GNOMY

antybaśń

a

Izabela Degórska


WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
© pod opieką  ADiT
wystawienie sztuki wymaga uzyskania licencji
agencja@adit.art.pl

Dostęp do bezpłatnego eksploatowania tekstu został wycofany.



Występują:

Jazgot
Wytrzeszcz
Żółw
Narrator / Bazyliszek
Kursantka
Kursant
Wróżka
Królewna
Smok

 

SCENA 1.

Nasze bagienko, to nasze bagienko i nic go nie zastąpi.

Urocza jaskinia nieopodal bagienka. Dwa młode gnomy budzą się, wyłażą z dziwnych miejsc w ogóle nie kojarzących się z łóżkiem i prezentują cały zestaw absolutnie niepedagogicznych zachowań stanowiących parodię porannej toalety. To moment, w którym tradycjonaliści powinni przestać czytać ten scenariusz.

Narrator
Na moczarach nieopodal Gór Sowich żyli sobie dwaj bracia: Jazgot i Wytrzeszcz. Ich domem była zaciszna jaskinia pełna bladych pająków i zwinnych jaszczurek. Po ścianach ciekła tam woda, ze sklepienia zwisały skalne sople, a podłogę okrywał wilgotny dywan szlamu. Pewnie nie każdemu takie miejsce przypadłoby do gustu, ale oni po prostu je uwielbiali. Może dlatego że byli gnomami? Tak, na pewno dlatego.

Do ulubionych zajęć braci należało:

ziewanie,

drapanie się po pupie i pod pachą oraz

dłubanie w nosie.

Nie myślcie jednak, że byli leniwi. O, nie!

Codziennie rano szli do pobliskiego bajorka i łowili tam pijawki, w południe wybierali się na muchomory, tłuste liszki oraz kleszcze, a wieczorem kąpali w szlamie i puszczali bąbelki. To było wspaniałe życie!

Pewnego jednak razu, po potężnej burzy z wichurą i piorunami, stało się coś dziwnego.

Jazgot i Wytrzeszcz z przerażeniem odkrywają zmiany.

WYtrzeszcz  
Sucho! I tu też sucho!

Jazgot         
Obrzydliwie sucho. Od tej suchości dostanę suchot.

Wytrzeszcz  
I kaszlu.

Obaj kaszlą.

Wytrzeszcz
W ogóle nie cieknie mi z nosa… Skąd ja sobie teraz gilusie wygrzebię?

Jazgot
Moje smarkuleczki kochane! Tak się cudnie kulały! A teraz nic już sobie nie ukulam… Oj niedobrze, niedobrze.

Wytrzeszcz
A BŁOTO?! Skąd weźmiemy błoto?!

Jazgot
(chlipie) Nie będzie taplania w błotku… Oj, biedni, my, biedni! Wyschniemy tu na wiór.

Wytrzeszcz wygląda z jaskini.

Wytrzeszcz
A gdzie rzeczka?

Jazgot
Nasza rzeczka! Biedna rzeczka! Całkiem wyschła! Nie ma nawet strumyczka! Ojejej!

WYtrzeszcz
Ale jak to tak – wyschła? Sama z siebie? A niech mnie czapla dziobnie! Zobacz!

Oglądają powalone drzewa, które tworzą zaporę. Próbują je przesunąć, ale bezskutecznie.

Jazgot
Zatrzymuje całą wodę. To dlatego marnieje nasze bagienko!

Z bagienka umykają komary, jaszczurki i żaby. Więdną tataraki. Gnomy spoglądają po sobie i uderzają w płacz.

Jazgot
Wszyscy stąd uciekają! Nawet ślimaczki.

Gramoli się ostatnia żaba i znika w oddali. Bagienko jest puste i suche.

Wytrzeszcz
I co teraz z nami?

Jazgot
Powiem ci braciszku tak: Nasze bagienko, to nasze bagienko i nic go nie zastąpi. To tu były zawsze najlepsze ślimaki, włochate pajączki i soczyste kleszcze. Tutaj wybiłem sobie ząb. Tutaj złamałeś ogon.

Wytrzeszcz urywa uschniętą, pożółkłą gałązkę. Sypie się z niej pył.

Jazgot
Tak, wiem, jest sucho i nic nie możemy na to poradzić. Dlatego musi zrobić to ktoś za nas.

Wytrzeszcz
Tylko kto?

Jazgot
No właśnie, kto potrafi naprawić bagienko?

Wracają do jaskini. Z namysłem dłubią w nosach.

Wytrzeszcz
Może wiedźma? Zna różne czary-mary.

Jazgot
A może niedźwiedź? Jest silny.

