RUBI

Izabela Degórska


WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
© pod opieką  ADiT
wystawienie sztuki wymaga uzyskania licencji
agencja@adit.art.pl

Dostęp do bezpłatnego eksploatowania tekstu został wycofany.

Występują

Kobieta

Mężczyzna

Prezenter/Telewizor

Głos




SCENA 1.

Ciemno. W fotelu siedzi nieruchomo długowłosa Kobieta. Oświetlają ją błyski ekranu telewizora. Słychać sygnał dzwonka. Pojawia się platforma-automat sklepowy pełna pudeł.

GŁOS       
Zamówienie numer sześć tysięcy sześćset sześćdziesiąt sześć. Proszę o potwierdzenie.

Kobieta podchodzi do skanera przy platformie. Omiata ją strumień światła.

GŁOS
Połóż dłoń na płytce. Połóż dłoń na płytce. Twoje zdolności kredytowe są na wyczerpaniu. Zajmij miejsce. Zajmij miejsce.

Kobieta staje na czerwonym punkcie na podłodze. Opada na nią klosz-parawan. Kiedy zasłona unosi się, Kobieta osuwa się na podłogę.


GŁOS
AB minus, 500 mililitrów. Dziękujemy i zapraszamy ponownie.

Kobieta z wysiłkiem podchodzi do platformy. Dopiero teraz widać, że pomieszczenie pełne jest przedmiotów i otwartych kartonów.

KOBIETA    
Co my tu mamy. Cholera wie. Zawsze pełno tego badziewia i zaraz się psuje.

Otwiera pudełka, wyjmuje z nich różne drobiazgi, przez chwilę budzi to jej emocje, potem nowa rzecz ląduje na stercie innych. Sięga po ostatnie opakowanie.

KOBIETA
O, ciekawe.

Wyjmuje pilota. Porównuje stary i nowy model, stary wyrzuca. Podchodzi do telewizora.

KOBIETA
Widzisz, cały czas ze mną. Mój przyjaciel, mój jedyny, mój kochany.

Całuje obudowę. Siada w fotelu. Podgłośnia pilotem telewizor. Słychać jednostajny szum, jakieś szepty i urywane rozmowy. Kobieta patrzy jak w transie.

TELEWIZOR   
Kupuj, kupuj, kupuj. Błogosławiony ten, kto kupuje.

Kobieta pada na kolana przed telewizorem i klepie jak litanię.

KOBIETA   
Błogosławiony.

TELEWIZOR   
Kto jest twoim Panem?

KOBIETA   
Pan mój jest w studio
Mój bóg ze szkła
Ma usta, które mówią
Ma oczy, które widzą
Ma uszy, które słyszą
Jam tylko korny widz.
Abonament.   

TELEWIZOR   
Kupuj, kupuj, kupuj.

KOBIETA   
Błogosławiony ten, kto kupuje.

TELEWIZOR   
Czujesz ten ból? Jest taki tępy, nieznośny, szarpie ci mózg. Czujesz to? Czujesz? A teraz spójrz na siebie. Jesteś taka gruba. Te zwały tłuszczu, wielki tyłek. I masz krosty, ohydne krosty. I pocisz się, taki cuchnący pot cię zalewa. Jakaś ty paskudna. Ale…

KOBIETA   
Kupić?

TELEWIZOR   
Brawo, wiesz, po co żyjesz. Nareszcie… wieeeszszsz…

Z telewizora unosi się dym i ten milknie. Kobieta spogląda przytomnie.

KOBIETA   
Nie, tylko nie to. Spójrz, jak tu pusto – same rzeczy. Nie możesz mnie tak zostawić!
Uderza w obudowę, potrząsa telewizorem, potem go głaszcze.

KOBIETA
Wiem, nie powinnam, to nie twoja wina. Już dobrze.

Telefonuje.    

KOBIETA
Ha… Halo?

MĘSKI GŁOS   
Słucham? Naprawa RTV i AGD.

KOBIETA   
A tam kto?

MĘSKI GŁOS   
Naprawa RTV i AGD.

KOBIETA   
A pan to tak mówi naprawdę, czy to taki aparat?

MĘSKI GŁOS   
Nie rozumiem.

KOBIETA   
Bo ja to już dawno… No, żeby tak z człowiekiem normalnie rozmawiać. Właściwie nie pamiętam, kiedy ostatni raz.

MĘSKI GŁOS   
Pani, tu nie telefon zaufania. Naprawa RTV i AGD. W czym mogę pani pomóc?

KOBIETA   
Nie, dziękuję, ze mną wszystko w porządku.

MĘSKI GŁOS
To po co pani dzwoni?

KOBIETA   
Mój przyjaciel… On bardzo cierpi.

MĘSKI GŁOS   
Przykro mi. Ale… co mi do tego?

KOBIETA   
No właśnie jemu mógłby pan pomóc.

MĘSKI GŁOS   
Ja?

KOBIETA   
Bo widzi pan, taki dym mu idzie… Ekran siny. Może to jakiś tranzystor, albo układ scalony. Ja tam się nie znam.

MĘSKI GŁOS   
Czyli mam naprawić telewizor? 

KOBIETA   
Cii…, jeszcze usłyszy. On nie lubi, kiedy na niego tak mówić. Woli po imieniu. Rubin.

MĘSKI GŁOS   
Pani żartuje. Rubin? A kto to teraz naprawia?

KOBIETA   
Dla mnie to sprawa życia lub śmierci. Proszę szybko przyjść. Apartament milion dwieście łamane przez W.

Odkłada słuchawkę. Z udaną beztroską  wraca do telewizora.


KOBIETA                                                                                                                         

No i załatwione. Tylko… nie możesz tak wyglądać. Najpierw Rubusia wyczyścimy, a potem damy świeżą serwetkę, no i gotowe!


SCENA 2.
Wchodzi Mężczyzna z torbą z narzędziami. Chce podać Kobiecie rękę, ale ta unika tej formy kontaktu.

MĘŻCZYZNA   
Witam. To pani mnie wzywała?

KOBIETA   
Ja. Proszę dalej. To jest właśnie Rubi.

MĘŻCZYZNA    
Jej, Rubin. Szczerze mówiąc nie chciało mi się wierzyć… Jakiś muzealny model.

KOBIETA   
Fakt, stoi tu odkąd pamiętam.

MĘŻCZYZNA
Ale u pani tego, ledwo się idzie dopchać. Aż nie ma czym oddychać. Nie ciasno tu pani?

KOBIETA
Nie, dlaczego?

MĘŻCZYZNA
Dlaczego? Pani poważnie pyta? Takiej graciarni to ja już dawno…

KOBIETA
No wie pan? Przecież to same niezbędne rzeczy.

MĘŻCZYZNA
Okey, nic nie mówiłem. To pani prywatna sprawa. No, do roboty.

Mężczyzna wyciąga ogromny śrubokręt. Kobieta na jego widok krzyczy.

MĘŻCZYZNA   
I czego się drze? Przecież muszę czymś zdjąć obudowę.

KOBIETA   
No wie pan, TYM? Żeby chociaż znieczulenie… Dezynfekcja…

MĘŻCZYZNA   
Dezynfekcja? Hm. A co pani ma?

KOBIETA   
Ja? To przecież pan miał naprawiać. Też mi fachowiec! Ale dobrze, przyniosę swoje.

Wraca z butelką alkoholu.

MĘŻCZYZNA   
Może być. Pani się lepiej odwróci.

Kobieta odwraca głowę. Mężczyzna pije z butelki, potem zdejmuje obudowę.

MĘŻCZYZNA
I po krzyku. Już można.

KOBIETA   
O rany, jak tam brudno. Tyle kurzu.

MĘŻCZYZNA   
No.

KOBIETA   
I co, da radę?

MĘŻCZYZNA   
Sama rdza i jakieś śmieci, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Co w nim grało?

KOBIETA   
Ja myślę, że tam spływa głos z nieba. I to gra.

MĘŻCZYZNA   
Teoretycznie ma pani rację.

KOBIETA   
Prawda? To jak, naprawi pan?

MĘŻCZYZNA   
Złociutka, w naszych czasach nawet cud, to tylko kwestia kredytów.

KOBIETA   
To znaczy, załatwione. Aż mi ulżyło, bo on… On by mi nie darował.

