KRUSZYNKA

Izabela Degórska


WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
© pod opieką  ADiT
wystawienie sztuki wymaga uzyskania licencji
agencja@adit.art.pl

Dostęp do bezpłatnego eksploatowania tekstu został wycofany.


Występują:


SŁONICA
SROKA
BÓBR
WIEWIÓRKA
PTAK
MYSZ
ŻUCZEK GNOJAREK
GŁOS

Scena 1.
Noc, pohukują sowy. Przez las zakrada się grubaśna SŁONICA obwieszona dzwoneczkami. SŁONICA stara się wywoływać jak najmniej hałasu, co niekoniecznie się jej udaje.

GŁOS              
Kruszynko! Kruszyyyn-kooo!
SŁONICA         
(do siebie) Nie cierpię mojego imienia: Kruszynka-szynka!
GŁOS              
Kruszynko, czemu mi to robisz?

Słonica chowa się. Niezbyt dokładnie, jak to słonica.

GŁOS              
Przecież wiesz, jak cię wszyscy kochają. Dostajesz najwięcej braw!

SŁONICA        
Phi!

GŁOS              
Gwiazdo areny! Już nie będę mówił, że jesteś leniem.

SŁONICA         
(do siebie) Obrzydliwym leniem.

GŁOS              
No wróć! Przecież uwielbiasz występy!

Głos zdaje się niknąć.

SŁONICA         
Występy mogą być, ale próby? Okropność! Wolę spać i jeść.
 
Słychać kroki, Słonica chowa głowę. Wygląda jak wielki pagórek.

GŁOS              
(z bardzo bliska) Kruszynko, gdzie jesteś?                                         
 
SŁONICA         
(szeptem) Gdzie indziej.

GŁOS              
Dostaniesz wiadro pomarańczy.

SŁONICA         
Tere-fere. A potem znowu będzie gadać, że jestem za gruba. Ja - gruba? Po prostu skóra i kości!

GŁOS              
(cichnie) Kruszyy-nko! Cyrk cię potrzebuje! Kruszyyynkooo…

Słonica chichoce.

SŁONICA
To ci historia: treser
zgubił słonicę w lesie! Cha, cha, cha!

Wierzga nogami z uciechy, gra na trąbie, wystawia język.

SŁONICA         
Mam w trąbie twój cyrk! Zostanę tu, w lesie. Będę spać i jeść do woli. I koniec z pracą! Żadnego wysiłku! Aha! 

Mam w trąbie ten cyrk
Mam w trąbie od teraz
I małpy, i kuce,
I lwy, i tresera!
Nie będzie nikt więcej
Do pracy mnie gonić          
Od dzisiaj po prostu
się będę wałkonić!

Niech żyje wolność
I błogie lenistwo
Obżarstwo słodziutkie
Niech żyje opilstwo!

Więc dniami całymi
Tu będę leżała
Nocami natomiast
To będę tu spała!
Nie będzie nikt więcej
Do pracy mnie gonić
Od dzisiaj po prostu
się będę wałkonić!
Niech żyje wolność
I błogie lenistwo
Obżarstwo słodziutkie
Niech żyje opilstwo!

Ziewa.

SŁONICA         
Ale ta wolność męczy! Uaa! No, pora spać. Spaać… 

Zadowolona zasypia. Głośno chrapie.



Scena 2.

Dzień, leśna polana. Słonica śpi w najlepsze. Wygląda jak wielki, szary pagórek. Przybiega Wiewiórka.

WIEWIÓRKA
Gdzie to było? No gdzie? To miejsce jakby znajome. Tylko ten pagórek… Nie. Nie było tam szarego pagórka. Na pewno nie było.

Wyciąga szczotkę i czesze swój ogon.

WIEWIÓRKA
Tyle orzeszków! I jakby licho porwało. Ale znajdę, na moją kitkę – znajdę!

Chowa szczotkę i zmyka. Nadlatuje Sroka. Przygląda się „pagórkowi”.

SROKA            
Hm, dziwne. Wczoraj tu tego nie było. Ale taką ciepłą noc mieliśmy… Może w ciepłe noce rosną pagórki? Musi być świeżutki, jeszcze nie ma na nim nawet kępki trawy! (nagle spływa na nią olśnienie) Och! Ach! Ależ tak! Jestem genialna! Ta szarość! Po prostu świetne tło dla moich ozdób! Och tak! Doskonałe miejsce do strojenia!
 