Wytrzeszcz
Troll!

Wywracają kieszenie – są puste.

Jazgot
Nieważne kto, byle zrobił to za darmo.

Rechocą zadowoleni. A potem patrzą ze smutkiem na jaskinię. Chowają do torby kilka suszonych żab. Wzdychają.

Jazgot
Zatem – w drogę.

Wytrzeszcz
W drogę. Do zobaczenia, jaskinio!

Jazgot
Do widzenia, bagienko!

Odchodzą. Zatrzymują się.

Wytrzeszcz
Braciszku, może jednak…

Jazgot
Nie. Ruszajmy.

Definitywni ruszają.

Piosenka
Do zobaczenia jaskinio!
Bagienko, do widzenia!
Kwaśne żabusie, słodkie kaczusie
Usłyszcie nasze pienia!

Do zobaczenia jaskinio!
Bagienko, do widzenia!
Jeszcze tu jestem, a już usycham
Po prostu z utęsknienia!

Jazgot
Jak to, ty usychasz? To ja usycham!

Wytrzeszcz
Niech będzie, że usychamy razem.

Piosenka
Do zobaczenia jaskinio!
Bagienko, do widzenia!
Nigdzie tak cudnie nam się nie żyło
Nigdzie tak miło nie było!

Do zobaczenia jaskinio!
Bagienko, do widzenia!
Kraino błoga wiem tylko jedno
Wrócimy tutaj na pewno!

 

SCENA 2.

Uczciwy jak gnom.

Gnomy dochodzą nad brzeg jeziora. Jeden z nich GWIŻDŻE głośno i na ten sygnał z fal wynurza się błotny Żółw z pękiem zielska w pysku i miseczką pełną jedzenia. Żółw hojnie doprawia sobie potrawę potrząsając srebrną pieprzniczką.

Żółw
A, to wy tak zawodzicie. Mówcie szybko, czego chcecie, właśnie jadłem kolację.

Jazgot
Mamy do ciebie sprawę. Wiesz, co się stało – moczary zrujnowane, jaskinie suche jak pieprz, nawet pijawek nie uświadczysz. Wszystko wyschło! A tyle tam było komarów!

Wytrzeszcz
Ojejej! Tyle komarów!

Jazgot
I liszek, i pająków, i tłuściutkich żabek!

Wytrzeszcz
Ojejej! Tyle żabek!

Jazgot
I muchomorów, i gorzkich traszek!

Wytrzeszcz
Ojejej!

Żółw
Tak, wiem, tyle traszek. No, do rzeczy panowie, do rzeczy.

Jazgot
Chcieliśmy zamówić transport wodny dla dwóch dżentelmenów.

Wytrzeszcz podkrada zielsko Żółwia i ze smakiem się nim zajada za jego plecami.

Żółw
Dla dwóch dżentelmenów powiadacie. Czyli dla kogo?

Jazgot
No dla nas, ma się rozumieć. Dwóch uczciwych gnomów.

ŻÓŁW
Uczciwe gnomy, hm. Dwieście lat żyję i nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił o gnomach.

Jazgot
O, gnomia uczciwość jest znana na cały świat! Jest nawet takie powiedzenie: uczciwy jak gnom.

Wytrzeszcz kradnie Żółwiowi pieprzniczkę. Wsypuje sobie odrobinę pieprzu na język i strasznie go wykręca.

Żółw
Chyba: złośliwy jak gnom. A ten kurs - dokąd?

Jazgot
Skalne Miasto.

Żółw
Mmm… daleko! To będzie kosztować cztery żaby.

Gnomy zawodzą.

Jazgot
Oj biedni, my, biedni! Ojejej, ojejej! Mamy tylko dwie.

Wytrzeszcz
Ale jakie świeże! Soczyste!

Żółw
No dobra, zgodzę się za pół ceny, tylko przestańcie jęczeć!

Jazgot
A więc umowa stoi! Masz tu żabę i wieź nas co żywo! Druga będzie na miejscu!

Jazgot rzuca mu suszoną żabę. Gnomy błyskawicznie wskakują Żółwiowi na kark i poganiają go piętami.

Jazgot
Płyniemy! Płyniemy!

Żółw ogląda płaską żabę niezadowolony. W żółwim tempie pakuje miseczkę.

ŻÓŁW
Trudno, niech będzie. Czy ktoś widział moją pieprzniczkę?

WYTRZESZCZ
Jaką pieprzniczkę?

Żółw
Srebrną. Z pieprzem, piekielnie ostrym!

Wytrzeszcz
Nie było tu żadnej pieprzniczki! No, ruszaj wreszcie!

