PAN WĄSIK

Izabela Degórska

 

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
© pod opieką  ADiT
wystawienie sztuki wymaga uzyskania licencji
agencja@adit.art.pl

Dostęp do bezpłatnego eksploatowania tekstu został wycofany.

Osoby:

 

Pawełek
Pan Wąsik
Mama
Pani Lorna
Patryk
Martynka
Tata
Pan Ederman

 

SCENA 1. Ciężarówka

PODWÓRKO z piaskownicą, huśtawką i drzewem. Skwarne lato. Po jednej stronie kamienica, w której mieszka Pawełek, po drugiej – dom Pana Wąsika. PAN WĄSIK – wąsaty, nieduży i okrągły – siedzi w oknie i naburmuszony spogląda na świat. Mimo upału ubrany jest na czarno (do tego biały krawat lub szalik).

Przez podwórko przechodzi PAWEŁEK (5 lat). Chłopiec ciągnie zabawkową ciężarówkę (wywrotkę). Na „pace” jedzie maskotka (np. miś albo inna przytulanka).

PAN WĄSIK          
– A „dzień dobry” nie łaska?

PAWEŁEK           
– Dzień dobry.

PAN WĄSIK           
– Dzień dobry. (po chwili) Właściwie wcale nie jest taki dobry. Potworny upał.

PAWEŁEK           
– To prawda. Gorąco.

PAN WĄSIK           
– Do tego ten kurz! I coś mi się zdaje, młody człowieku, że to twoja sprawka.

PAWEŁEK           
– Jak to moja?

PAN WĄSIK           
– Strasznie szurasz nogami! Mam teraz pełno kurzu na wąsach!

Pawełek stara się szurać nieco mniej. Pan Wąsik chowa się w oknie.

PAWEŁEK           
– (do maskotki) To pan Wąsik. Zawsze coś mu się nie podoba. Ciekawe co robi, kiedy nie patrzy przez okno i nie gdera…? Może śpi?

Pawełek huśta się na huśtawce i je batonika. Huśtawka strasznie skrzypi.

PAWEŁEK           
– Zobaczysz, zaraz znowu się przyczepi. Jeszcze nie wiem, o co, ale na pewno.

Pan Wąsik wystawia głowę.

PAN WĄSIK            
– Skaranie boskie! Jak ta huśtawka skrzypi! Głowa zaraz mi pęknie!

Pawełek zeskakuje z huśtawki. Pan Wąsik chowa głowę.

PAWEŁEK           
– (do maskotki) A nie mówiłem?

Pawełek „częstuje” maskotkę batonikiem.

PAWEŁEK          
– Chcesz? Nie? A ja bardzo lubię. Jak mi jest tak strasznie, strasznie smutno, to jem coś słodkiego i robi mi się tyci lepiej. No, siadaj, pociągam cię.

Pawełek ciągnie na sznurku ciężarówkę z maskotką na „pace”. Szybko się nudzi. Podczas jego zabawy na podwórku, w cieniu, pojawia się Pan Wąsik w słomkowym kapeluszu, czarnym ubraniu i białym krawacie. Pan Wąsik spaceruje, grzebie kijem w piasku, przysiada na ławeczce. Przygląda się ciężarówce.

PAN WĄSIK           
– Nowa?

PAWEŁEK           
– Aha.

Chłopiec z dumą ciągnie ją nieco za sznurek. Ciężarówka toczy się lekko. Jest taka duża, że mógłby w niej usiąść i dać się wozić, gdyby tylko ktoś zechciał pociągnąć za sznurek.

PAN WĄSIK           
– Też taką mam, tylko się zepsuła.

PAWEŁEK            
– Dorośli się nie bawią!

PAN WĄSIK            
– JA się bawię. Latam ciężarówką jak samolotem.

PAWEŁEK            
– Ciężarówki nie latają.

PAN WĄSIK           
– Kwestia chęci. No dobrze. Wsiadaj, pociągnę za sznurek.

PAWEŁEK           
– (zaskoczony) Powozi mnie pan?

PAN WĄSIK            
– Ale tylko jedną rundkę. No, na co czekasz?

Pawełek wsiada na ciężarówkę. Pan Wąsik chwyta za leżący na ziemi sznurek.

PAN WĄSIK            
– Uwaga, teraz się trzymaj!

Ciężarówka rusza. Pędzi, gna, jak po torze wyścigowym… jak… samolot. Jak…rakieta…! Leci! Frunie! Świat zlewa się w kolorową smugę… Lasy… chmury…miasta… doliny… pola… ocean… lodowe góry… Tej podróży towarzyszy piosenka, albo muzyka z dźwiękonaśladowczymi wstawkami.

PIOSENKA O PODRÓŻY DOOKOŁA ŚWIATA

                                    Lecę, lecę jak samolot
                                    Jak rakieta szybko gnam
                                    A pode mną świat tak mały
                                    Że nie widać go.

Lecę, lecę jak samolot
Wszystko śmiga, zlewa się
A nade mną tylko chmury
Jawa to czy sen?

Chłopiec chwyta się mocnej brzegów ciężarówki… I nagle wszystko się zatrzymuje.

PAWEŁEK            
– (oszołomiony) Co się stało?

Pan Wąsik wzrusza ramionami.

PAN WĄSIK            
– Nic. Rundka się skończyła.

Pan Wąsik drepce w stronę swojego domu. Pawełek, wciąż oniemiały, woła za nim.

PAWEŁEK            
– Proszę pana! Proszę pana!

Ale pan Wąsik znika już za drzwiami.

SCENA 2. Tajemnica

POKÓJ PAWEŁKA. Dzień. Na ścianie wiszą dziecięce rysunki przedstawiające roztrzaskane samochody. Chłopiec czyści kółka ciężarówki. 

PAWEŁEK            
– Mamo, jak szybko można oblecieć świat?

MAMA            
– Odrzutowcem to chyba w jeden dzień. Tylko trzeba lądować, żeby samolot nabrał paliwa.

PAWEŁEK           
– A jakby polecieć czymś zaczarowanym?