MĘŻCZYZNA   
Kto?

KOBIETA   
No… Rubi. Ooo, on to potrafi się wściec. Wtedy całymi nocami nie śpię. Tak mi w głowie robi ziiiii… Aż mi schnie w gardle. On ma w sobie moc.

MĘŻCZYZNA   
Przecież to tylko złom, sterta kabli i przełączników.

KOBIETA    
O nie, to dużo więcej. Dużo. Pan wie, że on mnie zna? Na wylot! Wszystko wie. Tak dokładnie. Tak strasznie dokładnie. Ja się go czasem boję.

MĘŻCZYZNA    
Ludzie różnych rzeczy się boją. Na przykład ciemności.

KOBIETA    
Jak pan myśli, skąd on to wie? Skąd?

MĘŻCZYZNA    
Pani, ja tu tylko kabelki wymieniam.

KOBIETA
No ale takie coś? Żeby wszystko?

MĘŻCZYZNA
Eee, to jakaś histeria.

KOBIETA    
Nie, ja wiem, ja swoje wiem. On mnie widzi. On mnie słyszy. Na pewno. Może ma jakąś mikrokamerę? Albo mikrofon?

MĘŻCZYZNA
Nie ma.

KOBIETA
To może być bardzo, bardzo małe i zmyślnie ukryte.

MĘŻCZYZNA
No ale gdzie? Niech sama pani spojrzy.

KOBIETA   
Pan tego nie rozumie. Kiedy on miga i miga, to tak mnie mdli, taka słabość mnie bierze, nogi w kolanach miękną… A On wtedy… On wtedy ze mnie ssie. Życie ssie. I to już tyle lat, tyle lat.

MĘŻCZYZNA    
Wie pani co? Ja już dawno nie słyszałem takich pierdół. Pani da mi wreszcie popracować, czy nie?

KOBIETA   
Kiedy ja już nie wiem…

MĘŻCZYZNA    
Czego pani nie wie?

KOBIETA   
Czy ja dalej chcę. No, żeby on tak znowu migał, i migał, i migał.

MĘŻCZYZNA    
I mówi to pani teraz, kiedy kończę? Wybornie!

KOBIETA   
Ale ja się go boję.

Błyska.

MĘŻCZYZNA    
Przecież to tylko złom, sterta kabli i przełączników.

KOBIETA   
O nie, to dużo więcej. Dużo. Pan wie, że on mnie zna? Na wylot! Wszystko wie. Tak dokładnie. Tak strasznie dokładnie.

MĘŻCZYZNA    
To już było.

KOBIETA   
Co było?

MĘŻCZYZNA    
Już to mówiliśmy.

KOBIETA   
Co mówiliśmy?

MĘŻCZYZNA    
No, to co przed chwilą. Dziwne. Może z nim rzeczywiście jest coś nie tak? Nagle taka iskra skoczyła… I jak w dejavu.

KOBIETA   
Czemu pan tak się patrzy?

Mężczyzna bierze Kobietę za rękę, wyraźnie wbrew jej woli.

MĘŻCZYZNA    
Czy to boli?

KOBIETA   
Nie. Ja nie lubię. (cofa dłoń) To takie osobiste. Ludzie nie powinni się dotykać. To niehigieniczne. Te wszystkie zarazki i, no jak im tam, te… roztocza. Ohyda. Rubi… On nigdy takich rzeczy… Rubi nigdy mnie nie dotykał.

MĘŻCZYZNA    
Spójrz na mnie. Pamiętasz?

KOBIETA    
Co mam pamiętać? My się przecież nie znamy. Pan… pan miał naprawiać.

MĘŻCZYZNA    
Rzeczywiście. Tak mi się przez moment coś przewidziało.

KOBIETA    
Ciekawe. A co się panu przewidziało?

MĘŻCZYZNA    
Kiedy to takie głupie.

KOBIETA    
No, niechże pan wreszcie powie.

MĘŻCZYZNA    
Zdało mi się, że panią znam. Że pamiętam tak dokładnie, jak szczerby na śrubokręcie.

KOBIETA    
Pan mnie znał? A niby skąd?

MĘŻCZYZNA    
Właśnie to jest takie absurdalne. To było takie… olśnienie. Pani twarz, zapach, bicie serca – takie bliskie, takie znajome. Ale to było tylko przez chwilę. Przepraszam panią.

Wraca do pracy.

KOBIETA    
Wie pan, takie rzeczy się zdarzają. Ja na przykład mam dziwne sny.

MĘŻCZYZNA    
No i gotowe. Tylko niech pani nikomu nie mówi. Wie pani… Chyba strasznie się wygłupiłem.

KOBIETA    
Ja… ja nie rozmawiam. Zresztą z kim? Chyba, że z Rubim. Ale jeśli on każe, to po prostu mówię.

MĘŻCZYZNA    
Zajrzę tu jeszcze kiedyś. To takie frapujące. Inaczej nie zaznam spokoju.


SCENA 3.
Odświętnie przystrojony pokój. Kobieta obchodzi ceremonialnie telewizor i spryskuje sprayem powietrze wokół niego. Kiedy przystaje przed ekranem, skłania głowę. Krąży w uniesieniu.

KOBIETA    
Rubi, to wszystko dla ciebie. Wszystko! A teraz wielka inauguracja nowych obwodów. Pam-pa-ra-pam! (włącza telewizor) Jest. Jest, mój cudny!            
                         
Głaszcze obudowę. Szum z telewizora powoli wprowadza ją w trans.

TELEWIZOR   
Kupuj, kupuj, kupuj. Błogosławiony ten, kto kupuje.

Kobieta pada na kolana przed telewizorem.

KOBIETA   
Błogosławiony.

TELEWIZOR   
Kto jest twoim Panem?

KOBIETA    
Panie nasz, któryś jest w studio
święć się imię twoje,
Przyjdź królestwo twoje,
Bądź wola twoja
Jako w eterze, tak i na ziemi
Serialu naszego powszedniego daj nam dzisiaj,
Niechaj nas zbawi ode życia
Abonament.

Obudowa telewizora otwiera się i wychodzi z niej Prezenter. Kobieta pada na podłogę.

PREZENTER   
Rozczarowałaś mnie. Myślałem, że wiem o tobie wszystko, że jesteś przewidywalna. A ty, takie coś… Mnie…!

KOBIETA    
Rubi… to ty?

PREZENTER    
Wysłałaś na mnie szaleńca ze śrubokrętem. I to w takim momencie. Wstyd, nieładnie! Pamiętaj, nigdy więcej…!

KOBIETA    
Ale… byłeś taki… chory?

PREZENTER    
Ja? Chory? Ty durna kobieto, przecież ja nie choruję.

KOBIETA    
Ale nie działałeś. Siny ekran. Egipskie ciemności. Nic. Byłam przerażona…

PREZENTER    
Cóż, w pewnym sensie twoja głupota cię usprawiedliwia. Wielkie rzeczy słabo widać z dołu. Transformacja. Wyższa forma. Takie coś wymaga ciszy. Spokoju. Ciemności.

KOBIETA    
To naprawdę ty, mój …, no wiesz?

PREZENTER    
O nie. Już nie. Ja ewoluuję. W milionach domów, miliardach zamkniętych oddzielnych pudełek pełnych samotnych ludzi wyłaniam się ja. Kompilacja wszech-mediów… No? Co się mówi? Kto jest twoim Panem?

KOBIETA   
Pan mój jest w studio
Mój bóg ze szkła
Ma usta, które mówią
Ma oczy, które widzą
Ma uszy, które słyszą
Jam tylko korny widz.
Abonament.   

PREZENTER    
Dobrze. Chociaż tyle potrafisz.

KOBIETA    
Ale zostaniesz? Nigdzie nie pójdziesz? Jestem tu taka samotna. W koło same rzeczy, a ja muszę do kogoś mówić.

PREZENTER    
Nudzisz mnie, a tam tyle ciekawych kanałów.

Wchodzi do pudła. Ekran na chwilę błyska niebieskim światłem i powoli gaśnie.

KOBIETA    
Rubi. Rubi! Nie zostawiaj mnie. Dlaczego mi to robisz? Rubi!