Żółw
Starzeję się, sam nie wiem, gdzie co kładę.

Żółw rusza. Jego rozochoceni pasażerowie podrygują, strzelają z procy, rzucają ogryzki do wody, zasłaniają Żółwiowi oczy i głośno rechocą.

Jazgot
Szybciej! Bo nam glony wyrosną na piętach!

Wytrzeszcz
Gazuuu! Pyr-pyr-pyr! Iiiii! I zakręcik!

Żółw
Uprasza się pasażerów o odpowiednie zachowanie!

Jazgot
(do brata) A pluniesz do tataraków?

Wytrzeszcz
Łatwizna! Umiem plunąć nawet dalej!

Gnomy plują.

Jazgot
Wygrałem!

Wytrzeszcz
A właśnie, że ja!

Jazgot
Nie, bo ja!

Gnomy tłuką się po głowach.

Żółw
(do siebie) A mogłem spokojnie jeść kolację. Posłuchać śpiewu żab.

Jazgot
Oj, byśmy zapomnieli! W podróży trzeba śpiewać!

Wytrzeszcz
Podróżna pioseneczka?

Jazgot
Obowiązkowo!

Piosenka  /X 2, 3 ALBO NAWET 4/
Jaka piękna noc! Jaka piękna noc!
Słychać rechot żab, tnie komarów moc!
Jak milutko w błocie brodzić
I futerko szlamem chłodzić
Jaka cudna noc, jaka cudna noc!

Ściemnia się. Gnomy drą się na całe gardło. Mijane stworzenia (kaczka, ryba, żaba na liściu) rzucają gniewne uwagi: „Oburzające. To zakłócanie ciszy nocnej.”; „Ci turyści!”; „Kijanki chcą spać!”.

Zmęczone gnomy tracą zapał i przysypiają. Wreszcie dopływają na skalisty brzeg.

Żółw
Panowie, koniec trasy. Dalej już tylko pieszo.

Gnomy złażą z Żółwia zaspane, przeciągają się.

Jazgot
Nareszcie! Wlokłeś się jak żółw. No tak, ty jesteś żółwiem. (rechoce)

Żółw
Po kursie na ogół słyszę „dziękuję”.

Gnomy są urażone.

Jazgot
My, gnomy, nie mówimy TAKICH słów.

Wytrzeszcz
Nigdy!

Żółw
Mogłem się spodziewać. Hola, hola! A dokąd to? Jeszcze żaba.

Jazgot
Racja, żaba!

Jazgot zabiera Żółwiowi suszoną żabę.

Żółw
To moja żaba! Ciężko na nią zapracowałem!

Jazgot
Nam bardziej się przyda!

Uciekają na bezpieczna odległość, pokazują figę, „grają na nosie” oraz wykonują nieobyczajne gesty.

Jazgot
Pa, pa, staruszku! Było fajnie! Ekstra jazda!

Wytrzeszcz
I to za friko!

Żółw
A to łobuzy! Ja wam pokażę!

Jazgot
A co ty nam możesz zrobić? Nachlapać?

Rechocą.

Żółw
Nie zabiorę was z powrotem! I wszystkim opowiem jak mnie potraktowaliście!

Gnomy wywalają jęzory. Żółw odpływa. Gnomy doczłapują do najbliższej jaskini i zasypiają.

 

SCENA 3.

Grunt, to wychowanie.

Gnomy budzą się w obcej jaskini. Nieopodal poustawiane są posągi w kształcie gnomów.

Jazgot
Uuu, to nie jest nasz dom.

Wytrzeszcz
Oj, nie, braciszku.

Jazgot
A taki piękny miałem sen! Siedziałem sobie w naszej wilgotnej jaskini i jadłem tłuściutkiego węża!

Wzdychają. Smętnie żują swoje suszone żaby.

Wytrzeszcz
Wrócimy tam, jeszcze wrócimy.

Jazgot
Jak? Nikt nas już nie podwiezie.

Wzdychają. Rozglądają się.

Jazgot
Ciężko jest być gnomem. Oj, ciężko. Rozrabiasz i dokuczasz ze wszystkich sił, a potem nikt nie chce ci pomóc. Ciekawe, dlaczego?

Wytrzeszcz
Nie mam pojęcia. (o miejscu) Co ci to przypomina?

Jazgot
Jakby… klasa. Patrz, tu jest coś nabazgrane!

U góry widnieje napis, który czyta Jazgot:

SZKOŁA DLA RODZICUF

Bicie ruzgą, pasem i linijką

Ciągnięcie za ószy

Walenie po głowie

Stawianie w koncie

i szerek innych niezwykle porencznych

metod wychowawczych.

