LATARENKA

Izabela Degórska

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
© pod opieką  ADiT
wystawienie sztuki wymaga uzyskania licencji
agencja@adit.art.pl

Dostęp do bezpłatnego eksploatowania tekstu został wycofany.

Występują:


ŚWIETLIK

ŚWIERSZCZ
BIEDRONKA
ĆMA
KORNIK
ROSICZKA
ŁABĘDŹ
KSIĘŻYC

Scena 1.
Noc w lesie, w górze błyszczy Księżyc. Na pniu drzewa tańczą owady . Świerszcz gra na skrzypcach, Świetlik oświetla „parkiet” latarenką. Słychać taneczną muzykę. Może się to odbyć na przykład w konwencji teatrzyku cieni lub przy rozsuwającej się kurtynie.
                                   
                                    PIOSENKA O BALU
                                    Co za bal, co za bal
                                    Nad balami
                                    Dzisiaj nie stoi nikt
                                    Pod ścianami
                                    Tutaj żuk stroszy wąs
                                    Tam dwie ćmy idą w pląs
                                    Co za bal, co za bal
                                    Raz-dwa-trzy!

                                    Co za walc, cudny walc
                                    W leśnym gąszczu
                                    Co za strój, co za tan
                                    Mój chrabąszczu
                                    Tak upojna dziś noc
                                    W taką noc wrażeń moc
                                    Co za bal, co za bal
                                    Raz-dwa-trzy!

Owady kłaniają się sobie i odlatują. Ostatnia odlatuje powabna Ćma. Świerszcz śle jej buziaka, ona jednak macha dłonią Świetlikowi, ociera się o jego latarnię. Wreszcie zostają tylko Świetlik i Świerszcz.

ŚWIERSZCZ              
Pięknie dziś świeciłeś, Świetliku.

ŚWIETLIK                 
A ty –  grałeś. Hej-ha! W prawo, w lewo! Hej-ha! W lewo, w prawo! Wszyscy tańczyli!

Tańczą w koło. Wtem noc rozświetla blask. Świetlik zatrzymuje się w tańcu zaskoczony.

ŚWIETLIK                 
A to co takiego? Tam, daleko, na niebie!

ŚWIERSZCZ              
To poranna zorza. Słońce wschodzi.

ŚWIETLIK                
Co za światło! Spójrz, przy nim moja latarenka całkiem niknie. Och! Ileż tu teraz kolorów!

ŚWIERSZCZ              
A jakże by inaczej?

ŚWIETLIK                 
(zachwycony) Myślałem, że dzień jest bardziej szary. A tu trawa taka zielona, niebo różowe. A tam - robi się niebieskie.

Spod listka wychodzi Biedronka. Przeciąga się, ziewa rozkosznie.

BIEDRONKA            
Dzień dobry.

ŚWIERSZCZ              
Witaj Biedroneczko.

Świetlik wpatruje się w Biedronkę oniemiały.

BIEDRONKA            
Kto z tobą jest, Świerszczyku mój?

ŚWIERSZCZ              
To mój przyjaciel, Świetlik.

Świetlik kłania się Biedronce.

ŚWIETLIK                
Dobry wie… To znaczy – dzień dobry.  (cicho do                               Świerszcza) Jaka ona śliczna! I ma kropki, jak piegi nocy.

BIEDRONKA            
Podobają ci się?

Biedronka okręca się zadowolona, chichoce.

ŚWIETLIK                 
Bardzo. I jesteś taka czerwona!
Ładnie wyglądałabyś w moim świetle.

ŚWIERSZCZ              
Świetlik jest mistrzem oświetlenia na balu.

BIEDRONKA            
Na balu? Uwielbiam słuchać o balu!
Czy były dziś tańce?