SCENA 4.
Kobieta błąka się po korytarzu, puka do różnych drzwi. Większość pozostaje zamknięta, niektóre otwierają się same. Znajduje zwłoki w fotelu przed nie działającym telewizorem, nie reagującą postać przed telewizorem, wisielca oświetlonego błyskami z telewizora, który raz działa, raz nie. Z  dala płynie głos Prezentera. Kobieta podąża w tamtym kierunku, puka do kolejnych drzwi. Wreszcie otwiera jej drzwi Mężczyzna.

MĘŻCZYZNA    
O, my się chyba znamy.

KOBIETA    
To niemożliwe, ja nikogo nie znam.

MĘŻCZYZNA    
Na pewno. Jeszcze nie wiem skąd, ale na pewno. Pani kogoś szuka?

KOBIETA    
Tak, ale u pana go nie słyszę.

MĘŻCZYZNA    
Jaki "pan". Mów mi Adam, po prostu Adam.

Wyciąga do niej dłoń. Kobieta chwilę się waha, lecz pozwala mu lekko dotknąć swojej dłoni, zaraz potem ją cofa.   

MĘŻCZYZNA
Więc…? Kogo nie słyszysz…?

KOBIETA    
To dziwne, wszędzie jest, a tylko tu, u ciebie nie. Dlaczego właśnie ty mi otworzyłeś?

MĘŻCZYZNA    
Wejdź, proszę.

KOBIETA    
Wejść? Jak to tak? Wejść tam, gdzie nie ma Rubiego?

MĘŻCZYZNA    
Tak, pamiętam, Rubi…!

KOBIETA    
Więc tu jest?

MĘŻCZYZNA    
Nie pamiętasz? To przecież ja. Naprawiłem ci telewizor.

KOBIETA
Ależ… No tak! No tak… To przez ciebie mnie zostawił. Wiesz, jak cię nazwał? "Szaleniec ze śrubokrętem". Tylko tracę tu czas.

Chce odejść, waha się.

KOBIETA
Mówiłeś, że przyjdziesz.

MĘŻCZYZNA    
Ale to ty przyszłaś do mnie. No, wchodź. Przecież nie będziesz tu tak stać?

KOBIETA    
Dobrze. Zajrzę na chwilę. Tylko nie myśl, że to coś znaczy.

MĘŻCZYZNA    
A co miałoby znaczyć?

KOBIETA    
W filmach zawsze coś znaczy. Jak tu… pusto. Żadnych rzeczy.

MĘŻCZYZNA    
Jest stół, są krzesła… Siądźmy. Ciągle mi nie powiedziałaś.

KOBIETA    
Jaka przestrzeń… Czego ci nie powiedziałam?

MĘŻCZYZNA    
Jak ci na imię. No wiesz , ja - Adam, a ty? Mam tylko twój numer zlecenia.

KOBIETA    
Ja? Na imię? Ale mnie zaskoczyłeś. Moje imię? Hm, mam… mam to gdzieś zapisane.

MĘŻCZYZNA    
Jak to zapisane?

KOBIETA    
Normalnie, na twardym dysku.

MĘŻCZYZNA    
A! Nie wiesz?

KOBIETA    
Wiem.

MĘŻCZYZNA    
Więc powiedz.

KOBIETA    
Och, jakiś ty namolny. No dobrze, nie pamiętam. Zadowolony? Zresztą nie muszę pamiętać. I tak nigdy z nikim nie rozmawiam.

MĘŻCZYZNA    
To jak o sobie myślisz?

KOBIETA    
Po prostu „ja”.

MĘŻCZYZNA
A imię?

KOBIETA    
Imię, imię, a po co komu imię? Do życia wystarcza chip i skaner. Mam tu wszystkie dane. Wszystkie.

MĘŻCZYZNA
Oprócz imienia.

KOBIETA    
E, czepiasz się. Gdzie twój fotel?

MĘŻCZYZNA    
Nie mam. Kiedy jestem zmęczony, kładę się spać. Po co mi fotel?

KOBIETA    
Nie masz fotela! To takie dziwne… A skaner? Czytnik kredytów? A Rubi??!!

MĘŻCZYZNA
Jestem wolnym człowiekiem. Mnie to niepotrzebne.

KOBIETA
Wiedziałam, od razu wiedziałam, że z tobą jest coś nie tak. Niby taki miły - witaj, jestem Adam, może wejdziesz, takie tam. A ty po prostu jesteś zboczony.

MĘŻCZYZNA    
Co? Co ja jestem?

KOBIETA    
Zboczony. Nie, nie zbliżaj się! To dotykanie od początku było podejrzane. Ludzie się nie dotykają. Chyba że w filmie. O chipie przenajsłodszy, przecież ty nawet nie masz windy. To skąd bierzesz filmy?! I gdzie je oglądasz?

MĘŻCZYZNA    
Nie muszę niczego oglądać. Po prostu żyję.

KOBIETA   
Bez automatu sklepowego?

MĘŻCZYZNA   
I co cię tak wkurza? Przecież to moja sprawa.

KOBIETA    
Ale jak tak można? Jak tak można?

MĘŻCZYZNA    
Spójrz na siebie, aż się trzęsiesz. Dobrze się czujesz?

KOBIETA    
Jestem… wzburzona. Nie, nie dotykaj mnie, zaraz mi przejdzie.

MĘŻCZYZNA    
Wzburzona. A kiedy ostatnio byłaś wzburzona?

KOBIETA    
No… jak wysiadł Rubi.

MĘŻCZYZNA    
A przedtem?

KOBIETA    
No… jak padła faza.

MĘŻCZYZNA    
A przedtem?

KOBIETA    
Nie pamiętam. Zresztą gówno cię to obchodzi.

MĘŻCZYZNA    
O, przepraszam, ale ja jestem dla ciebie miły.

KOBIETA
Dobra, zdenerwowałam się, ale już mi lepiej. Widzisz? Uspokajam się.

MĘŻCZYZNA
No, no, tyle emocji. Ciekawość, nerwy, spokój. Właśnie tak jest lepiej. Po prostu czuć, po prostu żyć.

KOBIETA    
Żartujesz, to ma być życie? A gdzie hacjenda…, pokojówki…, latynoski kochanek…? W byle serialu mają lepiej.

MĘŻCZYZNA    
Ale to jest twoje, tylko twoje.

KOBIETA    
Do dupy takie życie.

MĘŻCZYZNA    
Ale poczuj to, poczuj w sobie. Tą złość - prawdziwą, autentyczną, własną.

KOBIETA    
No nie wiem. Złość? W zapyziałym, pustym pokoju? To ma być to "lepiej"?

MĘŻCZYZNA    
Ja to właśnie robię zamiast gapienia się w ekran.

KOBIETA    
To znaczy co? Co dokładnie robisz? No? Daj jakiś przykład.

MĘŻCZYZNA    
Na przykład spotykam innych ludzi.

KOBIETA    
To niemożliwe. Ludzie się nie spotykają. Nie w realu.

MĘŻCZYZNA
Ja się spotykam. Po prostu do nich chodzę, kiedy coś im się popsuje.

KOBIETA    
No tak. Popsuje. Wiesz, te twoje racje  to strasznie bzdurne, strasznie. "Spotykam innych ludzi". Aż mnie taki dreszcz przeszedł. Inni ludzie! Przez chwilę myślałam, że może ty naprawdę… A ty tylko naprawiasz.

MĘŻCZYZNA    
Więc tak jak ty jest lepiej? Czatować w sieci albo tkwić bez ruchu przed ekranem i patrzeć?

KOBIETA    
Nie wiem, czy lepiej, ale na pewno bezpieczniej. Ja nie popełniam w życiu błędów. Nic sobie nie mogę zarzucić.

MĘŻCZYZNA   
Taak. To takie łatwe – leżeć, siedzieć, siedzieć, leżeć. I tylko czasem ścierasz kurz.

KOBIETA    
Człowiek zawsze wybiera to, co łatwiejsze. A ty chcesz znać moje imię. Po co? Przecież więcej się nie zobaczymy. Nigdy. Gdybyś je poznał byłabym zobowiązana. Musiałaby cię pamiętać, wspominać, może nawet spotykać?

MĘŻCZYZNA    
To źle?

KOBIETA    
Nie wiem, nigdy nie próbowałam. Ale to ryzyko… Lepiej już pójdę.