MAMA                     
– Synku, znowu zmyślasz sobie bajeczki?

PAWEŁEK           
– Niczego nie zmyślam!

MAMA            
– Jesteś już duży. Powinieneś odróżniać to, co jest prawdziwe, od zmyślonych historyjek.

PAWEŁEK            
– Odróżniam.

Mama wychodzi z pokoju. W tym momencie „ożywa” ulubiona maskotka Pawełka, ta którą woził na ciężarówce. Pawełek zwierza się jej. Zabawka słucha i kiwa głową.

PAWEŁEK          
– Niczego nie zmyślam, ty też widziałeś, prawda? To były… czary! Ale skoro mama nie wierzy, nic jej więcej nie powiem. To będzie nasza tajemnica. Wielka, wspaniała tajemnica. Nie taka: „tak, to ja stłukłem cukiernicę, ale cicho–sza”.
Och! Aż mi się unoszą włoski na karku. I serce robi: bum–bum!

Jest zachwycony. W oddali migają widoki, które widział, kiedy leciał ciężarówką.

PAWEŁEK           
– (szepce) Mam tajemnicę. Tajemnicę.

WYCIEMNIENIE.

ROZJAŚNIENIE. Pawełek patrzy przez okno. Jego maskotka zagląda mu przez ramię.

PAWEŁEK           
– Widzisz coś? Ja też nic. A może… Nie, tam też nic się nie dzieje.

Do pokoju wchodzi Mama – zabawka nieruchomieje –  przynosi lornetkę.

MAMA                      
– Proszę, tylko nie upuść.

PAWEŁEK           
– Ale wielka! Dziękuję!

Teraz Pawełek patrzy przez lornetkę.

MAMA                      
– Bawisz się w detektywa?

PAWEŁEK           
– Ja JESTEM detektywem.

MAMA                      
– Śledzisz kogoś?

PAWEŁEK            
– Tak. Ale pan Wąsik i tak nie wychodzi. I wciąż ma zamknięte okno.

MAMA           
– Kto?

PAWEŁEK           
– Ten pan z wąsami, z naprzeciwka.

MAMA            
– A! Pan Ederman. Ale on przecież jest już bardzo stary. Wychodzi z domu tylko wtedy, kiedy wybiera się do lekarza. A właśnie! Rano pytał mnie, czy moglibyśmy zaopiekować się jego kotem, kiedy będzie w szpitalu.

PAWEŁEK            
– Kotem? Jakim kotem?

MAMA            
– Tym czarnym, z długimi wąsami. Tym, co ciągle siedzi w oknie. (zastanawia się chwilkę) Siedział. Ostatnio go nie widziałam. To pewnie przez ten upał, parapet musi być bardzo nagrzany.

Dzwonek do drzwi.

MAMA                      
– Oho! To pewnie on.

Mama wychodzi z pokoju. Pawełek odkłada lornetkę i wygląda za nią przez uchylone drzwi. Wraz z nim wygląda jego maskotka.

PAWEŁEK           
– Kot? Przecież w oknie siedzi tylko pan Wąsik!

Nasłuchuje. Słychać rozmowę zza sceny.

MAMA                      
– (OFF) Słucham?

PANI LORNA           
– (OFF) Dzień dobry, jestem Lorna, pielęgniarka pana Edermana. Pan Ederman mówił, że pani…

MAMA                      
– (OFF) Tak, oczywiście. O, jaki ładny kotek. Proszę tędy.

PAWEŁEK           
– (do maskotki) Pewnie jest stary i tłusty.

Do pokoju wchodzi Pani Lorna i Mama. Zabawka zamiera. Mama niesie koszyk ze śpiącym, czarnym kotem. Kot ma biały „krawat” i chyba tylko udaje, że śpi – drga mu  powieka i wąsiki poruszają się mu niespokojnie. Pani Lorna to starsza pani w stroju pielęgniarki. Jest schludna, a włosy ma białe i puchate jak wata cukrowa. Jej obecność zawsze skutkuje sennością u pozostałych osób.

MAMA           
– To jest Pawełek, mój syn. Chętnie zajmie się kotkiem, prawda?

PAWEŁEK           
– No… dobrze.

PANI LORNA          
– Jak miło! Nie powinien sprawiać ci kłopotów, dużo śpi.

PAWEŁEK           
– A co się robi z kotem?

PANI LORNA           
– Na pewno coś wymyślisz.

MAMA            
– Może rzuć mu jakąś piłeczkę, kiedy się obudzi?

Kot wyraźnie się temu przysłuchuje, ale nadal „udaje”, że śpi.

PANI LORNA           
– Jeśli wszystko szybko załatwimy, odbiorę go przed trzecią. Do widzenia.

PAWEŁEK           
– Do widzenia.

MAMA          
– Odprowadzę panią.

Mama wychodzi z pokoju z Panią Lorną.

PAN WĄSIK            
– Piłeczkę! Rzuć mu piłeczkę!

Pawełek odwraca się. W jego pokoju siedzi pan Wąsik i poprawiał biały krawat. Jest oburzony.

PAWEŁEK            
– (zaskoczony) Dzień dobry.

Pan Wąsik patrzy na niego łaskawie.

PAN WĄSIK           
– Chociaż ty zachowujesz się przyzwoicie. Ale ile musiałem się nad tobą napracować…!

Pawełek przeciera oczy, jednak pan Wąsik nadal siedzi na jego łóżku. Wiklinowy koszyk jest pusty…

PAWEŁEK           
– Czy pan… Czy pan…

PAN WĄSIK            
– Słucham?

Pawełek nie wie jak to powiedzieć. Spogląda więc tylko wymownie na koszyk w kącie.

PAN WĄSIK            
– To doprawdy irytujące! Nie będę rozmawiał o takich niedorzecznych sprawach!

PAWEŁEK            
– Przecież nic nie powiedziałem.

PAN WĄSIK          
 
– Ale chciałeś! A to absolutny brak wychowania! (tupie) Ab–so–lut–ny! 

