRUGI
Żeby nie było wątpliwości, to moja odznaka. Jestem absolutnie upoważniony.

VITAS
I nawet odznakę masz. No, no. Mów dalej, śmiało.

ANIOŁ DRUGI
Już na początek proponujemy stanowisko p.o. archanioła.

VITAS
Parchanioła?

ANIOŁ DRUGI
P.O. archanioła. Pełniącego obowiązki archanioła. Wakat po Borydze został.

VITAS
Ciekawe. (zaczyna wąchać) Bardzo ciekawe. No, chodź, chodź. Bliżej.

Capie znienacka Drugiego i zadziera mu szatę. Drugi piszczy. VITAS łapie go za diabelski ogon.

VITAS
A to gadzina! Kozi bobek. Piekielna łachudra. Cuchniesz jak Boryga. Na kilometr!

ANIOŁ DRUGI
Ale… łaski! Błagam o dyskrecję. Moja oferta od ewangelików – to święta prawda!

VITAS
Oj, wespnę się po twym truchle na szczyty niebieskie! Kto wie, może do swych apartamentów wrócę?

VITAS ciągnie za ogon Drugiego za kulisy.

ANIOŁ DRUGI
Litości!!!



Koniec fragmentu

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

POWRÓT DO
STRONY GŁÓWNEJ