Odlatuje podekscytowana. Nadchodzi Bóbr. Niesie ogromne naręcze gałęzi, które zasłania mu drogę.

BÓBR             
Tama. Tama! Nie ma co zwlekać. Pracować, pracować! Jeszcze tylko sto wiązek drewna i ją naprawię.
 
Wpada na „pagórek” z trudem utrzymując w łapkach niesione drewno.

BÓBR             
Do stu bobrów, hem, hem! A to skąd?

Próbuje przesunąć zawalidrogę, ale bezskutecznie.

BÓBR             
A niech mnie rzeka zaleje! Przecież nie będę tego obchodzić! Zajmuje połowę polany!

Wraca bardzo zadowolona Sroka z koszykiem pełnym błyskotek.

SROKA            
Coś taki zły, Bobrze?

BÓBR             
Nie widzisz? Spieszę się do pracy, bardzo ważnej pracy, i co? Takie coś na środku mojej drogi!

SROKA            
A, to. Nie zwracaj uwagi.

Sroka wyjmuje lusterko, zakłada błyskotki, obsypuje się brokatem.

BÓBR             
Jak mam nie zwracać? Ten kopczyk mi przeszkadza!

Sroka, bardzo zajęta swoja osobą, mizdrzy się do lustra. Najwyraźniej nie zamierza odpowiadać. Bóbr ostrożnie stara się obejść przeszkodę.

BÓBR             
Nie zwracaj uwagi, dobre sobie!
 
Wtem Bóbr potyka się i wysypuje drewno na „pagórek”. Słonica budzi się, ziewa.

SŁONICA         
Rozkoszny dzień! Świeże powietrze, słońce, wietrzyk… Tak, tu nawet powietrze inaczej pachnie. O! No i są tu jakieś leśne żyjątka.

Wstaje podzwaniając dzwoneczkami. Swymi rozmiarami przytłacza Srokę i Bobra.

BÓBR i SROKA             
Ojej!

SŁONICA         
Dzień dobry! Jestem Kruszynka.

SROKA            
Jeszcze nigdy nie widziałam takiej… takiej… kruszynki. Jaka ty jesteś wielka. Wielka i słoniowata! W naszym lesie nie ma nikogo aż tak ogromnego. A dzwoneczki! Jak one się błyszczą!
 
BÓBR             
Ty na pewno nie jesteś stąd.

SŁONICA         
Och, nie. Jestem z zagranicy. Dużo podróżuję z cyrkiem.
 
SROKA            
Jej, zagraniczny gość. Światowy taki. (zerka do lustra, poprawia ozdoby) Tam w świecie tyle się pewnie dzieje. A u nas taka głusza.

BÓBR             
Ja tam lubię nasz las.

SROKA            
Co ty tam wiesz. Ech, światowe życie! Biżuteria! Wykwintne dania! Strusie pióra!

W świecie dalekim
W świecie szerokim
W luksusach czas upływa.
Jada się lepiej
Fruwa się wyżej
Życia się w pełni używa.

Tam rano z nieba
Prosto do dzioba
Pyszne robaczki wpadają.
Tam nie ma błota
Tam nie ma kota
I gniazdka modne rozdają.

Tak, tak! Po prostu cywilizacja! Samochody, samoloty, samowary! No i samo… samo… (kasłaniem maskuje niezręczność) No tak, a ja się nie przedstawiłam. Sroka jestem. (kłania się wymyślnie)
 
BÓBR             
A ja Bóbr. ( kiwa głową)

SROKA            
Ależ Bobrze, niedobrze! Nie tak. Nie tak! W wielkim świecie inaczej się kłaniają. Prawda, Kruszynko?

SŁONICA         
Jeśli chcecie, pokażę wam jakiś wyjątkowy ukłon.

BÓBR             
Kiedy ja się spieszę.

SROKA            
Ależ chcemy, chcemy! (do Bobra) Patrz i się ucz!

Słonica kłania się elegancko.

SŁONICA
Może być tak… Albo tak… (składa bardziej wymyślny ukłon) Albo…

Słonica kłania się wyjątkowo zamaszyście tłukąc przy tym lustro Sroki. Sroka jest zdruzgotana.