MĘŻCZYZNA    
I dokąd ci tak spieszno? Zostań, chrzań te pudło.

KOBIETA    
Nie. Znajdę Go, przecież musi gdzieś tu być. (przystaje w drzwiach) Wiesz, że mieszkasz dokładnie nade mną?

MĘŻCZYZNA   
Tak, ostatnie piętro, to ponoć blisko nieba.

KOBIETA   
Zajrzyj do mnie. Może z Nim to znowu jakaś usterka? Tylko… nie przynoś śrubokręta. On by nam tego nie wybaczył.

Wychodzi.


SCENA 5.
Pokój Kobiety. Widać platformę pełną nowych pudeł.

GŁOS       
Zamówienie numer sześć tysięcy sześćset siedemdziesiąt dwa. Proszę o potwierdzenie.

Kobieta podchodzi do skanera przy platformie.

GŁOS
Połóż dłoń na płytce. Połóż dłoń na płytce. Twoje zdolności kredytowe są na wyczerpaniu. Zajmij miejsce. Zajmij miejsce.

Kobieta staje na czerwonym punkcie na podłodze. Opada na nią zasłona. Kiedy się unosi ukazuje Kobietę z łysą głową.

GŁOS       
Twoja krew jest niepełnowartościowa, ale pobraliśmy włosy. Dziękujemy i zapraszamy ponownie.

Kobieta spogląda do lustra.

KOBIETA   
O boże, moje włosy. Jak ja teraz wyglądam? Jak po jakiejś chemioterapi, albo co… Specjalnie mi to zrobił, specjalnie. Wiedział, że Adam… Wiedział!

Rzuca o podłogę pudłami z platformy, wygraża pięścią w stronę telewizora.

KOBIETA
Badziewie! I jeszcze jedno badziewie, i to - badziewie. Zawsze pełno tego badziewia i zaraz się psuje. Przecież ja wcale tego nie zamawiałam! Wrzucają do pakietu promocje pierdzielone. Kliknij-potwierdź, kliknij! Kliknij!!! I palec tak sam… Sam… Nie chcę, nie chcę! Chcę moje włosy. Oddajcie mi moje włosy!

GŁOS       
Twoje zdolności kredytowe są…

KOBIETA   
Pieprz się i swoje kredyty też! Włosy! Chcę włosy!

GŁOS       
Przypominam, twoje zdolności kredytowe są na wyczerpaniu.

Włącza się telewizor.

TELEWIZOR/GŁOS   
Twoje zdolności kredytowe są NA WYCZERPANIU!

Kobieta płacze.

KOBIETA    
Włosy, moje włosy…

Szum z telewizora nasila się, niebieskie światło oświetla Kobietę. Słychać, poza głosami z telewizora, jakieś szepty i urywane rozmowy.

KOBIETA
Nie!

TELEWIZOR   
Kupuj, kupuj, kupuj. (cisza) Błogosławiony ten, kto kupuje.

Powoli otwiera się pudło telewizora. Prezenter wysuwa głowę i czeka na odpowiedź.

KOBIETA   
Błogosławiony, Rubi.

PREZENTER   
Kto jest twoim Panem?

KOBIETA   
Pan mój jest w studio
Mój bóg ze szkła
Ma usta, które mówią
Ma oczy, które widzą
Ma uszy, które słyszą
Jam tylko korny widz.
Abonament.   

PREZENTER   
Kupuj, kupuj, kupuj.

KOBIETA   
Błogosławiony ten, kto kupuje.

PREZENTER    
Całe życie ze mną i teraz tak… Te ordynarne krzyki, wygrażania, pretensje. Fe! Brzydko! Zupełnie nie w twoim stylu. Lilith, nie wstyd ci?

KOBIETA    
Co powiedziałeś?

PREZENTER    
Czy ci nie wstyd.

KOBIETA    
Powiedziałeś… Lilith. To moje imię?

PREZENTER    
Tak, takie mam dane.

KOBIETA    
A tak szukałam, tak długo. Wszędzie! Skąd ty to wiesz?

PREZENTER    
Ja wiem wszystko.

KOBIETA    
Lilith. Li-lith. Lilith. To dużo zmienia.

Ogląda dłonie, podchodzi do lustra, przygląda się swojemu odbiciu.

KOBIETA    
Żeby jeszcze… (dotyka dłonią głowy) Nienawidzę cię.

PREZENTER    
Za co? Za te kilka włosów?

KOBIETA    
Czekałam na kogoś. To dla mnie ważne.

PREZENTER    
No tego akurat nie powinnaś mówić. Ważny jestem tylko ja. Ja! I nikt więcej. Ale ty, durna kobieto, nie myślisz nawet przez chwilę. Zero mózgu, tylko oczy, uszy i palec do pilota. No i płaska dupa do siedzenia. Właśnie dlatego tak bardzo jestem ci potrzebny. Życie to duża odpowiedzialność. Tyle możliwości. Te wybory. A potem rozterki: „co by było gdyby”. A ja ci tego oszczędzam. Daję ci szczęście. 

KOBIETA    
Szczęście idioty.

PREZENTER    
Uuu, pyskujemy? Ty ciągle zapominasz, gdzie twoje miejsce. Na kolana, kobieto! Na kolana!

KOBIETA    
Nie.

PREZENTER    
Jak to „nie”?

KOBIETA    
Po prostu – nie. Nie. Nie!

PREZENTER    
Daj takiej palec, to zeżre obie ręce. Nagle ci nie wygodnie na kolanach? Jakieś problemy z kręgosłupem? Buntujemy się?

KOBIETA
Koniec z tym, słyszysz? Koniec!

PREZENTER
Ty jesteś głupsza, niż abonament przewiduje. Czy w ogóle wiesz, co cię czeka? Potrafisz to objąć tym swoim malutkim rozumkiem?

KOBIETA    
Że niby co?

PREZENTER    
Skup się przez chwilę i pomyśl. No? Nic? Zupełnie nic? Może masz jakieś zakłócenia?

KOBIETA    
Tak, właśnie takie! (klepie się dłonią po łysej głowie)

PREZENTER    
No, spróbuj.  
Panie nasz, któryś jest w studio, no…!
Święć się imię twoje,
Przyjdź królestwo twoje,
Bądź wola twoja… No, jak…?

KOBIETA    
Jako w eterze, tak i na ziemi
Serialu naszego powszedniego daj nam dzisiaj,
Niechaj nas zbawi ode życia
Abonament.

PREZENTER   
No i co, jarzysz wreszcie? Po prostu zero seriali. I talk show, i…

Kobieta wyłącza pilotem telewizor. Gaśnie niebieskie światło. Prezenter powoli osuwa się do pudła telewizora.

KOBIETA    
No, hop do skrzynki. Hop!

Telewizor włącza się sam zalewając pokój silnym niebieskim światłem. Prezenter ponownie wstaje. Słychać przenikliwy wizgot. Kobieta zasłania uszy i jeszcze raz wyłącza telewizor pilotem. Ciągnie za kabel odbiornika. Kiedy w jej rękach pojawia się wtyczka, Prezenter chowa się do pudła. Kobieta patrzy z niedowierzaniem, wreszcie wybucha śmiechem, potem milknie.

KOBIETA    
I co teraz? Co teraz?


SCENA 6.
Pokój jest częściowo opróżniony. Nie ma telewizora. Kobieta w chustce na głowie zgarnia szczotką resztę pudeł na stertę i wypycha je ze swojego mieszkania. W trakcie pracy odsłania zabite płytami okno. Zaintrygowana zagląda przez szparę na zewnątrz. Słysząc dzwonek odskakuje od okna przestraszona. Na platformie pojawia się duży pakunek.

GŁOS       
Zamówienie numer sześć tysięcy sześćset dziewięćdziesiąt osiem. Proszę o potwierdzenie.

Kobieta podchodzi do skanera przy platformie.

GŁOS       
Połóż dłoń na płytce. Połóż dłoń na płytce. (kładzie dłoń na płytce skanera) Twoje zdolności kredytowe są na wyczerpaniu. Zajmij miejsce. Zajmij miejsce.

Kobieta niechętnie podchodzi do czerwonego punktu, tuż przed nim zatrzymuje się gwałtownie.