 

Wytrzeszcz
Pamiętam! To tutaj chodziła nasza mamusia, kiedy byliśmy malutkimi gnomami!

Jazgot
Zatem jesteśmy w Skalnym Mieście.

Gnomy rozglądają się z ciekawością, wyglądają przez otwory w jaskini, łażą z kąta w kąt z rozdziawionymi gębami.

Narrator
Była to prawda. Jaskinie w Górach Sowich łączyły się ze sobą w cały ciąg wilgotnych otworów w skałach. Gnomy nie tylko tam mieszkały, ale również miały swoje sklepy, restauracje, przedszkola i szkoły.

W Szkole Rodziców, do której zawędrowali bracia, od lat uczył pewien stary bazyliszek.

Narrator przeistacza się w Bazyliszka.

Bazyliszek jest w ciemnych okularach i cylindrze, pod pachą trzyma wielką teczkę, a w łapie wskaźnik. Na widok gnomów zastyga zaskoczony. Złośliwy uśmieszek przebiega mu przez pysk, lecz nadal stoi nieruchomo.

Wreszcie zauważa go Wytrzeszcz.

Wytrzeszcz
O! Ktoś tu jest!

Szturcha brata łokciem. Bazyliszek podchodzi do nich dostojnym krokiem i mierzy spojrzeniem.

Bazyliszek
Cośśś takiego. Co my tutaj mamy? Panowie do pracy, czy na zajęcia?

Jazgot
My… my…

Gnomy stoją onieśmielone, spuszczają głowy. Bazyliszek wali ich wskaźnikiem.

Bazyliszek
Nie stoimy jak słup soli, przedstawiamy się profesorowi!

Jazgot
Eeeemem.

Wytrzeszcz
Yyyyhrr.

Bazyliszek
Panowie widać z prowincji. Taak, pewnie do pracy. Na pewno do pracy. I bardzo dobrze, tak teraz trudno o asystentów. Poczekajcie tutaj, zaraz zaczynamy.

Otwiera wskaźnikiem skrzynię z napisem POMOCE NAUKOWE i wrzuca tam gnomy. Wychodzi.

Wytrzeszcz
Do jakiej pracy?!

Jazgot
A bo ja wiem? W życiu nie pracowałem! Czemu nic nie mówiłeś?

Wytrzeszcz
Bo to bazyliszek.

Jazgot
Niech mnie trolle biją! Dobrze, że miał okulary! Jakby zdjął…

Spoglądają po kamiennych figurach i z trudem przełykają ślinę.

Wytrzeszcz
Myślisz, że to poprzedni asystenci?

Jazgot
Nie wiem, ale nie liczyłbym na zapłatę.

Próbują chyłkiem się wymknąć, ale właśnie wraca Bazyliszek, który prowadzi dwoje dorosłych gnomów. To rodzice-kursanci.

Bazyliszek
(do rodziców) Cieszę się, że jak zwykle spóźnili się państwo na lekcję. Tak właśnie trzeba. Punktualność to taka wstydliwa przypadłość niektórych gnomów. Należy tego unikać za wszelką cenę!

A oto dzisiejsze pomoce naukowe. Pas – trzeba uważać na sprzączkę. Linijka – powinna być giętka i mocna, inaczej pęka. A także przedmioty, które na ogół są w zasięgu ręki, takie jak ścierka do naczyń, bardzo ceniona przez matki, kapeć, preferowany przez ojców oraz gazeta, najlepiej codzienna, duża.

Prezentuje „pomoce” na gnomach. Wytrzeszcz i Jazgot dzielnie się wywijają, żeby oberwać jak najmniej.

Bazyliszek
(do kursantów) Jakieś pytania?

Wytrzeszcz
Czy są tu gdzieś wiedźmy? Albo trolle?

Bazyliszek trzepie Wytrzeszcza w kark.

Bazyliszek
Kiedy dziecko odzywa się nie pytane, najlepiej trzepnąć je w kark.

Kursantka
A co sądzi pan profesor o uszach…?

Bazyliszek
Tak! Tak! Są bardzo ważne! Chapsss! I ciągniemy, ciągniemy! Jeśli dzieciątko ma ogonek, korzyssstamy z tego! Można też szczypać w ramię.

Kursant
A walenie po głowie?

Bazyliszek
Polecam, polecam gorąco. Dzieci sssą przecież małe i ich włochate główki sssą akurat na wyciągnięcie ręki!

Wytrzeszcz
Ajajaj!

Bazyliszek
Czy zauważyliście jak łatwo trafić?

Jazgot
Auć! Auć! Auć!