SŁONICA         
Ups…

SROKA            
Ups?! Tylko „ups”?! Nieszczęście! Siedem lat nieszczęścia! Co za niezgraba, stłukła moje śliczne lustro! Uuu! Ledwo przyszła!

SŁONICA         
Ale…

SROKA            
Moje lusterko! Moje piękne zwierciadełko! Buuu… Całe zniszczone. Przynosisz pecha!

SŁONICA         
Ja? Pecha? Nieprawda! Wszyscy wiedzą, że słonie przynoszą szczęście. Zwłaszcza, gdy zrobią tak!

Słonica zadziera do góry trąbę zrzucając przy okazji gniazdo. Ptaki wzbijają się w górę.

PTAK              
Och! Och! Och! Co za szczęście, że w tym gnieździe nie było jajeczek!

Słonica jest urażona.

SŁONICA         
A nie mówiłam? Po prostu przynoszę szczęście.

Zrozpaczona Sroka zbiera do koszyka potłuczone szkło.

SROKA
Było takie śliczne!

SŁONICA
Phi!

Słonica kładzie gniazdo z powrotem na drzewie, przewraca przy tym krzak i rozrzuca gałęzie Bobra.

SROKA
(cicho do Bobra) Słonica - Demolka! Cały las nam rozdepcze!

Bóbr zbiera rozsypane gałęzie.

BÓBR             
Kruszynko, a ty tu chwilowo, czy na dłużej?

Sroka psyka na Bobra.

SROKA            
Sam słyszałeś, że Kruszynka dużo podróżuje. Na pewno jej już spieszno w bardziej cywilizowane miejsca.

SŁONICA         
Ależ skąd!
 
BÓBR             
Aha! No i dobrze.

SROKA
Dobrze?

BÓBR
Bardzo dobrze. Bo nadałabyś się do pracy.

SŁONICA         
Ja? Do pracy? Wykluczone!

BÓBR             
Ale tama, hem, hem. Obawiam się…

SŁONICA         
Nie! Słonie nie pracują! Słonie przynoszą szczęście.
 
Oburzona siada z rozmachem wywołując małe trzęsienie ziemi. Ptaszki podskakują w swych gniazdkach.

PTAK              
Ojć, jeszcze kilka razy tak siądzie i zrujnuje nasze gniazdka!

BÓBR             
Nie pracują. Szkoda. Wielka szkoda.
 
Bóbr odchodzi z drewnem. Sroka kończy zbierać potłuczone lusterko. Jest bardzo zła.

SROKA            
No i co, będziesz tak tu długo gracić naszą polanę?

SŁONICA         
Ptaszyno droga, skoro już o to pytasz, to długo. Jeszcze długo będę ją gracić. A zgłodniałam… Słyszysz? (słychać burczenie w brzuchu) Tak to się zwykle zaczyna.
 
Sroka jest zaniepokojona.

SROKA            
Ale nie jadasz… srok?

SŁONICA         
Nie. Ale zjadłabym jeżyn.
 
Sroka oddycha z ulgą.

SROKA
A, jeżyn? Jeżyn u nas pełno! Wprawdzie kolczaste te krzaki okropnie, ale jagódki pyszniutkie, słodziusieńkie! Delicje!

SŁONICA
Teoretycznie mogłabym je pozbierać sama, ale…

SROKA
Ale co?

SŁONICA
Jak sama zauważyłaś, nie jestem zbyt zgrabna. Spójrz na moje nogi. Nie uchowałby się ani krzaczek.

SROKA
Oj!

SŁONICA
Nawet listek! Cały zagajnik zrównałabym z ziemią. Więc dla dobra lasu lepiej ty przygotuj wszystko.

SROKA
Jak to - ja? Dlaczego ja? A ty?

SŁONICA
A ja się zdrzemnę. Tutaj. Żebyś nie miała kłopotu mnie znaleźć.

SROKA
Ale…

SŁONICA
No, pospiesz się. Aha! Zjem jeszcze orzechów i miodu. (oblizuje się) I co tam jeszcze macie.

Słonica kładzie się spać nie zważając na protesty Sroki. Zasypia.

 
Scena 3.