PAWEŁEK           
– Przepraszam.

PAN WĄSIK           
– To ja przepraszam, uniosłem się. Nie powinienem tupać. Ale nie cierpię, kiedy ludzie traktują mnie jakbym był niewidzialny! Chociaż potrafię.

Pawełek mu nie wierzy.

PAWEŁEK           
– Naprawdę? Potrafi pan być niewidzialny?

PAN WĄSIK            
– Ba! Mogę sprawić, że ty też będziesz niewidzialny. Wystarczy zaklęcie i takie tam… ruchy palcami. Albo ogonem.

PAWEŁEK            
– Tak…? To proszę pokazać…!

PAN WĄSIK           
– Raczej nie.

PAWEŁEK          
– Wiedziałem. Dorośli zawsze mówią różne rzeczy, ale to tylko takie gadanie.

PAN WĄSIK           
– No dobrze, niech ci będzie, sam się przekonaj.

Dyg–dygi–dyg!
Dyg–dygi–dyg!
I znikam ja!
I znikasz ty!
Dyg–dygi–dyg!
Dyg–dygi–dyg!
I znikasz już!
I znikasz w mig!

Zrobione. Teraz tylko patrz uważnie.

PAWEŁEK                
– O–oo–rajuniu! Gdzie moje stopy?

PAN WĄSIK           
– Psyt! Od tej chwili nie możesz już hałasować. Niewidzialność wymaga CISZY.

Chłopiec i Pan Wąsik znikają po kawałeczku. W powietrzu rozpływają się kolejno stopy, kolana, aż wreszcie w pokoju nie ma nikogo. Pana Wąsika również. Słychać tylko ściszone głosy postaci i widać potrącane przedmioty…

GŁOS PAWEŁKA            
– (szepce) Proszę pana…! Nie widzę swoich nóg…! Auć…! Potknąłem się…!

GŁOS PANA WĄSIKA            
– (szepce) Ciii… Jeśli będziesz głośno, przestaniesz być niewidzialny…! Uważaj… A jak będziesz szedł, suń… Suń!

Porusza się o dywan.

GŁOS PANA WĄSIKA            
– Suń!

GŁOS PAWEŁKA            
– Sunę, sunę.

GŁOS PANA WĄSIKA            
– Ale nie tak głośno! Jeśli będziesz hałasował…

GŁOS PAWEŁKA            
– Tak, wiem, z powrotem będzie mnie widać.

GŁOS PANA WĄSIKA            
– Mądry chłopiec.

Słychać SZURANIE. Drzwi pokoju otwierają się poskrzypując.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Na co czekasz? Spacer! Idziemy na spacer!

GŁOS PAWEŁKA           
– Chyba powinienem najpierw spytać mamę…

GŁOS PANA WĄSIKA            
– Jesteś niewidzialny! (chichoce) A niewidzialnych nie obejmują żadne zakazy!

GŁOS PAWEŁKA            
– Tylko nie wolno hałasować.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Brawo.

Chwilę potem zamykają się drzwi i milkną kroki.

SCENA 3. Niewidzialni

PODWÓRKO jak w scenie 1. Buja się huśtawka, unosi się kurz z piaskownicy, potem uginają się gałęzie drzewa, jakby ktoś się na nie wspinał.

PIOSENKA O NIEWIDZIALNOŚCI

Niewidzialny wszystko może
Niewidzialnym fajnie być
Można skakać i rozrabiać
I nie widzi tego nikt
Niewidzialny wszystko może
Tylko cicho, cicho–sza
Każdy zwierz i każdy człowiek
Czasem by tak znikł.

Słychać ściszone głosy Pana Wąsika i  Pawełka.

GŁOS PAWEŁKA           
– Nigdy nie wchodziłem na drzewo.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Dlaczego?

GŁOS PAWEŁKA           
– Mama.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Ja wchodzę bez przerwy. Widziałeś jakieś gniazdo? Tam zawsze jest coś pysznego.

Ugina się gałąź. Widać na niej malutkie gniazdko, w którym są pisklaki. Unosi się z niego piórko.

GŁOS PAWEŁKA           
– Tutaj. Są trzy pisklaczki.

GŁOS PANA WĄSIKA            
– No, częstuj się. (słychać łakome mlaśnięcie) Są świeże i chrupiące. 

GŁOS PAWEŁKA           
– Nie, dziękuję.

GŁOS PANA WĄSIKA            
– Trudno, zmarnują się. (z żalem) Ja się odchudzam. Lekarz zalecił mi dietę. Ponoć za dużo ważę.

Sądząc po poruszeniach gałęzi, schodzą z drzewa.

W piaskownicy Martynka, rówieśnica Pawełka, robi tymczasem babkę z piasku. Dziewczynka z przejęciem ozdabia ją kamykami i patyczkami. Pawełek wzdycha.

GŁOS PAWEŁKA           
– Fajna babka.

Piórko leci w stronę kopczyka i zwieńcza budowlę. Dziewczynka jest zachwycona.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Czemu nigdy się z nią nie bawisz?

GŁOS PAWEŁKA           
– Ja z nikim się nie bawię. Zwłaszcza z  dziewczynami. O nie, tylko nie on!

W głębi podwórka pojawia się szczerbaty chłopak. Patrzy na dziewczynkę.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Kto?

GŁOS PAWEŁKA           
– Patryk.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Ten szczerbaty?

GŁOS PAWEŁKA           
– Ciii…

Patryk ociera rękawem nos, rozgląda się po oknach – są zamknięte, nikt nie wygląda –  i wskakuje do piaskownicy prosto na dzieło Martynki.

Martynka jest zrozpaczona. Pochlipując zbiera zabawki. 

MARTYNKA            
– Jesteś wstrętny!

PATRYK                               
– Nikt cię tu nie prosił! Wynocha z mojego podwórka!

Patryk rzuca w dziewczynkę foremką od babek z piasku. Martynka łapie się za trafioną część ciała i jęczy z bólu.

PATRYK                               
– (krzyczy) Ryyycz…! No, ryyycz…!