Kursantka
Bardzo fachowo pan tłucze. Chciałabym tak umieć.

Bazyliszek
Kwessstia wprawy. Należy też mieć motywację. Czy ma pani motywację?

Kursantka
Czy mam…?! Panie profesorze, jestem w rozpaczy! Mój Strupek… aż wstydzę się powiedzieć.

Bazyliszek
Śmiało, po to tu jestem!

Kursantka
On sprząta zabawki! Gorzej, wieczorem zakłada piżamę, a rano… bieliznę. Żółtym do przodu, brązowym do tyłu. Dzień w dzień.

Bazyliszek
Uuu… fatalnie! Ale nie beznadziejnie. Ważne, że bielizna nie jest świeża. Ssspróbujemy coś na to zaradzić. Ale nie mówi „dziękuję”?

Kursantka
Nie, nie! Skąd! Ale córka… (szlocha) Wciąż się jej wyrywa przy porządnych gnomach: dziękuję, proszę, przepraszam! Gdzie ona się tego nauczyła? Na pewno nie w domu!

Bazyliszek
To wpływ złego środowiska. Musiała złapać na podwórku. A właściwie dlaczego przyszła pani sssama? Gdzie szszanowny małżonek?

Kursantka
Powiedział, że ma szkołę w nosie, bo i tak nie będzie się zajmował tymi zepsutymi bachorami.

Bazyliszek
O! I to jest odpowiednia possstawa. Nie to, co pani. Albo pan… Po co tracić czasss na moje zajęcia, kiedy można w spokoju oglądać zapasy trolli, albo chłeptać ssskrzek? No? Po co to wszystko?

Kursant
Żeby lepiej zajmować się synkiem?

Bazyliszek
(z dezaprobatą) Właśnie. Jak mu na imię?

Kursant
Pierdek.

Bazyliszek
Piękne imię. Takie wonne i łatwe do zapamiętania.

Kursant
Po dziadku.

Bazyliszek
I jak possstępy w lańsku? Jest pan już na szóstej lekcji!

Kursant Tata Gnom spuszcza głowę. Bazyliszek trzepie go wskaźnikiem.

Bazyliszek
Co mówiłem?

Kursant
Żeby tłuc, tłuc, tłuc, gdzie popadnie. Ale nie potrafię. Jest szybszy. Zwinna bestia.

Bazyliszek
Najważniejszy jest dobry chwyt, potem sssamo idzie. Zademonssstruję.

Pstryka palcami na Jazgota. Gnom jest obolały i niechętny do współpracy.

Jazgot
Panie profesorze, szukamy kogoś, kto naprawi nasze bagienko. Mógłby nam pan kogoś polecić?

Bazyliszek
Nie rozmawiamy! Pracujemy! Łapiemy – o tak i…!

Bazyliszek prezentuje chwyt za kark i daje Jazgotowi klapsa w pupę.

Bazyliszek
(do kursanta) A teraz pan. Niech pan sobie coś wybierze z pomocy naukowych.

Biedny Jazgot wypina pupę. Robi to byle jak, właściwie te jego pośladki są niemal wklęsłe.

Bazyliszek
Nie, nie. Musi być realistycznie. Zmykaj.

Zaczyna się pogoń. Kursant Tata Gnom goni Jazgota z „pomocą naukową”, ten umyka mu dzielnie. Wytrzeszcz dopinguje brata do ucieczki, Kursantka Mama Gnomica i Bazyliszek zagrzewają Kursanta Tatę Gnoma do pościgu.

Wytrzeszcz
Jaz-got! Jaz-got!

Kursantka
Łap go! Chwytaj! Za ogon! Za ogon!

Bazyliszek
Jedziesz tatuśku! Dawaj-dawaj! Już prawie go masz!

Wreszcie Kursant Tata Gnom i Jazgot padają wyczerpani.

Kursant
Nie… mam… siły.

Bazyliszek
Obawiam się, że naprawdę kiepski z pana ojciec. Dobry rodzic potrafi tak złoić skórę niegrzecznemu dziecku, że robi się grzeczne. Bo zło jest w skórze. Jeśli się jej nie trzepie, zalega, zalega, aż potem nic go nie wypleni. Czy chce pan, żeby pana Pierdek mówił „dzień dobry”?

Kursant
Nie!

Bazyliszek
Mył uszy? Przygarnął pieska?! PRZYTULAŁ SIĘ?!

Kursant
Nigdy!

BAZYLISZEK
To musi pan popracować nad formą! I tłuc, tłuc, tłuc, gdzie popadnie!

Słychać dzwonek lub inny sygnał dźwiękowy, np. głośny rechot żab.