Wokół chrapiącej Słonicy gromadzą się Sroka (wciąż obwieszona błyskotkami), Mysz, Wiewiórka i Żuczek Gnojarek. Ptaki siedzą w gniazdach. Wszyscy oglądają przybysza ze zdumieniem. Wiewiórka wciąż czesze swój ogon.

WIEWIÓRKA
Ale ogromna! Oj, będzie z nią problem.

SROKA
Wielki problem.

WIEWIÓRKA
Większy, niż myślałam. Nawet Niedźwiedź nie jest taki ogromny. A ma taaaki brzuch. O, taki! A je! Ho, ho! Albo i więcej.

ŻUCZEK
A ja jestem zadowolony. Jaką kulę nawozu będę mógł utoczyć! Może trafię do księgi rekordów?

SROKA
Ależ żuczku, to nie czas na rozmowy o nawozie. Mamy problem: skąd wziąć dla Kruszynki tyle jedzenia?

ŻUCZEK
Tak, tak. Najpierw jedzenie, potem nawóz.

SROKA
Żuczku!

ŻUCZEK
W każdym bądź razie zgłaszam się do prac sanitarnych. No co? Przecież trzeba będzie potem posprzątać.

SROKA
Wracając do jedzenia. Kto zgłasza się do pomocy? Myszko?

MYSZ
Och, Sroko, jesteś taka elegancka, a zwracasz się do mnie, szarej myszki.  Oczywiście, że pomogę. Mam spleśniałe zboże, jeszcze z zimy. Bardzo smaczne!
 
SROKA
Na początek może być. A co z orzechami? Tak, do ciebie mówię, Wiewiórko.

WIEWIÓRKA
No nie wiem. Teraz rośnie mi nowe futro na ogonie. Powinnam je często czesać. Nie mam czasu na szukanie orzeszków.

SROKA
Ależ Wiewiórciu! To ważne!

WIEWIÓRKA
Dla mnie ważna jest moja kitka! A Kruszynka? Wielkie rzeczy.

SROKA
Właśnie: wielkie. I jeśli sama pójdzie w leszczynę, nie będzie już więcej w lesie orzeszków.

WIEWIÓRKA
Muszę czesać ogon i już! Nie będę szukać orzechów dla darmozjada! Niech jej same spadną. Sa-me! Spa-dną! Sa-me! Spa-dną!

Podskakuje w rytm słów na gałęzi. Gałąź ułamuje się odsłaniając dziuplę. Z dziupli wysypują się orzeszki.

WIEWIÓRKA
Ooo… A tyle ich szukałam. Tak szukałam!

SROKA
Zatem orzeszki już są.

Sroka podlatuje do ptaków.

SROKA
My, ptaki, przyniesiemy jeżyny.

PTAK
My? Może ty, Sroko, masz pełno czasu na strojenie i inne głupstwa…

SROKA
Głupstwa…?!

PTAK
… ale my mamy pilniejsze sprawy! Słonica za nas nie wysiedzi!
 
Inne ptaki mu przytakują.

SROKA
Skoro wolicie, by Kruszynka sama sobie zbierała jeżyny… Pod waszymi gniazdkami…
 
Słonica kładzie się na drugi bok i  macha obszernie trąbą.

PTAK
No dobrze, już dobrze!

SROKA
No to na co czekamy? Lećmy! Pędźmy!

Ptaki odlatują. Wszyscy się rozchodzą. Słonica się budzi. Nadchodzi Bóbr z kolejną wiązką drewna.

BÓBR
No i jak się spało?

SŁONICA
Całkiem, całkiem.

BÓBR
To może teraz mały spacerek?

SŁONICA
Spacerek? A gdzie?

BÓBR
A tu, niedaleko. Położysz się tylko na środku rzeczki, hem, hem, a ja szybciutko, szybciutko skończę tamę.

SŁONICA
Aleś wymyślił! W zimnej wodzie? Jak nic się przeziębię. Czy potrafisz sobie wyobrazić słoniowy katar? Skąd ja tu wezmę prześcieradło do nosa?

BÓBR
(zastanawia się) Prześcieradło, prześcieradło. Skąd prześcieradło?

SŁONICA
Dostałabym dreszczy. Trząsł by się ze mną cały las. Czy masz kocyk dla słonia? Wielki jak namiot?