ŚWIETLIK                 
Pewnie, że  były. Świerszcz grał na skrzypcach, gwiazdy cudnie mrugały… Był sok z poziomek i chrupiące ciasteczka! A wszyscy    tacy eleganccy –  tańczyli, tańczyli, tańczyli…! Wirowali aż pod niebo!

BIEDRONKA            
A kto tańczył na balu?

ŚWIETLIK                 
(ziewa) Głównie komary, żuczki i ćmy.

BIEDRONKA            
Ćmy? Nocne motyle? (do siebie) Pewnie pięknie tańczyły.

Światło narasta, Świetlik bardzo źle to znosi; nagle się kuli.

BIEDRONKA            
Co się stało? Nie lubisz światła?

Świetlik zasłania oczy.

ŚWIETLIK                 
Bardzo lubię. Ale tego jest tak dużo, że oczy bolą…
Och, co za blask! Muszę się skryć.

ŚWIERSZCZ              
Pora na ciebie, nocny latarniku. Słońce już wstało.

BIEDRONKA            
Kolorowych snów.

ŚWIETLIK                 
Do zobaczenia!

Świetlik, z żalem kadzie się spać w głębokim cieniu, między liśćmi.
Ziewa, zasypia.

Biedronka myje się w kropli rosy, poprawia sukienkę, zerka na Świetlika. Świerszcz, również senny, chowa skrzypce do futerału, szykuje się do snu.

BIEDRONKA            
Twój przyjaciel to uroczy kawaler. Czy zawsze świeci na balu?

ŚWIERSZCZ              
Jak to świetlik.

BIEDRONKA            
A gdzie ten bal?

ŚWIERSZCZ              
Na bukowym pniu. (ziewa)

BIEDRONKA            
Nigdy nie latałam nocą. I nigdy nie byłam na balu.
A… Świerszczyku mój…? Coś takiego, zasnął!

Leśna polana brzęczy od owadów. Biedronka ogląda pień buku.

BIEDRONKA           
Bal! Prawdziwy bal. Ech…! 

Odlatuje. Słońce wędruje po niebie i zachodzi. Zapada ciemność.


Scena 2.
Niebo zasnute jest chmurami. W ciemności słychać płacz. Wyje wiatr, gałęzie uderzają o pień. Poruszają się straszne cienie. Słychać śpiew.

PIOSENKA O STRACHU          

Strach czai się w mroku
Okrutny, kudłaty
Wysuwa pazury
Cap! Chwyta cię w łapy
Stra-ach! Ach…
Strach siedzi w gałęziach
Strach jęczy i wyje
Ma paszczę zębatą
W ciemności się kryje
Stra-ach! Ach…

Nadlatuje Świetlik z ledwo błyszczącą latarenką.

ŚWIETLIK                 
Jest tu kto?

Świetlik nasłuchuje, rozświetla nieco latarenkę, w jej blasku szuka źródła dźwięku.

ŚWIETLIK                 
Halo! Kto tam płacze?

Słychać „Piosenkę o strachu”.

                                    PIOSENKA O STRACHU C.D.          
                                   
                                    Strach zimne ma palce
                                    Strach w ucho ci dyszy
                                    Pożera tak szybko
                                    Że nikt nie usłyszy
                                    Stra-ach! Ach…

ŚWIETLIK                 
Hej! Hej – tam!

Świetlik znajduje skuloną, przerażoną Biedronkę.

ŚWIETLIK                 
Biedroneczko?

Biedronka wolno odsłania twarz.

BIEDRONKA            
Och to ty, ty! Mój Świetliczek!

Rzuca się mu na szyję.

ŚWIETLIK                 
Co się stało?

BIEDRONKA            
To ta ciemność. Oplotła mnie, ścisnęła. Tak strasznie się bałam…! Myślałam, że mnie pożre. Że – umrę.

ŚWIETLIK                 
Ale przecież tu spokojnie, cicho.

BIEDRONKA            
I CIEMNO.

Świetlik sprawia, że  latarnia błyszczy jaśniej.