Bazyliszek
No, koniec lekcji. Na następnej nauczę was, jak dokuczać dziecku słownie.

Kursant
To znaczy?

Bazyliszek
Dowie się pan po przerwie. Sio!

Kursant Tata Gnom i Kursantka Mama Gnomica przepychają się w przejściu. Wytrzeszcz i Jazgot, korzystając z zamieszania, wykradają się drugim wyjściem. Wytrzeszcz niepostrzeżenie kradnie w ostatniej chwili wskaźnik.

Bazyliszek
A wy dokąd? Chciałem zatrzymać was na dłużej!

Bazyliszek zsuwa okulary ukazując straszne, świecące, czerwone ślepia. Gnomy jednak są już daleko.

Bazyliszek
No trudno. Znajdę sobie innych asystentów.

Bazyliszek spogląda ku widowni. Wtem zauważa brak wskaźnika.

Bazyliszek
A gdzie się podział mój wskaźnik? Gdzieś tu był! Na pewno!

 

SCENA 4.

Zagłaskani na śmierć.

Kwiecisty ogród skąpany w słońcu. Na jego skraju widać znak informacyjny z przekreślonym wizerunkiem gnoma i napisem poniżej: GNOMOM, TROLLOM I TYM PODOBNYM PASKUDOM WSTĘP WZBRONIONY.

Pulchna Wróżka podlewa roślinki, wymachuje różdżką, radośnie podskakuje i śmieje się perliście zupełnie bez powodu. Gubi przy tym binokle.

Wróżka
Moje kwiatki, moje cudne
Kwitną rano i w południe
Nawet nocą, kiedy ciemno
One pachną, tańczą ze mną
Tirli-lili-laj! Tirli-lili-laj!

Tu dzwoneczki, a tam róże
Jak ktoś zerwie to się wkurzę
Bo kwiatusie oraz ja
Mamy tutaj wonny gaj!
Tirli-lili-laj! Tirli-lili-laj!

Z góry na znak informacyjny spadają gnomy.

Wytrzeszcz
Ojojoj!

Jazgot
A co ja mam powiedzieć? Spadłeś NA MNIE!

Gramolą się i zauważają przewróconą tabliczkę.

WYTRZESZCZ
Co to? Od kiedy do Skalnego Miasta nie ma wstępu gnomom?

Jazgot
Ciii, to jakiś ogród. Chyba wypadliśmy trochę za daleko, ale – dobra nasza! Jest wiedźma! Halo! Haaalooo! Pani wiedźmo!

Wróżka
(urażona) Kto mnie przezywa? Jestem wróżką! Dyplomowaną! Mam złote włosy, różową sukienkę, świecącą różdżkę, wysoki kapelusz… Chyba widać!

Zauważa jakieś postacie, ale brak binokli jest dotkliwy.

Wróżka
(podejrzliwie) Gnomy?

Jazgot
Nie, skąd! Dzieci.

Wróżka
Jakie wy macie duże uszy!

Jazgot
Żeby dobrze słyszeć!

Wróżka
I wytrzeszczone oczy.

Wytrzeszcz
Żeby lepiej widzieć.

Wróżka
I takie jakieś… włochate jesteście. Jak na dzieci.

Jazgot
Bo my jesteśmy ładne inaczej.

Gnomy rechocą. Wróżka uparcie szuka binokli, ale bez skutku.

Wróżka
Moje binokle, gdzie ja je położyłam? Są czarodziejskie, pokazują najlepsze wyjście.

Wytrzeszcz znajduje binokle i chowa je do swojej torby. Obaj chichocą.

Wytrzeszcz
Jeśli wróżka chce, pomożemy szukać.

Jazgot
Tak, pomożemy! Chociaż sami jesteśmy głodni, potrzebujący pomocy…

Wróżka
(wącha) I brudni. Biedactwa. Zgubiliście się? Gdzie wasi rodzice?

Jazgot
Nie ma. Nie ma. A tak chcielibyśmy wrócić do domu! Z kimś, kto umie czarować.

Wróżka
W takim razie ja się wami zajmę. Małe dzieci nie powinny chodzić samopas, nawet jeśli są takie brzydkie. Najpierw kąpiel, następnie zdrowy posiłek, a potem opowiecie mi swoją historię. Binokle mogą poczekać.

Macha różdżką i pojawiają się kolejno: balia pełna piany, ręcznik – wielki i puchaty oraz stół, na którym stoi garnek z łychą. Za sprawą czarów gnomy lądują w balii. Miny im rzedną.

Wytrzeszcz
(zły) No super, teraz będziemy śmierdzieć mydłem! Wszystkie gnomy nas wyśmieją!