Martynka zalewa się łzami. Łapie zabiera swoje zabawki i wybiega z podwórka.

GŁOS PANA WĄSIKA            
– Coś podobnego! A wydawał się taki grzeczny!

GŁOS PAWEŁKA           
– Zawsze tak robi, kiedy nikt starszy nie widzi.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Skandal! Oburzające! Musisz dać mu nauczkę.

GŁOS PAWEŁKA           
– Ja?

GŁOS PANA WĄSIKA
– A kto? Pewnie, że ty. Od czego jesteś niewidzialny?

GŁOS PAWEŁKA           
– (przestraszony) Ale Patryk jest DUŻY…! Większy ode mnie… Nie, nie mogę.

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Jak uważasz, ale to jedyna okazja.

Dziewczynka wraca na chwilę po ostatnia foremkę. Patryk śmieje się z niej. Ilekroć na niego spojrzy, przedrzeźnia ją łapiąc się za głowę i jęcząc z udanego bólu.

PATRYK                               
– Beksa! Beksa–lala!

GŁOS PAWEŁKA           
– (cicho) Dosyć tego!

Kurzowe ślady zbliżają się do Patryka. Wtem coś go szturcha. Patryk rozgląda się.

GŁOS PAWEŁKA           
– Nikt się z tobą nie bawi… i nikt cię nie lubi, bo wszystkim dokuczasz. Zmień się.

Patryk zastyga bez ruchu. Przerażony odwraca głowę we wszystkie strony, ale nikogo na placu zabaw nie widzi…

GŁOS PANA WĄSIKA            
– Bo jeśli nie, to pożałujesz!

Coś tarmosi chłopca za ucho.

PATRYK                               
– Auć! Auć! Ale ja już będę grzeczny, będę grzeczny!

GŁOS PANA WĄSIKA           
– Będziemy cię obserwować. Cały czas.

PATRYK                               
– Poprawię się! Przyrzekam!

GŁOS PAWEŁKA           
– No to mamy umowę.

Patryk kiwa głową na zgodę i szybkim krokiem opuszcza podwórko. Jest przerażony, trze obolałe ucho.

GŁOS PANA WĄSIKA            
– Myślisz, że się zmieni?

GŁOS PAWEŁKA           
– Nie wiem. Ale może chociaż spróbuje być lepszy.

Idą w stroną domu Pawełka, co widać po kurzu.

 

SCENA 4. Straszydła

POKÓJ PAWEŁKA jak w scenie2. NOC.

Ciemność jest pełna drżących cieni. To czające się Straszydła. Kołyszą się z wiatrem, przemykają za zasłonką, trzaskają uchylonym oknem i szurają. Przerażony Pawełek chowa się pod kołdrę, przyciska do piersi maskotkę.

PAWEŁEK           
– (do maskotki) Straszydła są wszędzie. Tylko czekają, żebym wysunął nogę. A wtedy HAPS! I nogi nie ma.

STRASZYDŁA siadają na brzegu łóżka. Chłopiec dygoce ze strachu.

PAWEŁEK           
– Ale gorąco. Uff! Piżama przykleja się mi do pleców…

Wchodzi Mama – Straszydła czmychają. Pawełek zamiera pod swym przykryciem przerażony.

MAMA                      
– Pawełku…

PAWEŁEK           
– (do maskotki) Straszne! I do tego mówią głosem mamy!

MAMA                      
– Jeśli chcesz, zapalę ci lampkę…

PAWEŁEK            
– Chcę…

Miękkie światło rozświetla pokoik.

MAMA                      
– Wyjrzysz do mnie?

Pawełek zastanawia się chwilę.

PAWEŁEK          
– (do maskotki) Straszydła nie zapaliłyby światła. Wychodzimy.

Wolno wysuwa się spod przykrycia. Mama uśmiecha się, głaszcze go po włosach.

MAMA                     
– A może posiedzę tu z tobą? Poczytam ci, albo opowiem bajkę?

PAWEŁEK          
– Tak!

MAMA                      
– Co powiesz na…

Mama przegląda książki, ale w tym momencie dzwoni telefon. Pawełek jęczy zawiedziony.

MAMA                      
– Przepraszam, MUSZĘ. Może to ze szpitala?

Mama wychodzi. Pawełek zwiesza głowę.

PAWEŁEK            
– No tak. I to by było na tyle… Nie wróci już. Nigdy nie wraca.

GŁOS WĄSIKA            
– A właściwie to czego się boisz?

Pawełek sztywnieje ze strachu.

PAN WĄSIK            
– Bez przesady, to tylko ja.

Na parapecie siedzi kot. Jest czarny, tylko na piersi miał biały pas futra, zupełnie jakby nosił krawat.

PAWEŁEK            
– Pan Wąsik…?

Kot zeskakuje z parapetu do wnętrza.

PAN WĄSIK            
– A któżby inny?

PAWEŁEK            
– Dlaczego…

PAN WĄSIK           
– Dlaczego tak wyglądam? (Kot przeciąga się i pręży ogon.) Tylko w takiej postaci mogę polować. A skoro mowa o polowaniu, to gdzieś tu jest moja kolacja…!

Pawełek rozgląda się nerwowo.

PAWEŁEK            
– To tu są myszy?

PAN WĄSIK            
– (prycha) Chyba nie sądzisz, że jadam takie rzeczy?

PAWEŁEK           
– To na co pan poluje?

PAN WĄSIK           
– Na Straszydła, ma się rozumieć.

Kot nagle skrada się i zamiera przyczajony. Jego wąsy prężą się, oczy wpatrują w jakiś kąt.

Czai się tam coś szarego… Kocur wykonuje jeden długi skok i łapie to „coś” pazurami. Pawełek wydaje z siebie okrzyk zachwytu.

PAWEŁEK            
– Aa–ach!

Kot połyka zdobycz z wyrazem błogości na pyszczku.

PAN WĄSIK            
– Cudowne. I takie tłuściutkie.

PAWEŁEK            
– Co to było?