ŚWIETLIK                
I jak, lepiej?

Biedronka siąka nosem, ale uspokaja się.

BIEDRONKA            
Lepiej…

ŚWIETLIK                 
Hej, głuptasie, boisz się ciemności?

BIEDRONKA            
O, łatwo ci tak mówić: masz latarenkę. A gdybyś jej nie miał? Jakby to ciebie chciał pożreć Mrok? A mówiła mi mama, ostrzegała: „Nie fruń na bal nocą.”

ŚWIETLIK                 
Dziś nie ma balu, a i do bukowego pnia – daleko.

BIEDRONKA            
Pięknie, do tego zabłądziłam! Ale nocą wszystko takie czarne, znikąd wyskakują gałęzie i chwytają za sukienkę, za włosy. Chyba nie umiem latać po ciemku…

ŚWIETLIK                 
I nie powinnaś. Biedronki latają w słońcu.

BIERDONKA            
Ale chciałam cię zobaczyć. Jesteś taki… miły.

ŚWIETLIK                 
O nie, to ty jesteś miła. Najmilsza pod księżycem! Wstałem dziś wieczorem - bardzo wcześnie, kiedy słońce jeszcze stało na niebie i szukałem cię. Ale światło tak mocno świeciło w oczy… Musiałem się skryć.

Nagły podmuch wiatru porusza gałęziami. Biedronka znów kuli się przestraszona.

ŚWIETLIK                 
Wiesz co? Rozświetlę latarenkę najmocniej, jak można!

Latarnia mocno błyszczy. Biedronka klaszcze uradowana.

BIEDRONKA            
Och, wspaniale! Oświetlisz cały las?

ŚWIETLIK                 
Nie. Moja latarenka nie ma takiej mocy… Ale mogę oświetlić ci drogę. Polecę z tobą, chcesz?

BIEDRONKA            
O, tak! Z tobą – nie zabłądzę.

Wzbijają się w powietrze. Słychać jak Świerszcz gra na skrzypkach.

ŚWIETLIK                 
Jesteś bardzo odważna.

BIEDRONKA            
Trzęsłam się jak osika. Cóż to za odwaga?

ŚWIETLIK                 
Pokonałaś strach – dla mnie.

BIEDRONKA            
A ty latałeś dla mnie w słońcu.
Jeszcze żaden Świetlik tego nie zrobił. 

Odlatują na krzaczek, na którym pojawiła się w pierwszej scenie Biedronka. Świetlik czule żegna się z Biedronką, ta przesyła mu buziaki i zasypia. Świetlik wygasza latarnię. Świerszcz gra ciszej.


Scena 3.
Świerszcz kończy grać  frazę. Nadlatuje Ćma. Nawołuje:

ĆMA                          
Świetliii-ku! Świetli-ku! (do  Świerszcza)
Czy wiesz, gdzie jest Świetlik? Całą noc go szukam – i nic! Jakby się zapadł pod ziemię .

ŚWIERSZCZ              
A ja mogę być? Mam nowy  frak, skrzypce…
No i pięknie gram.  Chcesz posłuchać?

Zaczyna grać.

ĆMA                          
Psyt…! Nie hałasuj, bo nie usłyszę, czy leci Świetlik.
Ostatnio wciąż gasi latarnię, nie wiem, czemu.

ŚWIERSZCZ              
Świetlik, Świetlik, wciąż tylko Świetlik. A czy mi czegoś brak?

ĆMA                          
(z zachwytem) Och, on ma taką śliczną latarenkę! Cztery lśniące szybki, polerowane pudło i błyszczący wkład! Gdzie tobie do Świetlika!

Świerszcz smętnie zwiesza głowę.

ŚWIERSZCZ              
Zapomnij o nim. Jego latarenka komu innemu błyszczy.

ĆMA                          
Co? Komu? Mów, mów natychmiast!