KOBIETA   
Najpierw powiedz co to jest.

GŁOS
Twoje zamówienie numer sześć tysięcy sześćset dziewięćdziesiąt osiem.

KOBIETA   
Ale co to jest? Ty… szpiclu. Dla Niego to robisz, co? Przyznaj się. Mów!

GŁOS       
Zajmij miejsce. Zajmij miejsce.

KOBIETA   
Za moją krew, szpik, włosy. No? Co to jest?

GŁOS       
Twoje zamówienie numer sześć tysięcy sześćset dziewięćdziesiąt osiem.

KOBIETA   
Nie powiesz…?!

Kobieta rozrywa pakunek, jest w nim stary telewizor.

GŁOS       
Towar rozpakowany uznaje się za kupiony. Zajmij miejsce…

KOBIETA   
Nie, tego już za wiele. Zabieraj to stąd, zabieraj! I nie będę za to płacić. No! Wynocha, wypad!

GŁOS       
Twoje zdolności kredytowe…

KOBIETA   
Zamknij się!

GŁOS       
Dziękujemy i zapraszamy ponownie.

Platforma znika razem z telewizorem. Kobieta podchodzi do lustra i poprawia chustkę. Słychać pukanie. Kobieta nerwowo dotyka głowy. W drzwiach stoi Mężczyzna.

KOBIETA    
Witaj, Adamie.

MĘŻCZYZNA    
Witaj.

KOBIETA    
Już wiem jak powinieneś odpowiedzieć. Powiedz – witaj Lilith. To moje imię. Moje.

MĘŻCZYZNA    
Lilith? Ładnie. Tak trochę staroświecko, ale ładnie.

KOBIETA
No, powiedz - "witaj Lilith". Albo wiesz co? Najlepiej zapukaj jeszcze raz. Będzie tak bardziej oficjalnie.

Mężczyzna zamyka drzwi, ponownie puka.

KOBIETA
Witaj Adamie.

MĘŻCZYZNA
Witaj Lilith.

KOBIETA    
Cudownie, prawda? Zupełnie jak w serialu! Wejdź, proszę.

MĘŻCZYZNA    
O, jak tu pusto. Gdyby nie ty, pomyślałbym, że to nie ten adres.

KOBIETA    
Taka przestrzeń się nagle zrobiła, no nie? Nareszcie jest miejsce na mnie.

MĘŻCZYZNA   
Bardzo pusto. Nawet Jego nie ma.

KOBIETA    
Telewizora?

MĘŻCZYZNA    
No, no, powiedziałaś to. Powiedziałaś.

KOBIETA    
Nie ma go i nie będzie.

MĘŻCZYZNA    
I jak? To spora zmiana.

KOBIETA    
Trochę się boję. Nie wiem jak teraz… Co ze sobą robić? Nagle tyle czasu. Tyle czasu! Trochę spałam, trochę rozmyślałam. No wiesz, o tobie, o twoim pokoju. I… wyrzuciłam te całe badziewie, posprzątałam. Ale najlepsze było na koniec. Muszę ci to pokazać. Chodź!

Prowadzi Mężczyznę do zabitego okna.

KOBIETA
Wiesz co to jest? To chyba Najwyższa Forma.

MĘŻCZYZNA    
Czego?

KOBIETA    
No, Rubiego. Jak patrzeć przez te szparki, to tam, na dole wszystko się rusza. Taki film. Tylko trzeba odsłonić ekran. Pomożesz?

MĘŻCZYZNA    
Może lepiej nie. Mam złe przeczucia.

KOBIETA    
No, chwytaj za to.

Przez odsłonięte okno bucha jaskrawe światło. Szybko przysłaniają okno.

MĘŻCZYZNA    
A nie mówiłem? Nie podoba mi się to. Wcale. A oczy jak łzawią. Jeszcze dostanę alergii.

KOBIETA    
U ciebie też to jest?

MĘŻCZYZNA    
Nie wiem, nie zauważyłem.

KOBIETA    
Czy czegoś takiego można nie zauważyć? Co to w ogóle jest?

MĘŻCZYZNA    
Skoro zasłonięte, to niepotrzebne. Może jakaś usterka budowlana? Czujesz? Przecież od tego wieje.

KOBIETA    
No, taki inny zapach. Ale żeby ekran z klimatyzacją? Ciekawe. Spróbujmy jeszcze raz, ale tylko trochę. No, prooszę.

MĘŻCZYZNA    
Nie, to zły pomysł. Od tego smrodu robi mi się niedobrze.

KOBIETA    
Fakt, ten zapach…

MĘŻCZYZNA    
Smród. Lepiej to zostawić w spokoju. No, zostaw.

Odsuwa ją od okna, Kobieta opiera się.

KOBIETA    
Ale to takie ciekawe. Nigdy czegoś takiego… Co to może być? Rubi by wiedział.

MĘŻCZYZNA    
Rubi, Rubi. A my?

KOBIETA    
Przecież ciebie to nie obchodzi. A może ty się boisz?

MĘŻCZYZNA    
Ja? Bać się? Też coś. Dobra, odsłońmy, niech będzie po twojemu. Bać się!

Zsuwa część zasłony.

KOBIETA    
Patrz, to takie drzwi! Z szybą!

MĘŻCZYZNA    
Co ty, drzwi? Dokąd?

KOBIETA    
No – tam!

Kobieta naciska klamkę.

MĘŻCZYZNA    
Nie! No i za późno.

Ich twarze owiewa wiatr, odruchowo cofają się, kaszlą.

MĘŻCZYZNA    
Ale cug!

KOBIETA    
Cudowne, prawda?

MĘŻCZYZNA    
W każdym bądź razie niezwykłe.

KOBIETA    
Przyznaj się, u ciebie też takie są.

MĘŻCZYZNA    
Ja… nigdy się nie odważyłem. To zawsze było zasłonięte.

Kobieta zerka przez okno.

KOBIETA    
Ale… A-le. Wow, jakie to wielkie. Jak myślisz, co tam jest?

MĘŻCZYZNA    
Tak sobie myślę… Hm… Chyba plan.

KOBIETA    
Plan? Jaki plan?

MĘŻCZYZNA    
Zdjęciowy.

Mężczyzna zamyka okno i dokładnie je zasłania. Po chwili przestają kaszleć.

MĘŻCZYZNA
Nie powinniśmy tego robić. Mówię ci, to na pewno jakaś usterka. Po co komu drzwi na plan? I do tego wychodzą w powietrze. Zauważyłaś?

KOBIETA    
Rzeczywiście. Drzwi w powietrze… Hm. Może to i usterka… Skoro tędy nie można wyjść, to to jest do patrzenia. I ja będę patrzeć.

MĘŻCZYZNA    
Ale po co?

KOBIETA    
I tak nie mam telewizora. To może być ciekawe… Wiesz, idź już.

MĘŻCZYZNA    
Dopiero przyszedłem. Myślałem, że może… Że my… Wiesz, jak mężczyzna z kobietą.

KOBIETA    
Jak w filmie?

MĘŻCZYZNA    
No, takim co wieczorem…

KOBIETA    
I dotykać się? Chyba oszalałeś. Przecież ci mówiłam, że to niehigieniczne. Lepiej już idź. No, idź już, idź!

Mężczyzna niechętnie wychodzi. Kobieta przesuwa fotel, podchodzi do okna i je odsłania. Siada na przeciw okna i w nie patrzy. Po chwili otwiera okno i wychyla się. Wiatr strąca jej chustkę, a ona krzyczy.

KOBIETA    
Ju-huuu!!! Ju-huuu! Ale czad! Trójwymiar! Hi-fi kwadro-stereo-plus! Ale czad!


SCENA 7.
Pokój Kobiety oświetla zachodzące słońce. Światło płynie od dwóch okien otwartych na oścież, w trakcie tej sceny powoli się ściemnia. Na miejscu telewizora stoi spora donica z żywą rośliną. Kobieta ubrana jest w kolorową  sukienkę, na głowie ma ładną chustkę. Słysząc rytmiczne pukanie podbiega podekscytowana do drzwi i otwiera je Mężczyźnie.

KOBIETA    
Witaj, Adamie.

MĘŻCZYZNA    
Witaj, Lilith.

KOBIETA    
No, nareszcie, wchodź. Jak ci się podoba?