PAN WĄSIK           
– No… Straszydło.

Chłopiec przysuwa się do niego.

PAWEŁEK            
– Ale… dokładnie? Jak wyglądało?

PAN WĄSIK            
– Trudno powiedzieć. Straszydło wygląda tak, jak je sobie wyobraża ten, co je widzi. Ja najczęściej widzę wróble.

PAWEŁEK            
– Ja nie.

PAN WĄSIK            
– O, domyślam się. To Straszydło było strasznie spasione, co znaczy, że dobrze sobie podjadło.

Pawełek jest zdenerwowany i przestraszony.

PAWEŁEK            
– A co jedzą Straszydła?

PAN WĄSIK           
– Straszydła żywią się lękiem. A ty myślałeś, że czym?

Pawełek oddycha z ulgą.

PAWEŁEK           
– Zawsze bałem się, że mnie połkną… albo że pożrą mi nogę… albo…

PAN WĄSIK            
– Głupstwa…! Od lat je zjadam i jeszcze żadne nie miało nic takiego w brzuchu.

Pan Wąsik w postaci kota wskakuje z powrotem na parapet.

PAN WĄSIK           
– Dam ci radę. Jeśli jeszcze jakieś do ciebie się zakradnie, to wyobraź sobie, że to… Czego się nie boisz?

PAWEŁEK           
– Gumki do ścierania?

PAN WĄSIK           
– (chichoce) Świetnie! Bardzo stara i starta gumka!

PAWEŁEK           
– Gumka… (śmieje się)

PAN WĄSIK           
– Ciao!

Pan Wąsik znika za oknem. Pawełek, spokojny, kładzie się do łóżka i sam gasi światło. Kiedy pojawia się w dali jakiś cień, chichoce.

PAWEŁEK          
– Stara gumka…!

Cień znika.

 

SCENA 5. Przyciąganie i odpychanie

KĄPIELISKO. W wodzie pluskają się zgodnie Martynka i Patryk. Pawełek stoi oparty o pień drzewa i ich obserwuje. Widać, że dzieci chętnie zaprosiłyby chłopca do wspólnej zabawy, ale Pawełek unika ich spojrzeń. Wie, że nie odważy się przyłączyć.

Mama drzemie w półcieniu na leżaku z twarzą przykrytą kapeluszem. 

PAN WĄSIK            
– Psyt…!

Pawełek rozgląda się, lecz nikogo nie widzi.

PAN WĄSIK            
– Młody człowieku! Wypadałoby się przywitać!

PAWEŁEK            
– Pan Wąsik?

PAN WĄSIK            
– A któżby inny?

PAWEŁEK            
– Czy jest pan… niewidzialny?

Pan Wąsik prycha rozbawiony. Siedzi w głębokim cieniu, na składanym krzesełku, pije przez słomkę jakiś napój z wysokiej szklanki i bez przerwy wachluje się gazetą. Jest w ciemnych okularach i słomkowym kapeluszu. Na sobie ma śmieszny strój kąpielowy, taki, jak na starych filmach: cały czarny, z nogawkami i na szelkach.

PAN WĄSIK           
– Tutaj!

PAWEŁEK          
– O! Nie poznałem. Dzień dobry.

PAN WĄSIK            
– Nie wiem, czy taki dobry. Okropny skwar. Po prostu musiałem zdjąć futro.

PAWEŁEK           
– Wiadomo. Futro? W taki upał? Musiał się pan strasznie męczyć.

PAN WĄSIK          
– To prawda. Zapraszam na leżaczek.

Pan Wąsik wachluje się – wyraźnie wciąż mu za gorąco –  i wskazuje na wolny leżak obok. Pawełek zajmuje go.

PAWEŁEK           
– Dziękuję. A może wskoczy pan do wody? Jest bardzo zimna.

PAN WĄSIK            
– Woda? Brrr! Moja kocia natura mówi zdecydowane NIE.

PAWEŁEK           
– To co pan tu robi?

PAN WĄSIK           
– Nad jeziorem zawsze jest chłodniej. I przyjemniej.

Pawełek kiwa ze zrozumieniem głową. Teraz obaj patrzą na chlapiące się dzieci. Ich śmiechy i nawoływania dobiegają do nich jakby z oddali. Ziewają równo, jak na komendę. Od gorąca stają się coraz bardziej rozleniwieni.

LENIWA PIOSENKA

To taka słodka chwila
Rozpływam lekko się
Jak lody waniliowe w upał
Rozpływam się.

Nade mną błękit nieba
Wietrzyk owiewa mnie
Niczego mi nie trzeba
Prawie śpię.

Wyciągam dłoń ku górze
Czy chmury można jeść?
To chyba wata jest cukrowa
A może nie?

Nade mną błękit nieba
Wietrzyk owiewa mnie
Niczego mi nie trzeba
Prawie śpię.

Rozmawiają wolno, od niechcenia. Poziewują, wachlują się.

PAN WĄSIK          
– Strasznie gorąco. Najbardziej w upale… najbardziej… nie lubię tego, że jest tak nudno.

PAWEŁEK           
– Aha. Nic się nie chce.

Dzieci piszczą z uciechy.

PAN WĄSIK            
– Jest tylko jeden sposób, by się rozerwać… Można przyzywać do siebie różne rzeczy.

PAWEŁEK           
– Jak to „przyzywać”?

PAN WĄSIK            
– Nie wiesz? Nigdy się w to nie bawiłeś?

Pawełek kręci przecząco głową. Pan Wąsik odkłada na chwilę gazetę.

PAN WĄSIK            
– No to musisz spróbować!

Pstryka palcami i w tym momencie w kierunku chłopca leci kolorowa piłka. Pawełek łapie ją odruchowo. To piłka Martynki. Dziewczynka stoi w wodzie i podskakuje wesoło.

MARTYNKA           
– Rzuć mi! Rzuć! Na co czekasz?

Pawełek, zawstydzony, rzuca piłkę przed siebie, nawet nie patrząc dokąd leci. Piłka z pluskiem wpada do wody ochlapując wszystkich wokół i… ponownie sama wskakuje chłopcu  prosto w ręce.