Jazgot
Bazyliszka wycierpieliśmy, to i wróżkę wytrzymamy.

Wróżka szoruje gnomy jakby pielęgnowała niemowlęta, mimo że głośno protestują.

Wróżka
Tirli-tirli aniołeczki! Nózieńki wysiolujemy! I pod paśką. I uśka. I ogonki… Ogonki? Biedne dzieciątka. I powycielamy chlopaćków. I obciachamy paziulki. Uuu, jakie ślićne buziunie.

Wróżka szczypie gnomy po policzkach, pudruje, czesze. Wreszcie pojawiają się dwie karykatury gnomów w lokowanych fryzurach i błękitnych czapeczkach z falbankami.

Wróżka, zachwycona, oddycha z ulgą.

Wróżka
Moje ciudeńka! Jakie ciściutkie!

Jazgot
Co jej się stało, że tak dziwnie mówi? Ej, a ty kto?

Wytrzeszcz
Brata nie poznajesz?

Obaj patrzą na siebie zdumieni i przerażeni.

Wytrzeszcz i Jazgot
Aaaaa!!!!

Wróżka
No i ślićnie buziunie otwieracie. Am!

Wpycha im po wielkiej łyżce jedzenia. Gnomy plują.

Wytrzeszcz
Błeee!!! Co to jest?

Jazgot
Fuuuuj! W życiu takiego paskudztwa nie jadłem!!!

Wróżka
Nieładnie. Śpinaciek jest baaardzo zdrowy. Hej, dokąd biegniecie? Nie tam! Tylko nie tam…!

Gnomy jednak biegną jak oszalałe.

 

SCENA 5.

Wbrew zasadom, ale w zgodzie z sobą.

Ciemnawo. Skalnym tunelem wędrują gnomy (bez czapek, potargane).

Jazgot
Pięknie tu! Tak swojsko! Nietoperze. Grzyby. Błoto. Jaszczurki.

Wytrzeszcz
Chyba jesteśmy blisko. Zapach… (niucha) jak u trolla.

Teraz wąchają obaj, pełni nadziei. Wtem rozjaśnia się w głębi. To jaskinia - czysta, wysprzątana, a w niej SMOK. W jego otwartej i pełnej zębów paszczy widać skuloną postać.

Gnomy chowają się za skalnym załomem.

Wytrzeszcz
O mamuniu w kostkę kopana!
Smok!

Zasłaniają łapkami usta.

Postać w paszczy się prostuje - to Królewna w koronie, przykuta łańcuchem do ściany jaskini. Królewna wyjmuje spomiędzy zębów smoka: puszki, wielkie kości i jakieś zaskakujące przedmioty jak np. parasol, dzbanek, czy gumowa kaczka. Wrzuca je do worka na śmieci.

Królewna
Puszki? Nie wiesz, że puszki się najpierw otwiera?

Smok
Zamknięte smakują tak samo. I mają więcej żelaza.

Królewna
Taboret?

Smok
Siedział na nim wielki, gruby kot.

Królewna
Biedny kiciuś…! A to co? Książka kucharska?

Smok
A wziąłem sobie coś lekkiego do przegryzienia.

Królewna zawiązuje worek ze śmieciami. Książkę odkłada.

Królewna
No, gotowe. A teraz mnie wypuść.

Smok
Nie. Każdy porządny smok ma królewnę do sprzątania jaskini i czyszczenia zębów.

Królewna
Proszę, proszę, proszę! Królewny kiepsko sprzątają. Skąd niby mają to umieć?

Smok
Nie jestem czyścioszkiem. Flejowata królewna mi wystarczy.

Królewna
Nie jestem flejowata! Jestem nieszczęśliwa! Porwana! Potargana! I uwięziona w tej śmierdzącej grocie! Mogę już sobie pójść? Proszę, proszę, proszę!

Smok
Za dużo gadasz. Czy wiesz, co robi smok, kiedy jego królewna za dużo gada?

Królewna
Wypuszcza ją?

Smok
Pożera, skarbie. Pożera ze smakiem. Tylko potem wypluwa koronę.

Królewna płacze. Smok przegląda książkę.

Smok
Jesteś bardzo hałaśliwa, chyba zjem cię jeszcze dzisiaj.

Królewna
I gdzie ten rycerz na białym koniu, kiedy jest potrzebny? Szewczyk? Ogr? Ktokolwiek? Czy nikt mnie nie uratuje?

Smok
Nikt. To świetna smocza kryjówka.

Smok rechoce złośliwie. Królewna rozpacza.

Wytrzeszcz
(cicho, do brata) Ojojoj, ojojoj! I co zrobimy?