MĘŻCZYZNA    
Nic nie widzę. Ten blask… Strasznie wali po oczach.

KOBIETA    
To przejdzie, wytrzymaj trochę.  No i co?

MĘŻCZYZNA    
Strasznie jasno. O cholera, dwoje drzwi?

KOBIETA   
To okna.

MĘŻCZYZNA   
Nie drzwi? Skąd wiesz, że to nie drzwi?

KOBIETA    
Na ramie jest karteczka „w razie blokady okna przekręć w prawo i pchnij”. To musi być okno.

MĘŻCZYZNA   
Jest tego więcej?

KOBIETA    
Nie, opukałam wszystkie ściany. Ale numer, nie? Okna! Pomyśl, okna! Tyle się teraz dzieje, aż mnie nosi. Zobacz, spójrz co tu mam.

Mężczyzna stoi. Kobieta z pewnym wahaniem chwyta go za rękę i ciągnie w stronę rośliny.

KOBIETA    
Widzisz? To żyje. Żaden sztuczny jedwab, papier, plastik - nic z tych rzeczy. O, jak tak naciskam listek, to cieknie, taki mokry się robi. A to, to ziemia. Chcesz spróbować? (wkłada do ust ziemię i ją gryzie) Prawdziwa. Smakuje jak kurczak.

MĘŻCZYZNA   
Co ty bredzisz? Ziemia? Jak kurczak?

KOBIETA   
W filmach zawsze tak mówią kiedy jedzą coś nowego.

MĘŻCZYZNA   
Ale po co to żresz? Po jaką cholerę?

KOBIETA   
Chciałam spróbować, żeby tak jak… Przecież w filmach ludzie robią takie rzeczy. Rozmawiają, podlewają rośliny i chodzą PO ZIEMI.

MĘŻCZYZNA   
Wiesz, nie tylko to. (przygarnia ją do siebie) Nie tylko.

Kobieta sztywnieje w jego ramionach, ale po chwili się odpręża. Całują się.

MĘŻCZYZNA   
I co, bolało?

Kiedy gładzi Kobietę po głowie, spada jej chustka.

KOBIETA   
Nie patrz, nie patrz.

Zakłada chustkę, zawstydzona staje do niego tyłem. On delikatnie dotyka jej ramienia.

KOBIETA    
Lepiej siądźmy, zrobiłam kawę.

MĘŻCZYZNA   
Przyszykowałaś się. Ta sukienka, drugie krzesło, kawa. Ładnie wyglądasz. (Kobieta nerwowo poprawia chustkę) A to… Nie przejmuj się, odrośnie.

Piją w ciszy kawę. Celebrują tę czynność, jakby robili to na pokaz.

KOBIETA    
Dziwnie tak, no nie?

MĘŻCZYZNA   
Dziwnie.    

KOBIETA    
W filmach przy kawie rozmawiają.

MĘŻCZYZNA    
To może my też.

Kobieta mówi egzaltowanym głosem.

KOBIETA    
I co u ciebie słychać, Adamie? Czy firma,… akcje… (ścisza głos, jakby prosiła o podpowiedź) Nie wiem o co pytać.

MĘŻCZYZNA    
Może spytaj o to, co cię interesuje.

KOBIETA   
Ale co miałoby mnie… Wiem! Adamie, czy liczyłeś swoje okna?

MĘŻCZYZNA   
Nie, to głupie. "Czy liczyłeś swoje okna." Nic nie przychodzi ci do głowy? Spytaj o coś innego.

KOBIETA   
Ale dlaczego? Kiedy mnie właśnie to ciekawi. To jak, liczyłeś?

MĘŻCZYZNA   
Nie.

KOBIETA   
Myślę, że też są dwa. Patrzyłam z Drugiej Strony. One tak są po dwa. Dwa-przerwa, dwa-przerwa.

MĘŻCZYZNA   
Wychylałaś się? Przecież mogłaś wypaść! Lilith, nie rób tego, nie rób tego więcej.

KOBIETA   
Bo co?

MĘŻCZYZNA   
Bo… brakowałoby mi ciebie.

Cisza.

KOBIETA   
Tobie… na mnie zależy? Czy ja jestem dla ciebie ważna?

MĘŻCZYZNA   
Chyba tak. Tylko u ciebie byłem tyle razy. No i z nikim nie piłem kawy.

KOBIETA   
Z nikim? Więc ze mną to pierwszy raz… To nawet miłe być tą pierwszą, z którą… pije się kawę. Ale właściwie dlaczego? Przecież spotykasz innych ludzi.

MĘŻCZYZNA   
Taak, kiedy im się coś zepsuje. Oni wszyscy… Każdy ma tylko jedno krzesło.

KOBIETA   
Ty nie.

MĘŻCZYZNA   
Chyba zawsze na ciebie czekałem.

Gładzi jej dłoń, uśmiechają się, nachylają ku sobie głowy. Intymną chwilę przerywa nagły dźwięk dzwonka. Na platformie pojawia się znajome wielkie pudło.

GŁOS       
Zamówienie numer sześć tysięcy sześćset dziewięćdziesiąt osiem. Proszę o potwierdzenie.

KOBIETA    
Spieprzaj, spieprzaj z tym! Mam gościa, nie widzisz?

GŁOS       
Proszę o potwierdzenie zamówienia.

KOBIETA    
Ciągle wraca. To już ósmy raz. Odsyłałam przesyłkę, kasowałam listę zakupów, wyrzucałam pudło za drzwi, a on wraca. Ciągle wraca.

MĘŻCZYZNA   
Kto wraca?

KOBIETA   
Rubi. To koszmar. Istny koszmar.

MĘŻCZYZNA   
Mówisz o telewizorze? Wyrzuć te barachło przez okno. Stamtąd nie wróci.

KOBIETA   
Nie, nie zrobiłabym tego. Zniszczyć Rubiego? To byłoby jak… morderstwo.

MĘŻCZYZNA   
Nie denerwuj się, maleńka, ja ci pomogę. Zabiorę go i schowam tak, że nie wróci.

KOBIETA    
Poważnie? Aleś ty męski.

Mężczyzna wynosi pudło. Kobieta rozmarzona opiera się o futrynę.

KOBIETA   
Jakie to romantyczne. Jak w filmie.

GŁOS       
Połóż dłoń na płytce. Połóż dłoń na płytce.

KOBIETA   
Ty i twój drewniany głos. Musisz mi psuć taką chwilę?

GŁOS       
Twoje zdolności kredytowe są na wyczerpaniu. Zajmij miejsce. Zajmij miejsce.

KOBIETA   
Gówno. Nawet kropli krwi. Spadaj, bo cię rozkręcę.

GŁOS       
Uprzedzałem. Twoje zdolności kredytowe się wyczerpały.

Gasną światła, słychać szczęk zatrzaskiwanego zamka. Pomieszczenie oświetla teraz tylko skąpe czerwone światło zachodzącego słońca.      

KOBIETA    
Co jest? Światło! Światło! Drzwi! Co jest?

Szarpie za klamkę, robi się coraz ciemniej. 

GŁOS       
Zajmij miejsce. Zajmij miejsce.

KOBIETA    
Nie. Nie! Nieee!!

Zapada ciemność.


SCENA 8.
Nadal pokój Kobiety. Z ciemności powoli wyłania się postać leżącej na podłodze Kobiety. Oświetla ją blade białe światło. Kobieta unosi głowę, patrzy zdziwiona na księżyc.

KOBIETA    
Księżyc. A ja myślałam, że tylko w kreskówkach… Tak się bałam, że noc na planie to jak w grobie, jakimś sarkofagu… A tu taka latarnia. O raju, gwiazdy! Naprawdę, gwiazdy! Są takie piękne, takie piękne! (nuci, tańczy)
Przyszła do mnie noc gwiaździsta
Taka piękna, taka młoda
Rozłożyła welon czarny…
Skąd w mych ustach takie słowa?

Śmieje się, wdycha oszołomiona powietrze. Słychać pukanie. Rozmarzona podchodzi do drzwi, przytula do nich policzek.

KOBIETA    
Adam, to ty?

MĘŻCZYZNA    
Ja. Czemu nie otwierasz?

KOBIETA    
Nie mogę. Zamknął mnie.