ŚWIERSZCZ              
Każdy świt i każdy zmierzch z Biedroneczką fruwa. Dla Ćmy, choćby najpiękniejszej, miejsca tam nie ma.

ĆMA                          
Głupstwa! Cała noc jest dla mnie. Cóż znaczą te krótkie chwile? Nic. Błahostka, kaprys. Zobaczysz, zapomni o tej nakrapianej lalce. Zapomni.

Zauważa jakiś blask w górze, podrywa się.

ĆMA                          
Będę latać za jego światełkiem ile tchu w piersi i mocy w skrzydełkach.

Odlatuje. Świerszcz patrzy za nią tęsknie. Chmury odsłaniają Księżyc. W jego świetle widać jak Świetlik, patrząc na Księżyc, czyści swoją latarnię. Świerszcz skacze na krzaczek Świetlika.

ŚWIERSZCZ              
Piękna ta twoja latarnia. Błyszczy w ciemnościach jak mała iskierka.

ŚWIETLIK                 
E tam, ledwie rozjaśnia ten pień. Księżyc! Oto prawdziwy Latarnik Nocy. Oświetla cały las, cały świat.

Chmura przesłania Księżyc i na chwilę zapada ciemność, którą rozprasza tylko światełko Świetlika.

ŚWIERSZCZ              
A jednak teraz, tylko twoja latarenka błyszczy.

ŚWIETLIK                 
Skromne to moje światełko, skromniutkie. Ale wkrótce  to zmienię.

ŚWIERSZCZ              
Jak?

ŚWIETLIK                 
Dobrze, powiem, tylko cii, to sekret (otwiera latarnię)
Spójrz, co w niej świeci.

ŚWIERSZCZ              
Coś takiego! To tylko kawałek spróchniałego drewienka!

ŚWIETLKI                 
Właśnie. Ale kiedy zamknę tu odrobinę księżycowego blasku, przegonię mrok, skąd tylko zechcę. I nikt się już nie będzie bał ciemności!

Świetlik zamyka szybki latarni.

ŚWIETLIK                 
A teraz – na mnie już czas.

Wzbija się, nie oglądając na Świerszcza. Świerszcz woła za nim.

ŚWIERSZCZ              
Świetliku, a ty dokąd?

ŚWIETLIK                 
W górę! Na księżyc! 
Do zobaczenia! Do zoba…

Odlatuje. Świerszcz spogląda za nim, aż jego światełko znika w mroku.

ŚWIERSZCZ              
To ci dopiero! Sfiksował! Jak nic, sfiksował!


Scena 4.
Świetlik leci w górę. Towarzyszy mu piosenka o marzeniach.

PIOSENKA O MARZENIACH          

I zwr.    
Ta noc, ta noc, ta cudna noc
Tak iskrzy się gwiazdami
Posypie z nieba zaraz się
Pięknymi marzeniami
Ref.           
A ty, a ty, a ty, a ty
Malutki marzycielu
Leć- leć, leć- leć, przed siebie leć
Prościutko leć do celu
II zwr.    
Ta noc, ta noc, ta cudna noc
To czas sięgania nieba
Niech ci nie wmówi nigdy nikt
Że marzyć nie potrzeba

Świetlika dogania Ćma.

ĆMA                          
Co robisz, Świetliku, tak wysoko?

ŚWIETLIK                 
Lecę na księżyc.

ĆMA                          
To jakiś żart?

Świetlik nie odpowiada.

ĆMA                          
A niech mnie pająk schrupie! Ty naprawdę tam fruniesz…!
(po chwili) A po co?

ŚWIETLIK                 
Napełnię latarnię księżycowym blaskiem i przegonię mrok, skąd tylko zechcę.

ĆMA                          
Ale księżyc jest strasznie wysoko! Nawet sowa tam nie doleci.

Świetlik wciąż leci w górę.