BÓBR
Nie.
 
SŁONICA
No i aspiryna. Koniecznie wiaderko aspiryny. (Bóbr kręci głową) Nie masz? Sam widzisz, ile by to było dla was kłopotu. Dlatego odmawiam. Stanowczo odmawiam. Dla waszego dobra.

BÓBR
Ale rzeczka - wylewa! Nie zdążę naprawić tamy pod wodą!
SŁONICA
Więc nie marnuj czasu na gadanie. No, zmykaj Bobrze!

Słonica ziewa i kładzie się z powrotem. Bóbr obchodzi ją z trudem niosąc gałęzie.

SŁONICA
Ależ mnie tu wszyscy męczą!

Ziewa raz jeszcze i zasypia.



Scena 4.

Słonica wciąż śpi. Wiewiórka łupie orzechy i wkłada je do miseczki, kiedy Sroka nie widzi, czesze ogon. Sroka ustawia miseczki z jedzeniem, kiedy Wiewiórka nie widzi, kradnie Słonicy dzwoneczek.

SROKA
Niezłe ma te dzwoneczki, co?

WIEWIÓRKA
Pewnie w mieście takie noszą. Moda.

SROKA
Nie wiem, czy zauważyłaś, ale tylko my dwie trzymamy fason przed Gościem. Ja mam piękną biżuterię, ty – eleganckie futro. Ale reszta? Widać, że z lasu.

WIEWIÓRKA
Eleganckie futro. O, tak.

Słonica budzi się. Na widok zgromadzonego jedzenia rozpromienia się.

SŁONICA
Jedzenie! Nareszcie. Myślałam, że umrę tu z głodu. (wącha trąbą jedzenie) Świeżutkie. To rozumiem. Nieźle się spisałaś, Sroczko.

SROKA
Wszyscy się postarali, Kruszynko.
Przysmaki dla Kruszynki
Delicji wielki stos
Do brzuszka same lecą
Ich woń poraża nos.

SŁONICA
Jak to poraża?

SROKA
No, że takie dobre.

SŁONICA
Aha.
 
Oblizuje się. Chce jeść, ale Sroka śpiewa dalej.

SROKA
Przysmaki dla Kruszynki
Poziomki, szyszki, miód
Smacznego, gościu miły,
Pyszności masz tu w bród!

SŁONICA
Bardzo roztropnie, Sroczko.

Słonica chce jeść, ale Sroka śpiewa dalej.

SROKA
Przysmaki dla Kruszynki
Wyborne! Niesie wieść
Pachnące i soczyste
Po prostu rozkosz jeść!

SŁONICA
Och, przestań już śpiewać i dawaj to jedzenie!

SROKA
Oczywiście. Zobacz, to przyniósł Borsuk. (Słonica połyka jedzenie od Borsuka) Żołędzie – Dziki. A szczaw i szpinak – Zajączki.

Słonica pożera szybko zgromadzone przysmaki. Przy szczawiu krzywi się.

SROKA
I jak? Dobre?

Słonica ciamka niezdecydowana. Sięga po następną miseczkę jedzenia.

SROKA
I jak? Dobre?

Słonica dłubie w zębach. Przez chwilę zastanawia się.

SŁONICA
Może być.

WIEWIÓRKA
A to miodek. Od Niedźwiedzia.

SŁONICA
Miodek? Gdzie? Gdzie?

WIEWIÓRKA
Tutaj, w tej baryłce.

Słonica wypija miód duszkiem. Odrzuca baryłkę.

SŁONICA
Mniam, mniam. Mmm. Pycha! (oblizuje się) Od Misia, powiadasz? Jego szczęście, że przyniósł tę baryłkę. Gdybym sama poszła szukać miodu, niechybnie poniszczyłabym barcie. Strasznie jestem niezgrabna.

WIEWIÓRKA
Oj, pszczółki. Z nimi trzeba bardzo ostrożnie.

SŁONICA
Same widzicie, wszystko robię dla waszego dobra.

Sięga po orzechy.

WIEWIÓRKA
A to świeżo łupane orzechy. Moje.

Wiewiórka przytrzymuje miseczkę, Słonica przysuwa ją siłą.

WIEWIÓRKA
Smacznego.