PAWEŁEK            
– (zdziwiony) Jak…?

MARTYNKA           
– Hej! Rzucisz?

Tym razem Pawełek wchodzi do wody i rzuca jak należy. Dziewczynka uśmiecha się do niego zachęcająco.

MARTYNKA           
– Pobawimy się?

Ale Pawełek kręci przecząco głową, za bardzo się wstydzi. Wtedy nadmuchiwana zabawka Patryka wyskakuje spod niego i leci w stronę Pawełka. Pawełek chwieje się i wpada do jeziora wzbijając wysoką fontannę.

Dzieci śmieją się. Pawełek wstaje ścierając wodę z twarzy i śmieje się razem z nimi. Rusza do wspólnej zabawy. Pan Wąsik i jego leżaki znikają.

Wreszcie Patryk macha im na pożegnanie i biegnie ze swoją zabawką poza scenę. Pawełek wychodzi na brzeg z Martynką.

PAWEŁEK           
– Nie wiedziałem, że Patryk jest taki fajny.

MARTYNKA           
– Zmienił się.

PAWEŁEK            
– Z kim przyszłaś? Bo ja z mamą. Jest tam, na leżaku.

MARTYNKA           
– A ja – z tatusiem. Poszedł po lody. Waniliowe. Bo ja najbardziej lubię waniliowe.

PAWEŁEK           
– To tak jak ja!

MARTYNKA           
– A gdzie twój tata? Dawno go nie widziałam.

PAWEŁEK            
– Nie rozmawiam o tacie. Nigdy.

Pawełek zostawia Martynkę i biegnie na koc koło Mamy. Chwilę potem wybucha płaczem.

MAMA                      
– Pawełku, co się stało?

PAWEŁEK           
– Nic.

MAMA                      
– Dokuczył ci ktoś?

Pawełek kręci tylko głową. Mam przytula go, próbuje uspokoić. Jest zmartwiona i  bezradna.

 

SCENA 6. Śpiący królewicz

SZPITAL. Korytarzem idą Pawełek i jego Mama. Mama niesie cięte kwiaty.

MAMA                      
– A może, synku, chciałbyś mieć jakieś zwierzątko?

PAWEŁEK            
– Jakie zwierzątko?

MAMA                      
– No nie wiem. Może kotka? Widziałam, że lubisz kotki.

PAWEŁEK            
– Nie chcę mieć „jakiegoś kotka”.

MAMA                      
– Na pewno?

PAWEŁEK            
– Na pewno. Dlaczego pytasz?

MAMA            
– Chciałabym, żebyś więcej się uśmiechał. Żebyś był szczęśliwy.

Pawełek spuszcza głowę. Wchodzą do pokoju ze szpitalnym łóżkiem.

 

SZPITALNA SALA. W olśniewająco białej sali, pod białym prześcieradłem, leży bielutki Tata. Jest nieruchomy, ciężko oddycha. Czasem otwiera oczy, ale i tak nikogo nie widzi.

Pawełek staje pod ścianą, daleko od łóżka. Mama wkłada kwiaty do wazonu, a potem siada na krzesełku obok chorego.

PAWEŁEK           
– Po co tu przychodzimy? Przecież tata i tak śpi.

MAMA                      
– Kiedyś się obudzi.

PAWEŁEK           
– Akurat! Śpi już od jesieni!!! Od… od…

MAMA                      
– Od wypadku. Chcesz o tym porozmawiać?

Pawełek zasłania uszy dłońmi.

MAMA          
– Zobacz, wygląda coraz lepiej. Jest prawie zdrowy.

PAWEŁEK            
– Wygląda jak śmierć! Chodźmy już.

Mama nie rusza się od łóżka. Gładzi dłoń Taty i szepcze mu w ucho.

MAMA           
– Kochanie, Pawełek wcale tak nie myśli. To dobry i mądry chłopiec. Jestem z niego dumna. Zna się na zegarku, umie już liczyć i zna drukowane litery… Niedługo pójdzie do zerówki.

Tata leży obojętnie. Pawełek przyciska dłonie do uszu.

MAMA           
– Pawełku, kupisz mi coś do picia?

Podaje synkowi monetę. Pawełek wychodzi na korytarz.

 

KORYTARZ. Pawełek wpada na Panią Lornę.

PANI LORNA           
– Co za spotkanie! Co tu robisz? Odwiedzasz kogoś?

PAWEŁEK            
– (niechętnie) Tatę.

Spogląda w kierunku salki, na której leży tata. Nagle ogarnia go senność. Pani Lorna kiwa smutno głową.

PANI LORNA           
– To on…?

PAWEŁEK           
– Tak.

PANI ORNA           
– Można zwariować, prawda?

PAWEŁEK            
– (chłodno) Myślałem, że pani opiekuje się tylko panem Edermanem.

PANI LORNA          
– Nie tylko. Pomagam wszystkim, którzy mnie potrzebują.

Pani Lorna uśmiecha się i odchodzi. Porusza się bardzo cicho. Pawełek ziewa.

 

SCENA 7.  Pan Ederman

PODWÓRKO. Dzień. Pawełek staje pod oknem Pana Wąsika i woła:

PAWEŁEK           
– Halo! Proszę pana!

Za oknem coś szura, a po chwili zza firanki wychyla się pomarszczona, zmęczona życiem twarz. Staruszek ma chyba ze sto lat i siwiuteńkie wąsy sięgające brody.

PAN EDERMAN          
– Wolałeś mnie? Czy to aparat robi mi psikusy?

Staruszek kręci czymś przy uchu. Pawełek spuszcza zawstydzony głowę.

PAN EDERMAN           
– Odwagi, chłopczyku, ja nie gryzę. Mam za mało zębów.

Staruszek śmieje się. Pawełek patrzy na niego ośmielony.

PAWEŁEK            
– Pan… Ederman?

PAN EDERMAN           
– We własnej osobie. Słucham, jaką masz sprawę?