Jazgot
Nic. Absolutnie nic. Najgorsza rzecz, jaką może zrobić gnom to…

Wytrzeszcz
Pomóc innym. I co teraz, braciszku?

Wzdychają. Wyglądają.

Jazgot
Z drugiej strony, nikt nie widzi…

Wytrzeszcz
Nie damy rady.
Smok, to smok.

Jazgot
Musi być jakiejś wyjście!

Wytrzeszcz
Racja. (zakłada binokle Wróżki) Aha! Jest wyjście! Pod warunkiem, że smok będzie spał.

Gnomy naradzają się.
Królewna bezradnie szarpie łańcuchem. Smok wertuje książkę.

Smok
Tyle przepisów i żadnego, jak przyrządzić królewnę. A ja tak lubię królewny!

Gnomy wykonują murmurando, które niesie się echem po jaskini.

Królewna
Co to? Tak jakoś dziwnie jęczy i stuka.

Jazgot
(naśladując echo) Pruka… pruka… pruka…

Smok
To pewnie echo ze Skalnego Miasta, czasem niesie się aż tutaj. Gnomy lubią śpiewać.

Kołysanka
Jak deszcz, jak wiatr, jak szary cień
Cicho się skrada sen-sen-sen
Jak pył, jak duch, nie waży nic
Tylko się słodko śni-śni-śni

Smok
Podobno, kiedy chcą (ziewa) potrafią czarować głosem…

Kołysanka
To nic, to nic, że senna mgła
Pod powiekami drga-a-a
Jak puch, jak koc otula mrok
Oczy zamyka smok-smok-smok

Smok
Takie tam… bajdurzenia. (zamyka oczy)

Zasypiają i Smok i Królewna. Gnomy zakradają się do śpiącej. Jazgot stoi na czatach, Wytrzeszcz wyjmuje wskaźnik, używa go jak wytrych i otwiera kajdany.

Wytrzeszcz
Ta-dam! Pst! Królewno!

Królewna
Królewna śpi, uprasza się nie przeszkadzać. Auć! Kto mnie pociągnął za włosy?

Wytrzeszcz kładzie palec na ustach.

Wytrzeszcz
Ciii. Bo obudzisz smoka.

Królewna
Ratujecie mnie? Dziękuję! Myślałam, że gnomy nikomu nie pomagają.

Chce przytulić gnomy, ale one odskakują na bezpieczną odległość.

Wytrzeszcz
Bo nie pomagają. Nigdy.

Jazgot
I wcale cię nie ratujemy. Tylko… yyy… wykradamy. Tak, właśnie, wykradamy. A teraz - cicho, cichuteńko, na paluszkach zgnomiamy stąd.

Gnomy skradają się tam, skąd przyszły.

Królewna
Przepraszam, czy ja też mam zgnomiać tędy?

Wytrzeszcz zakłada na chwilę binokle.

Wytrzeszcz
Tak, to najlepsza droga dla gnomów. Wystarczy długo czołgać się w błocie i wspinać po oślizgłych kamieniach pełnych pająków, węży i nietoperzy.

Królewna
Foch! Jestem królewną. Nie życzę sobie żadnego błota, pająków, węży i nietoperzy!

Jazgot
Brawo, świetny plan. Ty tupiesz i strzelasz focha, a smok się budzi i pożera nas na śniadanie.

Królewna
A nie możemy uciec tymi drzwiami? Są zaczarowane. Wychodzi się nimi tam, gdzie chce.

Jazgot
Można i tak. Chociaż to nie jest w gnomim stylu.

Stają pod drzwiami. Łapią się za ręce. Budzi się Smok.

Jazgot
Co teraz?

Królewna
Trzeba powiedzieć, dokąd. I to szybko!!!

Wytrzeszcz i Jazgot
Do domu!

Przechodzą przez drzwi.

 

SCENA 6.

Droga na skróty

Wszystko wiruje. Za uciekinierami kłapie smocza paszcza. Lecą. Mijają ptaki, chmury, wschodzące słońce.

Jazgot
Pod nami Skalne Miasto.
A to ogród wróżki. Nie polecam. Okrutnie dobra kobieta.
A teraz królewna może zobaczyć jezioro Długie.
I wreszcie…

Wytrzeszcz
O mamuniu w kostkę kopana! Toż to nasze bagienko!

Pac! Miękko spadają tuż obok jaskini gnomów.

Koniec fragmentu


CAŁOŚĆ DOSTĘPNA TUTAJ ( z piosenkami)
oraz  TUTAJ (bez piosenek)

POWRÓT DO
STRONY 
SZTUKI DLA DZIECI