ĆMA                          
Och, zawróć. Blask twej latarni mnie kusi, a ty wciąż wyżej i wyżej!

Świetlik leci, Ćma wciąż za nim, zostaje jednak nieco w tyle.

ĆMA                          
Nietoperz cię połknie.           

Świetlik wciąż leci w górę.

ĆMA                          
Latarnia ci zgaśnie i drogi powrotnej nie znajdziesz.

ŚWIETLIK                 
Przestań. Twoje słowa ciążą  jak kamień.

Ćma zostaje z tyłu. Świetlik wciąż leci w górę, latarnia wyraźnie mu ciąży.
Wreszcie Świetlik dolatuje na sam CZUBEK BRZOZY. Przysiada tam zmęczony i zadyszany. Spogląda w górę.

ŚWIETLIK                 
Czy ten księżyc nie mógłby być odrobinę niżej?

Słychać skrzypienie. Z kory wyłazi gruby Kornik. Jest zagniewany.

KORNIK                   
A kto mi tu po oczach świeci i spać nie daje?

Świetlik przygasza latarnię.

ŚWIETLIK                 
Przepraszam, Korniku, nie wiedziałem, że ktoś tu mieszka.

KORNIK                   
Nie wiedziałem, nie wiedziałem. Może od razu zawołaj: Halo! Dzięciole! Nocne podjadanie!

Kornik z cicha mlaska i gładzi się po brzuchu. Świetlik jeszcze przygasza światełko, pyta szeptem:

ŚWIETLIK                 
Teraz dobrze?

KORNIK                   
Może być. (udobruchany) Widzę, że grzeczny z ciebie kawaler. I zmęczony. Pewnie długo leciałeś z tą ciężką latarnią, tutaj, na czubek mojej brzozy.

ŚWIETLIK                 
Długo, ale na księżyc jeszcze mam szmat drogi.

KORNIK                   
Wybierasz się na księżyc? A po co?

ŚWIETLIK                 
Kiedy tam dolecę, nabiorę światło latarnią i przegonię mrok, skąd tylko zechcę.

KORNIK                  
Co za cudaczny pomysł! Przecież tu kończą się gałęzie. A gdzie przysiądziesz? Gdzie odpoczną twoje skrzydełka?

ŚWIETLIK                 
Nie wiem.

KORNIK                   
(cmoka z dezaprobatą) Co noc oglądam księżyc i powiem ci ważną rzecz. Teraz, o tej porze, jest najwyżej, jak można.

Świetlik spogląda na księżyc.

ŚWIETLIK                 
A potem?

KORNIK                   
Jest coraz niżej i niżej i – zachodzi.
Spójrz, wskakuje do jeziora, tego tam!    

Świetlik uważnie wypatruje.

ŚWIETLIK                 
To chyba dobra wiadomość.

KORNIK                   
Z wiadomościami nigdy nic nie wiadomo. Ale skoro do zachodu księżyca masz tyle czasu, zapraszam na małe co nieco. To idealna pora na czwartą kolację.

ŚWIETLIK                 
Nie, dziękuję. Powinienem już lecieć.

KORNIK                   
Na kropelkę soku brzozowego zawsze jest czas. Czy może być coś ważniejszego od czwartej kolacji? Dobry posiłek to podstawa.

Częstuje go filiżanką.

ŚWIETLIK                 
Ale…

KORNIK                   
Żadnych „ale”. Jeden łyk i cudowna rozkosz rozlewa się w środku. No, spróbuj. I jak, czujesz się krzepko?

ŚWIETLIK                 
Trochę mi się kręci w głowie ze zmęczenia. Leciałem tak długo.

KORNIK                   
Wysiłek i brak posiłku – złe zestawienie. Posiłek i brak wysiłku – oto moja recepta na życie. Satysfakcja gwarantowana.

ŚWIETLIK                 
A nie miewasz czasem innych pragnień?         

KORNIK                   
Czasami sok brzozowy nuży, to prawda.