PAWEŁEK           
– Chciałem tylko spytać o kota.

PAN EDERMAN           
– Pana Wąsika?

PAWEŁEK           
– Pan też go tak nazywa?

PAN EDERMAN           
– O, tak. Jest bardzo zasadniczy. Nie lubi, kiedy mówię do niego „kiciusiu”. Obraża się. Przyznam ci się, że dzisiaj – niechcący – tak do niego powiedziałem i po prostu jakby rozpłynął się w powietrzu. Nigdzie go nie ma.

PAWEŁEK           
– Och…

PAN EDERMAN           
– Ale wróci. On lubi chodzić swoimi drogami. Przekazać mu coś?

PAWEŁEK           
– Tylko… że pytałem o niego.

PAN EDERMAN           
– To znaczy kto?

PAWEŁEK            
– Jestem Pawełek. Mieszkam z mamą w mieszkaniu na przeciwko.

PAN EDERMAN           
– No tak! To ty się nim opiekowałeś… Dziękuję.
(uśmiecha się ciepło) Przekażę mu na pewno.

PAWEŁEK            
– To… do widzenia.

PAN EDEMRAN           
– Do widzenia.

Pan Ederman zamyka okno.

 

SCENA 8.  Pani Lorna

POKÓJ PAWEŁKA. Wieczór. Pawełek jest w piżamie i rysuje. Właśnie kończy swoje dzieło i wiesza je obok innych na ścianie. To kolejny obrazek przedstawiający roztrzaskany samochód i mnóstwo czerwonych plam. Rysunek ma dziury od silnego naciskania kredką na papier.

Chłopiec patrzy na rysunek. Jest smutny, jego maskotka głaszcze go po twarzy.

PAWEŁEK           
– (do maskotki) Tak mi smutno. I nie pomaga mi już nawet czekolada. Ani trochę.

Wtem za oknem błyskają w mroku oczy… Pawełek odsłania firankę. Niemal do jego parapetu zwiesza się gałąź drzewa. Siedzi tam czarny kot z pasem białego futra pod brodą.

PAWEŁEK            
– (szepce) Pan Wąsik?

Kocur z gracją skacze na parapet.

PAN WĄSIK            
– A któżby inny? Ponoć o mnie pytałeś.

PAWEŁEK            
– Tak. Chciałem… (nagle milknie)

PAN WĄSIK            
– Chciałeś pogadać?

PAWEŁEK            
– Tak.

PAN WĄSIK           
– Słyszałem, że byłeś dziś w szpitalu.

PAWEŁEK            
– Skąd pan wie?

PAN WĄSIK           
– Od pani Lorny. Mówiła mi o twoim tacie.

Chłopiec spuszcza głowę.

PAWEŁEK           
– Nie rozmawiam o tacie. Nigdy.

PAN WĄSIK           
– A może chciałbyś porozmawiać Z TATĄ?

Pawełek krzywi się.

PAWEŁEK            
– Z tatą nie można porozmawiać. Śpi. Mama wciąż do niego mówi, a on nic. Tylko czasem mruga.

PAN WĄSIK            
– No ale od czego jest pani Lorna?

Kot szczerzy ostre zęby w uśmiechu i strzyże wąsikami – w górę i w dół, w górę i w dół… Potem mieli ogonem, wysuwa różowy języczek i cichutko fuka… I znowu.

PAWEŁEK          
– (cicho do maskotki) Pan Wąsik chyba zbzikował. Całkiem zbzikował! (maskotka mu coś szepce) Jak to coś śpiewa?

Chłopiec wytęża słuch.

KOCIA MRUCZANKA

Raz – dwa – trzy
Maszerują sny
Czte–ry    pięć
Spać mam chęć
Sześć i sie–dem
Co się stanie nie wiem
Trzy – dwa – osiem
Przybądź bo cię proszę…!

Pan Wąsik muska zadowolony wąsiki.

PAN WĄSIK            
– Zaraz tu będzie.

PAWEŁEK           
– Kto?

PAN WĄSIK          
– Pani Lorna oczywiście.

PAWEŁEK           
– (zaniepokojony) Nie wiem, czy to dobry pomysł. Mama na pewno się zdziwi, po co w nocy przychodzi do nas pielęgniarka pana Edermana.

Pan Wąsik prycha.

PAN WĄSIK           
– Odrobinę zaufania, młody człowieku.

Przez okno wlatuje sowa. Jest duża i biała. Siada na szafie, trzepoce piórami i łypie na chłopca wielkimi oczami. Pawełek wskakuje na łóżko i zamiera bez ruchu ze wzrokiem utkwionym w niespodziewanego gościa. Sowa odwraca głowę i znowu łypie.

PAN WĄSIK            
– No to was zostawię. Ja muszę sobie coś złowić na kolację.

Kocur zmyka przez okno.

Pawełek patrzy na sowę, a sowa patrzy na Pawełka. Jest taka puchata… a noc coraz głębsza… Ciemność migoce, otula ich senna muzyka. Sowa pohukuje.

PAWEŁEK            
– (szepce) Dobry wieczór…

I zapada w sen.

 

SCENA 9. Sen

ŚWIETLISTY PARK. Sen jest ciepły, kolorowy i przyjemny. Pawełek idzie alejką w parku, wkoło rosną kwiaty i drzewa o barwnych, jesiennych liściach.

PIOSENKA O ŚNIE

Dzień odpływa w otchłań snu
Jeszcze ziewa, dobrze mu.

Tak błogo, tak sennie
Deszczowo jesiennie
Poziewuje dzień
Poziewuje dzień.

Leciuteńko wpada w puch
Różowiutkich od snu chmur

Przeciąga się słodko
Jak gdyby był kotką
Jakby kotką był
Jakby kotką był.

Obok chłopca pojawia się Pani Lorna. Prowadzi go za rękę. Jest w ludzkiej postaci, uśmiecha się i nie jest już siwa – w ogóle wydaje się być młodsza i ładniejsza.  Porusza się cicho, tak samo, jak w szpitalu.