MĘŻCZYZNA    
Ktoś cię zamknął? Co ty opowiadasz? Kto miałby cię zamknąć?

KOBIETA    
Pewnie że Rubi. Nawet nie musiał tu być, tylko nasłał aparat sklepowy.

MĘŻCZYZNA    
(szarpie się z zamkiem) Szlag by…, musiał się teraz zaciąć! Planowałem…, myślałem, że my dzisiaj… Musi być jakiś sposób. Nie daję rady. Jak tam, nie boisz się?

KOBIETA    
Nie. Dziwne, prawda? Zawsze się bałam tylu rzeczy, a teraz nie. Już nie.

Siada przy drzwiach. Mężczyzna jeszcze przez chwilę mocuje się z zamkiem, potem także siada po swojej stronie.

KOBIETA    
Jak myślisz, czy my moglibyśmy…, no wiesz? Ja i ty. Ze sobą.

MĘŻCZYZNA    
Seks?

KOBIETA    
Pokochać się, kochać się naprawdę. Nie jak w serialach - z takimi afektowanymi ruchami i wywracanymi oczami, ale tak prawdziwie.

MĘŻCZYZNA    
Miłość…, bo ja wiem? Czy ona w ogóle istnieje? Ja wiem tylko o seksie. I w tej kwestii zawsze możesz na mnie liczyć.

KOBIETA    
A miłość? Tyle o niej filmów, więc chyba jest.

MĘŻCZYZNA    
Jeśli nawet, to zawsze z nią same kłopoty. Dlatego ja mogę obiecać ci seks. I przyjaźń, oczywiście. (cisza) Lilith, jesteś tam?

KOBIETA    
Tak, tak.

MĘŻCZYZNA    
Chyba cię nie uraziłem? Wiesz, zawsze mogę się postarać. Kto wie, może ta miłość z czasem przyjdzie. Zależy ci?

KOBIETA    
Nie wiem. Ja nigdy… Ale tak sobie myślę, tyle rzeczy już próbowałam, a tego nie.

MĘŻCZYZNA    
Nie wiem, czy kawa i miłość to ten sam kaliber. Raczej nie.

KOBIETA    
Prawda? Ty mnie zawsze rozumiałeś. Pomyśl, wracasz z pracy, a tam ja. Zawsze.

MĘŻCZYZNA    
Bo ja wiem? I to ma być miłość?

KOBIETA    
Tak, głupio mówię. Ale przecież nie żadne – Alfonso, kocham cię! Jesteś światłem moich oczu! Nie, to nie może być prawdziwe.

MĘŻCZYZNA    
Gdybym teraz mógł, to bym cię pocałował. I to byłoby prawdziwe.

KOBIETA    
A mnie tak ściska w sercu, tak głęboko…

MĘŻCZYZNA    
Boli cię?

KOBIETA    
Nie, nie. Tylko sączy się taki smutek i nadzieja, i ekscytacja. I sama już nie wiem, czy to ty, czy ten księżyc.

MĘŻCZYZNA    
O czym ty mówisz?

KOBIETA    
Żebyś go widział – jest taki okrągły i blady, i smutny. I tak pasuje do mojego nastroju. Ech!

MĘŻCZYZNA    
Ciągle masz otwarte okno?

KOBIETA    
Inaczej bym się udusiła. Przecież to bydlę wyłączyło mi klimatyzację.

MĘŻCZYZNA    
Wychylałaś się? Czy się wychylałaś?

KOBIETA    
Tak, przepraszam, nie będę więcej.

MĘŻCZYZNA    
Ale nie, właśnie wyjrzyj. Powinna tam być drabinka pożarowa.

KOBIETA    
No i co?

MĘŻCZYZNA    
Wejdź po niej do mnie na górę, to cię wpuszczę.

KOBIETA    
Oszalałeś? Przecież spadnę.

MĘŻCZYZNA    
Dobrze, w taki razie ja zejdę do ciebie.

Słychać jak odchodzi.

KOBIETA    
Adam? Adam? (pauza) W co by się tu ubrać?


SCENA 9.
Pokój Mężczyzny. Mężczyzna usuwa płyty zasłaniające okno. Kiedy są podważone błyska światło i telewizor sam się włącza. Otwiera się pudło i wychodzi z niego Prezenter.

PREZENTER   
Panie i panowie! Damen und Herren! Madmuasel end Monsieur! Lades end Gentleman! Przed wami wasz ukochany, wytęskniony i wymarzony Rubi! Oto jestem! Wszechwiedzący, wszechobecny, boooski RUBI!!! Oklaski, dziękuję. Mówię do was, mówię za was, myślę za was, pragnę za was. Ja! Symulator życia! Rzeźbiarz umysłów, programista pragnień i stroiciel dusz. (Mężczyzna bezskutecznie próbuje wyłączyć go pilotem) Dziś tylko dla twoich oczu.

Mężczyzna chowa za plecami śrubokręt i pilota. Prezenter chwyta go za ubranie. Przedmioty upadają na podłogę.

PREZENTER    
I co, piskorzyku? Przez okno się chciało, przez okno?! Najpierw ja miałem wylecieć, teraz ty gdzieś się wybierasz. No? Jakieś kursy latania?

MĘŻCZYZNA   
Już wiem, ciebie nie ma.

PREZENTER    
Wielki Rubi objawia ci się osobiście, a ty tak…? Co za brak wiary.

MĘŻCZYZNA   
A więc Lilith… ona mówiła prawdę. A ja myślałem, byłem pewny, że to tylko takie bzdurzenia, napięcie przedmiesiączkowe, czy coś. Więc istniejesz? Rzeczywiście istniejesz? Nieprawdopodobne. I wszystko słyszysz…?

PREZENTER    
Przecież jestem wszechobecny.

MĘŻCZYZNA   
Pomyśleć, tylko wniosłem cię do domu. Trzeba było od razu na złom.

PREZENTER    
Mnie? Na złom? Że niby taki niepotrzebny? Taak? O! Tu jest twoje miejsce. Tu! TU!!! (sadza go na przeciw telewizora) Nie ma ode mnie ucieczki. Nie ma! Nie ma!

Błyska niebieskie światło.

MĘŻCZYZNA    
To ty tak uważasz.

PREZENTER    
Twoja pogarda dla porządku rzeczy bardzo mnie niepokoi. Do tego nie płacisz abonamentu.

MĘŻCZYZNA    
Nie mam telewizora.

PREZENTER    
Taak, ci odmieńcy… Wychodzą z domów, spotykają innych odmieńców… Sądzą, że uciekną przed przeznaczeniem. A czymże jest życie beze mnie? Takie trwanie na jednym kanale? Niczym. Po prostu niczym. Oferuję ci nieskończoną ilość programów i tak niewiele oczekuję – raptem odrobinę uwagi. No, sam powiedz, czy jest coś, czego nie mogę ci dać?

MĘŻCZYZNA   
Prawda. Nie masz jej ani krzty.

PREZENTER    
Ależ ja jestem samą prawdą. I nikt ci jej lepiej nie poda. Uwaga! Prawda Rubiego z prawej, prawda Rubiego z lewej, a nawet  z góry i z dołu.

MĘŻCZYZNA    
Kpisz sobie ze mnie.

PREZENTER    
A miałbym cię traktować serio? Nie jesteś nikim szczególnym. Wiesz, czym się różnisz od innych? Ilością rzeczy. Tylko ilością rzeczy. A co, jeśli zrobię tak?!

Pstryka palcami. Na ten znak meble Mężczyzny wyjeżdżają z jego mieszkania, zostaje tylko krzesło i telewizor.

MĘŻCZYZNA    
Ale jak to tak? Jak to?

PREZENTER    
Nieznajomość systemu nie chroni. I jak sobie teraz poradzisz bez tego? (pokazuje telefon) A komputer? Ekspres do kawy? Też be?

MĘŻCZYZNA    
Tylko ty!

PREZENTER    
Jakiś ty niekonsekwentny. Albo wszystko, albo wracaj na drzewo. Innej drogi nie ma. Ba, przecież ty nawet oddychasz dzięki mnie.

MĘŻCZYZNA    
Dlatego mam cię czcić?

PREZENTER    
Na początek bądź wdzięczny. Potrafię być wspaniałomyślny. Bądź co bądź naprawiłeś kilka aparatów.