ŚWIETLIK                 
I co wtedy robisz?

KORNIK                   
Żuję korę. Odpręża. I dobra na wiatry.

Dolatuje wyczerpana Ćma.

ĆMA                                      
Litości, Świetliczku, wracajmy już na dół.

Kornik jest zachwycony Ćmą.

KORNIK                   
Co za urocza dama! Tylko panienki brakowało do idealnej, czwartej kolacji. (Ukazuje jej suto zastawiony stół.) Proszę się częstować.

ĆMA                          
Och, dziękuję.

Kornik podaje jej filiżankę i  śpiewa. Częstuje gości smakołykami. Ci początkowo się krygują, ale po chwili dołączają do uczty. Kornik i Ćma się objadają, tylko Świetlik je z umiarem.

Księżyc wędruje po niebie.

                                    PIOSENKA KORNIKA
                                  
                                    I zwr.     
                                    Kiedy kołdra drapie w ucho
                                    W ustach jakoś dziwnie sucho
                                    Czujesz jak usycha brzuszek
                                    Zjadłbyś choć tyci okruszek
                                    Na paluszkach wyłaź z łóżka
                                    Zapachami kusi uczta
                                    O północy cud-atrakcja
                                    Co? Co? Co? Czwarta kolacja!
                                  
                                    Ref.           
                                    Cham-cham-cham
                                    Mlasku-mlask
                                    Chamku-mniamku prask!
                                   
                                    II zwr.     
                                    Pyszny torcik jemiołowy
                                    Aż przyprawia o ból głowy
                                    I ciągutki żywicowe
                                    Świeże wiórki wyborowe
                                    Z młodej kory trzy ciasteczka
                                    Soku z huby beczułeczka
                                    I gałązki jeszcze dwie
                                    Nocą tak się świetnie je!

                                    Ref.           
                                    Cham-cham-cham
                                    Mlasku-mlask
                                    Chamku-mniamku prask!

Kornik z satysfakcją klepie się po pełnym brzuchu.

KORNIK                   
Ale się objadłem. Brzuch mam jak bąk!

ĆMA                          
Jak przyjemnie, błogo.

KORNIK                   
Syto.

ŚWIETLIK                 
Wielki brzuch przeszkadza sięgać po wielkie rzeczy.

ĆMA                          
Może to i lepiej. Księżyc jest tak daleko. (ziewa)

KORNIK                   
Zdrzemnijmy się trochę, a potem – może przegryziemy co nie co? Akurat będzie pora na piątą kolację…

Kornik  i Ćma zasypiają, Świetlik patrzy w dół. Tuli latarnię.

ŚWIETLIK                 
Zachodzi do jeziora. Do jeziora.

Świetlik leci w dół.
 

Scena 5.
Świetlik leci przed siebie. Wreszcie znużony siada na listku. Rosnąca obok roślina wolno odwraca ku niemu twarz.

ROSICZKA               
Łał, jak ty błyszczysz!

ŚWIETLIK                
Taka praca. JestemŚwietlik  – a ty?

ROSICZKA               
Mów mi… Kwiatuszku.
(przygląda się mu z uwagą) Masz śliczną latarnię.

ŚWIETLIK                 
Dziękuję, też ją lubię. Dbam o nią, czyszczę. A jak o coś dbasz – to lśni.

Rosiczka rozgląda się z namysłem .

ROSICZKA               
Jakże tu inaczej w świetle tego świecidełka. Nigdy nie widziałam takich cieni i blasków. Gdybyś… Och, gdybyś zawsze tu był, wszyscy nocą mogliby tu… (łakomie) hm… przesiadywać.

ŚWIETLIK                 
Przykro mi, jestem przelotem.

Rosiczka wabi go łagodnymi ruchami liści.

ROSICZKA               
O, nic to. Nic.

Rosiczka rozsiewa pył. Świetlik ziewa.