SŁONICA
Dziękuję.

Słonica pożera orzeszki jednym haustem. Nagle krztusi się, kaszle, kicha.

SŁONICA
Ekh! Ekh!

Wyjmuje trąbą z gardła garść rudej sierści.

SŁONICA
A to co? Co za brak higieny!

SROKA
Wiewiórko!

WIEWIÓRKA
Co, Wiewiórko! Musi być od razu na mnie? Jakbym tylko ja w tym lesie się czesała!

Obrażona Wiewiórka odchodzi.

SŁONICA
Patrzcie, jaka obrażalska! A jak żałowała mi orzeszków! Widziałaś? Widziałaś, Sroczko?

SROKA
Zbierała je całą jesień.

SŁONICA
Straszna grzebuła. No, to po tej przekąsce zjadłabym wreszcie śniadanko.

Słonica sięga po kolejną porcję jedzenia, ale niczego już nie ma.

SŁONICA
A wanienka bananów? A pomarańcze?

Niezadowolona macha trąbą. Ptaki kulą się w gniazdach. Sroka jest zawstydzona.

SROKA
Kiedy u nas… W naszym lesie… Nie ma. Nie ma.

SŁONICA
Co za głusza! Taka głodna tu leżę.
 
SROKA
(do ptaków) Słyszałyście? Gość jeszcze by zjadł!

PTAK
Może jednak…?

SŁONICA
Z pewnością by zjadł.

Ptaki odlatują.

SŁONICA
Tak lepiej. Jeszcze tylko pazurki.
 
SROKA
 Pazurki? Co z nimi?

SŁONICA
Są za długie.
 
Słonica wywala się brzuchem do góry i pokazuje pazurki.

SROKA
I co?

SŁONICA
Jak to co? Trzeba przystrzyc, a sama nie dam rady. O, widzisz? Nie dosięgam. Chyba ktoś z was to potrafi?

Zapada cisza.

SROKA
To… to chyba tylko Bóbr. Ale on jest bardzo zajęty.

SŁONICA
Tak się dla was staram, a tu taka niewdzięczność! Och, jak cierpię! Po prostu męki!

SROKA
Dobra, już dobra, poszukam Bobra.

Sroka odlatuje. Przylatują ptaki z jeżynami.

SŁONICA
Jeżynki! Bardzo dobrze. Żeby już was nie kłopotać, od razu tu wrzucajcie.

Otwiera szeroko buzię. Ptaki wkładają jeżyny wprost do jej gęby.

SŁONICA
Mm, pyszne jeżynki. Chaps! Chaps! Same widzicie jak dbam o wasz las. Gdybym poszła sama je zrywać, z pewnością wszystko bym rozdeptała.

Wkłada okulary przeciwsłoneczne, zakłada nogę na nogę.

SŁONICA
Jeżyn już dość. Pośpiewajcie.

PTAK
Znam taką jedną piosenkę. O słoniu. Może być o słoniu?
 
SŁONICA
Może być.

Ptak śpiewa piosenkę, refren śpiewają ptaki chórem.

PTAK
Pewien komar młody zapragnął raz szczerze
Skosztować krwi słonia ot tak, na wieczerzę
A że był wytrwały, to po trudach wielu
Na grzbiecie bociana doleciał do celu.
 
Tirli-lili-laj.

Słoń tak jak co wieczór poziewał pod palmą
Liściem się wachlował, bo było mu parno
Komar werwy pełen uzbroił się w tupet
Wziął rozpęd i wierzcie ukąsił go wreszcie.

Tirli-lili-laj.

Skóra była twarda i słoniowo gruba
Wkuć się jedna sprawa, uwolnić - to druga
Słoń ani to poczuł, ruszył tylko uchem
I życia komara pozbawił tym ruchem.

Tirli-lili-laj.

W trakcie piosenki Słonica zasypia. Ptaki śpiewają coraz ciszej.



Scena 5.

Słonica śpi w najlepsze. Nadchodzi Bóbr ze Sroką.

BÓBR
Sroczko i to ma być takie ważne?

SROKA
Bardzo ważne.

BÓBR
Mam obgryzać słoniowe pazurki? Przecież może zalać nam las!

SROKA
Ojej, na pewno zdążysz. Zresztą tylko ty nic nie przyniosłeś dla gościa.