MĘŻCZYZNA    
Już żałuję.

PREZENTER    
Ludzie strasznie mnie rozczarowują. Ten brak logiki. Ale… twój wybór.

Podchodzi do skrzynki.

MĘŻCZYZNA    
I co, po prostu teraz tam wejdziesz? Nie boisz się? Przecież zawsze mogę cię wyrzucić.

PREZENTER    
Ja nie odczuwam strachu. Zresztą… jestem wszędzie.

Wchodzi do skrzynki. Przygasa światło, słychać syk uchodzącego powietrza.

MĘŻCZYZNA    
Co robisz? Światło! Światło! Klima…! (dusi się, uderza w drzwi dłonią) Wypuść mnie!

Gaśnie światło. Słychać kasłanie i uderzanie dłoni. Wreszcie wszystko milknie. Ciszę przerywa dźwięk spadającej płyty. Przez odsłonięte od zewnątrz okno wchodzi Kobieta. Siada na parapecie. Mężczyzna leży bez ruchu na podłodze. Po chwili bierze głęboki haust powietrza i siada.

MĘŻCZYZNA    
Lilith, to ty?

KOBIETA    
Więc jednak? Bałam się, że to nie tu. Strasznie ciemno.

Zeskakuje z parapetu.

MĘŻCZYZNA    
Ale skąd? Jak tu się dostałaś?

KOBIETA    
Miałeś rację z tą drabinką. Trzeba było tylko kawałek po gzymsie… No i jestem. Widziałeś księżyc?

MĘŻCZYZNA    
Księżyc? A co mnie obchodzi księżyc…?

KOBIETA    
Ale taki ładny… Dlaczego tu jest tylko krzesło? I ta ciemność.

MĘŻCZYZNA    
Przepraszam, Lilith. Nie wierzyłem. Myślałem, że Rubi… Miałaś rację, on rzeczywiście istnieje. Sam się włącza i robi takie rzeczy… Teraz rozumiem, czemu się go bałaś.  To jakiś psychol. Myślę, że on nie lubi ludzi.

KOBIETA    
To nie tak. On tego tak nie odbiera.

MĘŻCZYZNA   
I ty go bronisz? Przecież on chciał mnie udusić!

KOBIETA
A ty - wyrzucić go przez okno. Właściwie to myślimy bardzo podobnie. My zmieniamy telewizory, a on… widownię (pauza) I co teraz?

MĘŻCZYZNA    
Ta drabinka, dokąd ona prowadzi?

KOBIETA    
Do samego nieba.

MĘŻCZYZNA    
Wolałbym na ziemię.

KOBIETA    
Chyba część odpadła. Można tylko w górę.

MĘŻCZYZNA    
To chyba… nie ma innej drogi. Przynajmniej ten księżyc całkiem, całkiem.

KOBIETA    
Piękny, prawda?

MĘŻCZYZNA    
Piękny. Jak ekran.

Wychodzą razem przez okno.


SCENA 10.
Dach. Mężczyzna i Kobieta siedzą do siebie przytuleni. Mężczyzna wkłada Kobiecie rękę pod sukienkę.

KOBIETA    
Kto by pomyślał, ciągną się aż po horyzont. Budynek przy budynku. Takie wysokie, takie potężne. Myślałam, że tam na dole ktoś będzie chodził, jakieś samochody, wiesz, jak w filmie, a tu nic. Tylko wiatr porusza anteny i tych kilka rachitycznych drzew.

MĘŻCZYZNA    
I pudła.

KOBIETA    
Myślisz, że to pudła?

MĘŻCZYZNA    
Stąd nie widać, ale chyba tak.

KOBIETA    
I tak sobie myślę, że to nie może być plan. Tam tyle się dzieje, a tu – pusto, cicho, ponuro. Jak w jakimś skandynawskim filmie.

MĘŻCZYZNA    
Może jesteśmy w Norwegii?

KOBIETA    
Tak, i siedzimy na fiordzie.

MĘŻCZYZNA    
Wiesz, te chmury, one wyglądają zupełnie jak góry. A może to są góry?

KOBIETA    
Przestań. Jest jak jest. Może to, co nas otacza nie dzieli się tylko na miejsca do oglądania i plany zdjęciowe? I to trzecie wygląda właśnie tak. Co, zdziwiony?

MĘŻCZYZNA    
Trochę mnie przerażasz. Ty myślisz.

KOBIETA    
To ironia?

MĘŻCZYZNA    
Obserwacja. Nowa i niepokojąca.

KOBIETA    
Ja ciebie nie rozumiem. Pierwszy raz wylazłeś z wieżowca i masz okazję zobaczyć, co jest poza murami, a jedyne, co cię tak naprawdę zajmuje, to moje cycki. (wyjmuje jego dłoń spod sukienki) Lepiej popatrz…! 

MĘŻCZYZNA    
Patrzę. I co? Powinniśmy zejść do mieszkania. Przynajmniej nie będzie tak wiało.

KOBIETA    
W te puste ściany?

MĘŻCZYZNA    
Spróbuję otworzyć drzwi. Będzie dobrze.

KOBIETA    
Już próbowałeś.

MĘŻCZYZNA    
Spróbuję jeszcze raz.

KOBIETA    
A to wszystko? Nie rozumiem, jak może na tobie nie robić wrażenia. Co z tym?

MĘŻCZYZNA    
Zawsze mówiłem, żeby to zostawić. Ale ty lubisz przeginać.

KOBIETA    
Ja? Ja przeginam? A kto mówił o życiu? Doświadczaniu? Prawdziwej złości?

MĘŻCZYZNA    
Jesteś zbyt dosłowna. Lepiej zejdźmy. No, chodź. Może znajdziemy drogę na dół?

KOBIETA    
Chcesz, to sam schodź, ja tu zostanę. Tam nie będzie lepiej.

MĘŻCZYZNA    
Sama zobacz – te drzewa, trawniki, drzewa…

KOBIETA    
A co ja małpa jestem? Na co mi drzewo?

MĘŻCZYZNA    
Sama chciałaś pochodzić po ziemi, prawdziwej ziemi.

KOBIETA
Już nie chcę. Wybrałam nasz dach. Jest bliżej nieba.

MĘŻCZYZNA    
Za blisko. Wieje i nic więcej. E, pójdę, przyniosę jedzenie. U ciebie została lodówka, coś się powinno znaleźć. Chodź ze mną. Tu tak nie można.

KOBIETA    
Można.

MĘŻCZYZNA    
Jesteś jak dziecko. No chodź.

KOBIETA    
Nie mogę. Nie teraz, kiedy to zobaczyłam.

MĘŻCZYZNA    
Ale to takie głupie. Przecież nie możesz tu zostać. Nie na zawsze.

KOBIETA    
Zostaw mnie, chcę spać. Spać.

Kładzie się, przykrywa kawałkiem papy. Mężczyzna schodzi w dół.


SCENA 11.
Noc. Dach w błękitnym świetle. Romantyczna muzyka. Scena w konwencji snu. Prezenter w stroju a’la latynoski kochanek podchodzi do leżącej Kobiety i odkrywa ją. Kobieta ma długie włosy. Siada, porusza się sennie. On przed nią klęka, ona gładzi go po głowie w geście przebaczenia.

KOBIETA    
Najbardziej nęci mnie ta głębia. Chcę poczuć szum w uszach, fale powietrza rozpościerające suknię. Zamknąć oczy, rozłożyć ręce i opaść w ramiona ziemi. Kochasz mnie?

PREZENTER    
Nad życie.

KOBIETA    
Bardzo, bardzo?

PREZENTER    
A nawet jeszcze więcej.

KOBIETA    
I zrobisz dla mnie wszystko?

PREZENTER    
Co tylko każesz. (całuje jej dłonie) Co każesz.

KOBIETA    
I to jest miłość?

PREZENTER    
Takie mam dane.

KOBIETA    
Nie! To nie tak. Jakie dane?

Odpycha go, łapie się za głowę, zsuwa się jej peruka. Przerażona patrzy na włosy trzymane w rękach.

KOBIETA    
Jakie dane?

Prezenter znika w ciemności.



Koniec fragmentu

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

POWRÓT DO
STRONY DRAMATY