ROSICZKA               
Biedactwo, widać, żeś strudzony. Siądź na mym liściu. Jest miękki… Szybciej wypoczną ci skrzydełka.

Świetlik podlatuje na liść Rosiczki.

ŚWIETLIK                 
Dziękuję, Kwiatuszku, jesteś bardzo troskliwa. Może zdrzemnę się chwilkę.

ROSICZKA               
Tak, śpij. Przykryję cię, by ziąb cię nie chwycił.

Przykrywa go swym liściem. Świetlik porusza się. Nie może się wyswobodzić.

ŚWIETLIK                 
Och, co to?

ROSICZKA               
Nie bój się, Świetliku, nic ci nie zrobię. Chcę tylko, żebyś mi świecił.
Świecił i świecił. Co noc.

Świetlik szarpie się.

ŚWIETLIK                 
Puść mnie!

ROSICZKA               
Nie szarp się, bo wpadniesz do środka i, jakem Rosiczka, nie spodoba ci się to.

ŚWIETLIK                 
Rosiczka? Pożeraczka owadów?

ROSICZKA               
Zaraz „pożeraczka”. Nigdy nie zjadłam żadnego świetlika. (oblizuje się)

ŚWIETLIK                 
WYPUŚĆ MNIE!

ROSICZKA               
Czyż nie jest ci wygodnie na mym liściu? Będziesz tu sobie leżał już zawsze. Będziesz światłem mego życia. Ty i twoja śliczna latarenka. Jej blask zwabi… To znaczy będziesz cudnie świecił. Będzie nam ze sobą dobrze. Tak dobrze!

ŚWIETLIK                
Wiem, jak kończą ci, których schwytasz!

ROSICZKA               
Źle na to patrzysz. Nie jestem zła, ja – kolekcjonuję. W mym lepkim wnętrzu śpią tłusty giez, komar i dwa hoże żuki. A tu – będziesz ty. Tylko ciebie trzymam lżej, dużo lżej, żebyś nie wypuścił swej latarni. (szepcze przenikliwie) Będziesz ozdobą mej kolekcji. Będziesz – najwspanialszą zdobyczą.

ŚWIETLIK                 
Myślisz, że nie wiem, co robisz? Wysysasz z nich soki i zostaje tylko sucha skorupka! Nic. Nic! (szarpie się)

Świetlik się wyrywa.

ROSICZKA               
Nie, nie! Nie opuszczaj mnie! Nieee!

Świetlik odlatuje.


Scena 6.
Brzeg jeziora. Szumią tu tataraki, w trzcinach śpi Łabędź. Księżyc – bardzo odległy, na przeciwległym brzegu –  chyli się już  ku zachodowi. Jego odbicie widać w wodzie.

W łódce z kory podpływa Świerszcz. Wtem zauważa szlochającego na brzegu Świetlika.

ŚWIERSZCZ              
Co się stało, Świetliku? Myślałem, że lecisz w górę, na księżyc.

ŚWIETLIK                 
Bo leciałem. Byłem na samym czubku brzozy, ale księżyc był za wysoko! Więc przyleciałem tu, gdzie zachodzi.

ŚWIERSZCZ              
Sprytne.

ŚWIETLIK                 
Wcale nie. Spójrz, całe  jezioro przede mną! Ani krzaczka, by przysiąść! Nawet marnego listka. Nigdy nie będę miał księżycowej latarni, nigdy! (płacze) O, pewnie się ze mnie śmiejesz.

ŚWIERSZCZ              
Jestem twoim przyjacielem. A przyjaciele pomagają, nie – wyśmiewają. No, nie płacz już.

ŚWIETLIK                 
A może popłyniemy twoją łódką?

ŚWIERSZCZ              
Tak daleko? Jestem Świerszczem, umiem pływać tylko tu, przy brzegu. Co innego łabędź. O, ten by potrafił…

Patrzą na śpiącego w trzcinach łabędzia.