BÓBR
Gościa! Dobre sobie! (szepce) Sroczko, ona znowu śpi!

SROKA
Dziwne, ciągle śpi, albo je. Może słonie zapadają w sen letni?

BÓBR
Ja myślę, że ona jest po prostu leniwa. Przez cały dzień nie zrobiła nic pożytecznego!
 
SROKA
Pst! Jeszcze usłyszy. Ma takie wielkie uszy.

BÓBR
A gdzie tam, śpi jak zabita.

SROKA
Skoro śpi, niech śpi. A my cichutko, cichusieńko sobie pójdziemy…

Cicho wycofują się. Słonica unosi ucho. Bóbr i Sroka zamierają bez ruchu. Słonica opuszcza ucho. Bóbr i Sroka znowu się wycofują. Sroce udaje się oddalić. Słonica budzi się.

SŁONICA
Uuaaa! No, nareszcie, Bobrze. Czekam tu od wieków! Co się tak chowasz?
 
BÓBR
Nie chciałem ci przeszkadzać.

SŁONICA
Jaki milusi boberek! No, bierz się za pazurki. Tylko uważaj, żebyś nie pokaleczył mi skórek.

Bóbr zabiera się za pazurki.

SŁONICA
Nawet nie wiesz, jakie to dla was szczęście.

BÓBR
Nie wiem.

SŁONICA
Gdybyś mi nie obgryzł pazurków, mogłyby mnie boleć paluszki. A kiedy mnie bolą paluszki, to nie patrzę, gdzie staję. Kto wie, kogo bym rozdeptała?

Zza krzaczka wychyla się Żuczek Gnojarek.

ŻUCZEK
Obgryzaj, Bobrze, obgryzaj!

BÓBR
A ty tu czego, Żuczku Gnojarku?

ŻUCZEK
Czekam.

BÓBR
Na co?

ŻUCZEK
Przecież Kruszynka już trochę pojadła. To może teraz…?

BÓBR
Iii…! Lepiej zmykaj! No, już!

ŻUCZEK
Nikt nie ceni mojej pracy! A niechby tylko mnie zabrakło!

Urażony Żuczek odchodzi. Bóbr wciąż obgryza pazurki.

SŁONICA
Sam widzisz, wszystko robię dla waszego dobra.

BÓBR
Dobra, dobra. Hem, hem.

SŁONICA
Tak, jestem taka dobra! I wrażliwa. I odważna.

BÓBR
Jakbym był taki wielki, też bym się nikogo nie bał.

SŁONICA
To nie tak, Bobrze. Odwaga nie zależy od rozmiarów. Niektórzy – nawet bardzo duzi – boją się na przykład węży.

BÓBR
No tak. Albo pająków.

SŁONICA
Albo os.

BÓBR
Albo myszy.

SŁONICA
(zrywa się) Myszy? Jakie myszy? Gdzie myszy?

BÓBR
Mówię, że niektórzy boją się myszy.

SŁONICA
A, niektórzy. Właśnie. Niektórzy boją się na przykład, że mysz może wskoczyć im na nogę, albo na trąbę… Och, coś okropnego!

BÓBR
Na trąbę?

SŁONICA
No ale jeśli ktoś jest tak odważny jak ja, to nie boi się niczego.

Słonica kładzie się na trawie, coś jednak jej nie pasuje. Maca po trawie. Zrywa się.

SŁONICA
Brr, jaka zimna woda! Skąd to?

Bóbr łapie się za głowę.

BÓBR
A mówiłem! Ostrzegałem! Powódź! Zaczyna się powódź!

SŁONICA
Będzie bardziej mokro?

BÓBR
Ba! Jest tylko jedna rada. Położysz się przy grobli, którą kończę, a ja raz-dwa ją naprawię!

SŁONICA
Ja? W zimnej wodzie? Przecież już ci mówiłam, że słonie nie pracują. Zwłaszcza w takich warunkach!
 
BÓBR
Ale…

SŁONICA
Pójdę poszukać jakiegoś suchego miejsca.

Koniec fragmentu


CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ ( z piosenkami)
oraz  TUTAJ (bez piosenek)

POWRÓT DO
STRONY SZTUKI DLA DZIECI