PAWEŁEK            
– Czy to sen?

PANI LORNA           
– Tak, ale nie taki zwykły sen.

PAWEŁEK            
– Nie? A dlaczego?

PANI LORNA          
– Bo wiesz, że śnisz. A w takim śnie można wszystko.

Pawełek zatrzymuje się.

PAWEŁEK            
– Mógłbym porozmawiać z tatą …?

PANI LORNA           
– Jeśli chcesz. 

 

ŚWIETLISTY POKÓJ. Chłopiec i Pani Lorna znajdują się w pokoju Pawełka. Pomieszczenie rozświetlone jest kolorowymi błyskami. Na bujanym fotelu siedzi z książką w ręce Tata i czyta.

PAWEŁEK            
– Tatuś?

Tata macha na niego ręką.

PAWEŁEK           
– Zawsze tak robi, kiedy czyta coś ciekawego…

Pawełek ciągnie go za rękaw, próbuje zwrócić na siebie uwagę. Ale Tata tylko odsuwa go delikatnie, nawet na niego nie patrząc. Zrozpaczony Pawełek spogląda na panią Lornę.

PAWEŁEK           
– Nie widzi mnie.

PANI LORNA           
– Próbuj dalej.

PAWEŁEK            
– Nie wiem, co robić…!

PANI LORNA           
– (zmartwiona) Twój tata jest już zdrowy, ale spał tak długo… Chyba nie pamięta, jak się obudzić.

Pawełek nic z tego nie rozumie. Jest w rozpaczy.

PAWEŁEK            
– Chcę tylko z nim porozmawiać…! Dlaczego mnie nie widzi? Dlaczego?! A może już mnie nie kocha…?

Płacze. Nagle robi się ciemno. Grzmi. Dom trzęsie się w posadach, a z sufitu sypie się kurz. Mężczyzna na fotelu wolno unosi znad książki głowę i patrzy na stojące przed nim dziecko. Marszczy czoło.

TATA            
– Pawełek?

Chłopiec w jednej chwili jest na jego kolanach, ściska go i całuje. Tata śmieje się.

TATA 
– Bez przesady. Zachowujesz się, jakbyś nie widział mnie od roku!

PAWEŁEK            
– Tatusiu, wróć! Obudź się! Proszę, proszę!

Chłopiec szlocha bijąc go pięściami w pierś.

PAWEŁEK          
– Tak za tobą tęsknimy! I ja, i mamusia, i babcia! Obudź się…!

Jaśnieje. Pokój znów jest w świetlistej, barwnej poświacie. Tata przyciska Pawełka do piersi.

 

SCENA 10. I po śnie

POKÓJ PAWEŁKA. Noc. Sowa trzepoce skrzydłami. Pawełek śpi i uśmiecha się przez sen. Na parapecie siedzi Pan Wąsik w ludzkiej postaci. Jest w czarnym szlafroku i białym szaliczku.

PAN WĄSIK            
– Chyba mam alergię.

Pan Wąsik ociera oczy chusteczką. Sowa huka cichutko w odpowiedzi.

PAN WĄSIK            
– Jak mówię, że to alergia, to alergia. (z wyrzutem) Na pierze.

Starannie składa chusteczkę i chowa ją do kieszeni szlafroka. Sowa pohukuje.

PAN WĄSIK           
– Oczywiście, że pożegnam go od nas. Tego wymaga dobre wychowanie.

Sowa rozkłada swe pierzaste skrzydła i odlatuje w ciemność. Pawełek jest „zawieszony” między jawą a snem. Nie mówi, ale pomrukuje przez sen półprzytomnie, z zamkniętymi oczami.

PAN WĄSIK           
– Pawełku, czas się rozstać.

Pawełek mamrocze, jakby protestował.

PAN WĄSIK           
– Masz przyjaciół, mamę i tatę. Nie jestem ci już potrzebny. Wkrótce zapomnisz o mnie i o Pani Lornie.

Pawełek mruczy przez sen, jakby tego nie chciał.

PAN WĄSIK           
– Jeśli bardzo tego zapragniesz… będziesz pamiętać. Tyci… Troszeczkę.

Pan Wąsik zmienia się w czarnego kocura i ostatni raz spogląda na śpiącego malca. Pawełek oddycha spokojnie i miarowo.

PAN WĄSIK            
– Będę za tobą tęsknił.

Kocur skacze na gałąź za oknem i znika w ciemności.

 

SCENA 11. Powitanie

SZPITALNA SALA. W olśniewająco białej sali, pod białym przykryciem, siedzi bielutki Tata. Jest osłabiony przez chorobę. Pani Lorna poprawia mu poduszkę, wygładza pościel.

TATA
– Naprawdę spałem tak długo?

PANI LORNA           
– To się zdarza. Wiem coś o tym. (śmieje się) Ma pan wspaniałą rodzinę. Przychodzili tu prawie codziennie, bardzo pana kochają.

TATA 
– Kiedy będą? Nie mogę się doczekać.

PANI LORNA           
– Lada chwila.

Pani Lorna wychodzi. Tata przygładza włosy, zerka niespokojnie na zegar. Wreszcie wchodzą Pawełek i jego Mama. Są podekscytowani i promienieją ze szczęścia. Patrzą na siebie z napięciem. Tata uśmiecha się. Mama popycha lekko syna w stronę chorego.

MAMA                      
– No, idź, uściskaj go.

Chłopiec stoi w progu. Tata unosi nieco dłoń –  jest bardzo słaby –  i wtedy chłopiec rzuca się mu na szyję. Mama obejmuje ich oboje.

PAWEŁEK           
– Tatusiu… śniło mi się, że byliśmy razem, w naszym domu. Powiedziałem ci, że bardzo za tobą tęsknimy. I się obudziłeś. I teraz boję się, że to tylko sen.

TATA 
– To prawda, synku, najprawdziwsza prawda.


Koniec fragmentu ______________________________________________________

CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ


POWRÓT DO
STRONY SZTUKI DLA DZIECI