ŚWIERSZCZ
Jeśli ładnie go poprosisz, może ci pomoże?

ŚWIETLIK                 
On? Taki wielki i piękny? Nie odważyłbym się nawet spytać.

ŚWIERSZCZ             
Tyle zachodu – i wstydzisz się poprosić?

Świetlik - skromny i wstydliwy - jest w rozterce. Wreszcie przełamuje się.

ŚWIETLIK                 
Masz rację. (nieśmiało, cicho)  Łabędziu… Łabędziu.

ŚWIERSZCZ             
Śpi, musisz go obudzić.

ŚWIETLIK                
A jak się rozzłości  i mnie przegoni?

ŚWIERSZCZ             
To spróbuj tak łagodnie, miło.

Świetlik świeci Łabędziowi latarnią w oczy, woła słodkim głosikiem:            

ŚWIETLIK                 
Łabędziu! Łabędziuniu! Ju-hu! (po chwili) Nic. Wciąż śpi.

ŚWIERSZCZ              
Mam pomysł.

Świerszcz wyjmuje skrzypce i pięknie gra. Łabędź budzi się, trzepoce skrzydłami. Patrzy w stronę światła.

ŁABĘDŹ                    
A cóż to za koncert mnie budzi?

ŚWIETLIK                 
To mój przyjaciel, Świerszcz, zagrał specjalnie dla ciebie.

ŁABĘDŹ                    
Pięknie grał… (Świerszcz kłania się.) tylko –  z jakiej okazji? 

Świetlik zawstydzony milczy. Świerszcz szturcha go.

ŚWIERSZCZ              
Mów.

ŁABĘDŹ                    
No mów, mały, mów.

ŚWIETLIK                 
Mam do ciebie prośbę. Zabierz mnie tam, gdzie księżyc chowa się w wodzie. Proszę, tak ślicznie proszę.

ŁABĘDŹ                    
Tam? Po co?

ŚWIETLIK                 
Chcę zaczerpnąć księżycowego światła. Kiedy wypełni moją latarenkę, przegonię mrok z każdego kąta.

Łabędź się śmieje.

ŁABĘDŹ                    
Wyborne! Rozkosznie a-bsur-dal-ne! Naprawdę w to wierzysz?

ŚWIETLIK                 
Tak. I uda mi się, jeśli będę blisko.

ŁABĘDŹ                    
Mały, głupiutki robaczku świętojański! Przecież księżyc wcale nie chowa się w wodzie.

ŚWIETLIK                 
Jak to? Kornik, który mieszka na samym czubku drzewa, mówił, że właśnie tam.

ŁABĘDŹ                    
Ależ skąd! Może z czubka drzewa tak to wygląda. Ja jednak byłem wyżej, dużo wyżej, tam gdzie chmury.

ŚWIETLIK
I co?

ŁABĘDŹ
On wcale się nie chowa, tylko zachodzi za horyzont. A horyzont nie ma końca.

Świetlik wzdycha ciężko, trudno mu się z tym pogodzić. Patrzy na Księżyc, potem na jego odbicie.

ŚWIETLIK                 
A ten drugi księżyc?

ŁABĘDŹ                    
Jaki „drugi”?

ŚWIETLIK                 
Ten, co pływa po jeziorze. Dałbyś radę do niego dopłynąć?

ŁABĘDŹ                    
Czemu nie? (ziewając) Taka piękna dziś noc… Skoro nie śpię, mogę sobie popływać. Wskakuj, mały, ale nie wierz w cuda.

ŚWIETLIK                 
Och, dziękuję ci, dziękuję!

Świetlik siada na  Łabędzia. Odpływają od brzegu ku Księżycowi.

ŚWIERSZCZ              
Powodzenia!

Koniec fragmentu



CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ

POWRÓT DO
STRONY SZTUKI DLA DZIECI